Pracuję tam ponad rok, ale nie wiem, czy nie złoże wkrótce wypowiedzenia. Wszystko niby w porządku, Zarządzająca potrafi iść na rękę, współpracownicy też są spoko, atmosfera fajna. Praca jest ciężka i wymagająca. Czasami samemu trzeba ogarnąć wszystko, zarobki niestety nieadekwatne do wykonywanej pracy. Piorę, suszę, prasuję, obsługuję klientów, wypisuję reklamację, faktury (ręcznie, bo XXIw. tutaj jeszcze nie dotarł), sprzątam, robię raporty kasowe, czyszczę maszyny. Cały dzień na nogach, czasami do domu doczołguję się nieprzytomna po 12 godzinach pracy. Reasumując, na współpracowników i zarządzajądzą moim regionem trafiłam w porządku, natomiast ludzie nad zarządzającą to już inna bajka. Zdarzyła mi się sytuacja, przyjęłam kilka sztuk ubrań, wszystkie drogich, włoskich marek. Na kilku sztukach nie było metek z informacją o zalecanym praniu, więc poinformowałam klientkę, że mogę to przyjąć tylko na jej odpowiedzialność. Wyjaśniłam dlaczego, wyjaśniłam co się może stać z odzieżą. Ubrania, które przyjęłam na jej odpowiedzialność przetrwały, niestety koszula, którą zgodnie z metką wyprałam w wodzie nie przetrwała. Przebarwiła się. Klientka złożyła reklamację, "góra" stwierdziła, że przebarwienia są moją winą, że musiałam to wyprać z czymś, co zafarbowało. Bluzka była kremowo-niebieska, jeżeli mam rzeczy dwu- lub więcej kolorowe zawsze wrzucam je pojedynczo. Pisałam do biura z prośbą o sprawdzenie monitoringu, bo miałam nadzieję, że będzie na nim widać, że koszuli nie prałam z niczym innym. Nie sprawdzili, bo "to nie jest standardowa procedura", zaczęłam się modlić, żeby klientka nie znalazła paragonu, bo bez tego reklamacja nie zostanie uznana. Niestety klientka paragon znalazła. Dostaję najniższą krajową. Kwota na paragonie 999,99 zł. Za kawałek szmatki, której całkowity koszt powstania, wliczając zużyty na jej szycie prąd i ewentualną złamaną igłę w maszynie to MAKS 100-150 zł. Wysłałam więc prośbę o rozłożenie płatności na raty. Rzecz działa się tydzień przed moją wypłatą, więc za mało czasu żeby znaleźć pracę tymczasową choćby po to tylko, żeby uciułać na czynsz i rachunki. Odpowiedzi nie dostałam, ale wiem, że faks dotarł, ponieważ wydrukował mi się raport doręczenia. Ostatni dzień miesiąca, czyli dzień wypłaty, trzymam kciuki loguję się na bank. Mimo mojej prośby, wręcz nawet błagania góra miała gdzieś, czy będę miała za co żyć. Stan mojego konta niecałe 260 zł.
Pracuje się ciężko, za najniższą krajową z marnymi dodatkami zwanymi szumnie "premiami" od sprzedaży aktywnej. Za wszelkie zniszczenia, nawet powstałe z winy producenta, a nie pracownika ponosimy koszty my, ludzie na których cały biznes się opiera. Bo bez nas, szarych człowieczków, którzy robią WSZYSTKO ci na górze nie mieliby nic. Teoretycznie, jeśli pranie było zrobione według metki, klient powinien dostać oświadczenie, że odzież została wyprana tak i tak w takim a takim środku, powstałe szkody nie są naszą winą, ponieważ wszystko zostało zrobione zgodnie z metką. Klient powinien z tym iść do miejsca, w którym odzież zakupił i tam domagać się zadośćuczynienia. Ale łatwiej zwalić na nas.
Sytuacja o której wiem, bo mam kontakt z dziewczyną z pralni spoza mojego regionu. Sieć chwali się tym, że może wykonać usługę w dwie godziny. Jest oczywiście na plakacie gwiazdka i wcale nie małym druczkiem informacja, że wykonanie usługi w 2 nie zawsze jest możliwe. Przychodzi zwykły szary człowiek, dowiaduje się, że niestety ale z takiego i takiego powodu nie jesteśmy w stanie wykonać tak szybko usługi i odchodzi, lub też dzwoni na naszą infolinię. I wtedy zostaje mu powtórzone dokładnie to samo, co my mówiłyśmy wcześniej. Ale dzwoni Bardzo Ważny Właściciel Znanej Firmy/Prezes Banku i sytuacja wygląda tak, jestem Bardzo Ważnym Kimśtam i to ma być na już, najlepiej na tydzień temu i wtedy jest dziewczynie pojechane po premii i ogólnie wielki problem, bo jak ona śmiała odmówić wykonania usługi.
Klienci są różni, jedni są bardziej inni mniej wyrozumiali. Jedni są zadowoleni, inni nie. Ale ujmę to tak. Jeśli jesteś kimś, kogo stać, żeby ubierać się w firmach, których ceny nie schodzą poniżej 600 zł/szt. to raczej jesteś w stanie przełknąć stratę jednej koszuli. Osoba pracująca za najniższą krajową raczej nie jest w stanie przełknąć straty prawie całej wypłaty.