Nie spróbujesz, to się nie dowiesz jak jest. Jedni będą zachwalać, bo tak czują albo po prostu muszą to robić, drudzy będą pluć.
W mojej ocenie firma jest jednym wielkim chaosem, a w samej firmie krąży masa pijawek, które doją kasę, ale nie widać jakiejś wartości dodanej w ich pracy. W tym samym czasie tłum szeregowych (najczęściej z Polski i niestety nie tylko na supporcie) dba o dobre wskaźniki, którymi potem firma się chwali. Jak ktoś słusznie zauważył native speakerów z różnych stron świata Ci dostatek, ale z wiedzą u większości z nich to raczej na bakier. Słowa które znienawidzicie to: pushowanie, feedback i trust. Bez "pushowania" zginiecie wśród niezałatwionych spraw, "feedback" zostanie przyjęty tylko, jeśli masz coś epickiego do zakomunikowania, a "trust" przestanie istnieć w sekundzie, w której odpalą Ci na kompie oprogramowanie do zliczania czasu. Nie chodzi o bycie przeciwnym takiemu rozwiązaniu, ja jestem przeciwnikiem tego, co utrudnia życie, a nie ma nic wspólnego z efektywną pracą.
Weksel to straszak i dzięki temu straszakowi ludzie przestają się racjonalnie zachowywać, nie tylko będąc na zewnątrz firmy ze znajomymi, bojąc się powiedzieć czy jest ok albo czy coś ich wkurza, ale także wewnątrz gdzie polityka dostępu do danych jest karykaturą polityk z prawdziwego zdarzenia.
Frustracji pracy bez celu lub bez jasnych wytycznych nie zdoła zrównoważyć nawet bardzo rozbuchany socjal. O ile jesteś singlem i pracujesz co najmniej po 10h dziennie to pewnie skorzystasz z 80% benefitów, w przeciwnym wypadku załapiesz się na kanapkę i zupę oraz masaż raz w miesiącu. Czy to aby wystarczy, żeby czuć się dobrze?
Zarobki dobre, ale faktem jest że Twój mniej ogarnięty kolega zza zachodniej granicy zawsze będzie miał więcej, obiektywnie - dużo więcej. Na pierwszy rzut oka niby brak znamion dyskryminacji, ale po głębszym zastanowieniu to już nie takie do końca oczywiste.
Marnotrawstwo jest na porządku dziennym - dość wspomnieć o co najmniej kilku restrukturyzacjach w niebywale krótkim czasie, ciągłych zmianach nazewnictwa, np. działów. No, ale ktoś robotę zrobił i mu za to zapłacono, nieważne czy ma to istotny wpływ na rentowność firmy. Nie inaczej jest w przypadku wyjazdów na wszelakie eventy/targi/expo, gdzie 3/4 delegowanych jedzie siedzieć na tyłku.
Jeżeli zainteresowani pracą w jedynej słusznej firmie w Rzeszowie naprawdę uważnie śledzą prasę, telewizję i media społecznościowe to z pewnością nie umknął ich uwadze fakt, iż przez ostatni rok lub dłużej głównym sloganem jest zatrudnić X tysięcy osób oraz wejść na giełdę. Jeżeli dla firmy głównym KPI jest liczba osób na pokładzie to komentarz jest zbędny. Jeżeli natomiast ktoś ma podstawową wiedzę z zakresu ekonomii, to jest w stanie ocenić kiedy firma i co najważniejsze CZY firma wejdzie na giełdę. Zapewniam, w obecnym stanie jest to perspektywą tak odległą, jak loty pasażerskie na Marsa.
Tymczasem w firmie trwa przybijanie piątek i propaganda sukcesu "joł joł, jest zaje*****, chodźmy się uwalić w sztok, albo lepiej! jedźmy na jakiś bezsensowny event".
Powodzenia wszystkim, którzy prawdziwie wierzą w tę firmę, są jej trzonem i zależy im na tym, żeby było dobrze. To na Was niestety spoczywa odpowiedzialność za wskazywanie drogi do osiągania celów i za obnażanie słabych ogniw. To Wy musicie dbać o to jak pracują Wasi ludzie, bo braków w organizacji pracy na dłuższą metę nie da się rozwiązywać zatrudnianiem kolejnych osób, którym trzeba przecież też zapłacić. Trochę współczuję takiej niewdzięcznej roli, ale bez tego będziecie tylko nadmuchanym balonem, z którego powietrze ujdzie prędzej czy później... A byłoby szkoda, bo potencjał ogromny.