Miałam rozmowę o pracę na stanowisko doradca sprzedaży, rekrutowały mnie dwie panie, niestety nie było mi dane poznać ich stanowisk, podejrzewam że była to kierowniczka sklepu oraz kierownik regionalny lecz nie mam co do tego pewności. Cała rozmowa była dość sympatyczna ale też aż za bardzo rzeczowa, miałam niekiedy wrażenie że dosłownie jestem rekrutowana na stanowisko menedżerskie ponieważ dostawałam pytania które bardzo już podchodziły pod tego typu stanowisko. Zaczęło robić się ciekawiej, gdy rozmowa przeszła na wymagania i zadania na sklepie, a także finanse.
Odpowiedzialność finansowa oraz sprzedaż indywidualna, która wymaga maksymalnego skupienia się na kliencie, oraz powoduje także niezdrową rywalizację w zespole pozwoliły mi myśleć że może faktycznie pieniądze będą dobre, jednak niestety jakaś śmieszne pensja zasadnicza, która się ociera o najniższą krajową i podwyżka 300 zł po przepracowanych trzech miesiącach zbiły mnie z tropu. Jest to przykre, ponieważ polska firma, która posiada w swoim asortymencie drogie ubrania i dodatki marki premium mogłaby wykazać się i nagradzać trochę lepiej swoich sprzedawców, a nie kusić ich jedynie premią za brak absencji, żeby nie daj boże ktoś nie pomyślał, by iść na L4 gdy jest się chorym. Cała otoczka rozmowy miała dawać wrażenie, że aplikuję do jakiegoś cudownego miejsca z innego świata które powinnam wielbić, bo dostałam tę szansę, a jest to tak naprawdę kolejna sieciówka odzieżowa, do której można iść do pracy gdy mieszka się z rodzicami i nie ma się na głowie opłat, lub szuka się lepszej pracy. Zaskakujące jest, że ogłoszenie do pracy w Forum wisi na portalach o pracę chyba od stycznia, do Bałtyckiej podobnie, co pozwala zadać sobie pytanie, czy jest taki przemiał ludzi, czy pani rekruterka szuka Bóg wie kogo. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie rzuca to dobrego światła na firmę.