Podsumowanie roku – do odważnych Świat należy
Wywiad z Agatą i Marcinem Filipczyk
Jak się okazało, dla chcącego, odważnego i nie bojącego się marzyć nic trudnego. Miałam rzeczywiście bardzo wiele kontaktów w branży, a Marcin wystarczająco odwagi determinacji, ze wspomniana firma powstała zaraz po naszym powrocie z Hiszpanii, a wkrótce, na podstawie dopracowanej później w Belgii umowy, na flandryjskie budowy wyruszyli pod naszą egidą pierwsi świetni fachowcy…
Jak zaczęła się Wasza przygoda z budownictwem?Agata: Lubię tę anegdotę… Otóż pewnego pięknego popołudnia, kiedy byliśmy jeszcze parą bez większych zobowiązań, podczas pobytu na moim ukochanym południu Hiszpanii, spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi na lancz. Hiszpańska otwartość zaskutkowała, że wkrótce dołączyła do naszego grona belgijska para i wszyscy wdaliśmy się niezobowiązującą pogawędkę. Po pewnym czasie Ghislan, bo tam miał na imię Pan z Belgii, usłyszawszy, że jesteśmy Polakami zapytał: „Hej, słyszałem, że Polacy to dobrzy budowlańcy. Nie znacie przypadkiem jakiejś dobrej firmy???”. Na to Marcin, jak wywołany do tablicy bez wahania odpowiedział- „tak, my mamy firmę budowlaną”. Jak się później okazało, Ghislan był właścicielem jednej z większych korporacji budowlanych w Belgii. Sam już na zasłużonej emeryturze, postanowił jeszcze na koniec znaleźć wykonawcę, który zaopiekuje się zleceniami w przekazanej przez niego synom firmie. Cóż, szkopuł w tym, że był to rok 2003. I że żadnej firmy budowlanej nie mieliśmy… Ja pracowałam co prawda w deweloperskiej spółce warszawskiej, prowadziłam jej oddział w Sopocie, a Marcin zajmował się szeroko pojętym pośrednictwem biznesowym. Okazuje się, że podczas tamtego lanczu wykazał się niebywałym refleksem i odwagą. Ja jedynie zbladłam, a po lanczu nieśmiało zapytałam- „yyyy, jaką my mamy firmę budowlaną???”. Jak się okazało, dla chcącego, odważnego i nie bojącego się marzyć nic trudnego. Miałam rzeczywiście bardzo wiele kontaktów w branży, a Marcin wystarczająco odwagi i determinacji, ze wspomniana firma powstała zaraz po naszym powrocie z Hiszpanii, a wkrótce, na podstawie dopracowanej później w Belgii umowy, na flandryjskie budowy wyruszyli pod naszą egidą pierwsi świetni fachowcy…
Marcin: ...nic dodać nic ująć. Tak było! Do odważnych Świat należy!
Czy od początku wiedzieliście, że to jest ta branża, w której chcecie działać? Czy jeśli moglibyście cofnąć się w czasie to poszlibyście w inną stronę?Agata: Tak się złożyło, że moja pierwsza praktyka zawodowa miała miejsce jeszcze w liceum w biurze pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Pierwsza praca po studniach to właśnie we wspomnianej korporacji Warszawskiej, jako przedstawiciel Inwestora miałam swój udział w powstaniu np. Krzywego Domku. W międzyczasie pracowałam też u Gdyńskiego dewelopera. Czyli, z mojej strony, tak wyszło, zawodowo nigdy nie robiłam nic innego. Nie myślę w kategoriach cofania czasu. Nigdy. Patrzę naprzód.
Marcin: Nie i Nie odpowiadając na dwa pytania od razu. Jak już wiemy nasza bytność w biznesie budowlanym jest zrządzeniem przypadku a raczej umiejętności wykorzystania szansy, wychodzi na to, że tej z rodzaju „życiowych szans”, jaka każdemu z nas co najmniej raz w życiu los stawia na swojej drodze. Nie wyobrażam sobie abym mógł dzisiaj robić coś innego. Lubię, wręcz uwielbiam to co robię i robię to z pasja a z pasji rodzi się prawdziwy profesjonalizm, do którego dążę, i który jest niezbędny do prowadzenia takiego biznesu. Zapewne większość postronnych ludzi a i może naszych pracowników kojarzy role Prezesa w takiej firmie z podróżowaniem, jeżdżeniem drogimi samochodami i generalnie „pierdzeniem” w stołek przy prezesowskim biurku. Prawda jednak jest mniej zabawna. Ja pracuję 24 na dobę kosztem rodziny i małych dzieci, dla których mam coraz mniej czasu i widzę, jak rosną koło mnie i jakby beze mnie. Często budzę się po nocach i nie śpię do rana rozwiązując o takim czasie jakiś problem o strategicznym znaczeniu, który w zasadzie rozwiązany być powinien przez poszczególnych ludzi w firmie, których ona za to opłaca. Innego dnia wstaje o 4 rano, aby polecieć na rozmowy z klientem do Szwecji czy Belgii i wrócić tego samego dnia wieczorem i tak np. 2-3 razy w tygodniu przez wiele lat. Prowadzę trudne rozmowy nie tylko biznesowe jak ale również z ludźmi, z naszymi pracownikami tłumacząc na przykład, dlaczego musi pożegnać się z naszą firma mając świadomość, że człowiek taki ma rodzinę na utrzymaniu. Takie rozmowy i ludzkie problemy, wbrew pozorom, ciążą i na mojej psychice, ale odróżnienie kwestii ludzkiej empatii od kwestii merytorycznych jest trudne lecz nieodzowne na tym stanowisku. Reasumując moją role, mimo setek problemów codzienności, które stoją mi na drodze, jest zapewnienie, aby firma cały czas się rozwijała i to aby ponad 100 ludzi dostała swoje pieniążki w ogóle i na czas niezależnie od okoliczności…których jest na prawdę wiele.
Jakiej rady udzielilibyście osobom, które dopiero zaczynają pracę na budowie, a chciałaby osiągnąć sukces?Marcin: …młotek, cęgi czy pędzel w rękę i do roboty przez rok dwa. Jak się spodoba to dopiero na studia aby zostać inżynierem…lub na odwrót! Tylko właściwa praktyka i zrozumienie specyfiki budowy dzisiejszych czasów, ich procesów, wielu zależności czyni z ludzi prawdziwych budowlańców. Potem podbój Świata to tylko kwestia czasu i ambicji…
Niedługo święta, czy macie w firmie jakieś świąteczne tradycje? Jak wygląda firmowa Wigilia? Czy było jakieś szczególne zdarzenie, które utkwiło Wam w pamięci?Agata: Świętujemy zawsze! Konwencję wybieramy wspólnie z Załogą. Czasem mają ochotę na Wigilijny Obiad w restauracji, ale niejednokrotnie wybieramy niezobowiązujący lancz z cateringiem w naszym biurze. Zawsze jest też sposobność do wręczenia podarków dla wszystkich, są to albo paczki, albo bony towarowe. Składamy sobie życzenia, śpiewamy kolędy… Bardzo tradycyjnie.
Tak, w pamięci pozostają starania naszych Pań, żeby wszystko wypadło pięknie i było dopięte na ostatni guzik. Zawsze jest mnóstwo zabawnych zdarzeń, a inwencja twórcza naszych pracowników nie ma granic. Tego dnia zdecydowanie nie my zarządzamy firmą!
Zobaczcie na przykład jak wyglądała któregoś razu strefa paczek w SN Strukton.
Marcin: … tak, kiedy Andrzej Kolmetz, jeden z najstarszych i najbardziej doświadczonych kierowników, zaśpiewał nam Kolendę.
Czego można Wam życzyć w Nowym Roku, a co Wy byście życzyli swoim pracownikom?Agata: Tradycyjnie: zdrowia, bo ono jest najważniejsze, tyleż samo szczęścia, wzajemnej życzliwości i serdeczności i radości z życia.
Marcin: …Hm, oprócz tradycyjnych życzeń chciałbym zaprosić wszystkich naszych pracowników do refleksji. Święta, Nowy Rok, często sprzyja zmianom, ustanawiane są postanowienia noworoczne a ja uważam, ze każdy z nas, również i ja, wymaga większej pracy nad sobą, nad swoimi słabościami, które nie wpływają pozytywnie na relacje wewnętrzne w naszej firmie i generalnie jej rozwój.
Poza tym spokoju, spokoju i spokoju oraz odpoczynku w radosnej atmosferze Świąt!
Dziękuję za rozmowę.Rozmowę przeprowadziły: Ewa Kazimierska-Okoń i Natalia Sielewicz