Nowe pokolenia pracowników mają mieć coraz większe problemy z utrzymaniem regularnego rytmu snu. Dowodzą tego nowe badania, które jako przyczynę zjawiska coraz częstszych zaburzeń snu wśród pracowników wskazują pandemię. „Na rynek pracy coraz częściej wchodzą młode osoby dorosłe z bardzo słabym rytmem snu. Wystarczy wtedy jakikolwiek stres – w życiu zawodowym, rodzinnym czy z powodu choroby – by łatwo zakłócić sen” – tłumaczy prof. Adam Wichniak, kierownik III Kliniki Psychiatrycznej i Ośrodka Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Zaburzenia snu wśród pracowników coraz częstsze? „W pandemii zwiększyła się liczba Polaków cierpiących na bezsenność”

Pandemia przyniosła wiele negatywnych skutków. Jednym z nich mają być coraz częstsze zaburzenia snu wśród pracowników. Jak dowodzą wyniki nowych badań, przeprowadzonych we Francji, problem ma dotyczyć głównie młodszych pokoleń pracowników. Czy zjawisko występuje również w Polsce? Niestety tak, o czym opowiada prof. Adam Wichniak, kierownik III Kliniki Psychiatrycznej i Ośrodka Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

„Do poradni leczenia zaburzeń snu zgłasza się coraz więcej osób młodych. Dotąd na sen zwykle skarżyły się osoby starsze, co wynika z tego, że seniorzy mają słabszy rytm snu. (…) Skutkuje to tym, że na rynek pracy coraz częściej wchodzą obecnie młode osoby dorosłe z bardzo słabym rytmem snu. Wystarczy wtedy jakikolwiek stres – w życiu zawodowym, rodzinnym czy z powodu choroby – by łatwo zakłócić sen. I nie jest to nowe zjawisko. Już przed pandemią dostrzegaliśmy, że osoby młode w znacznej części mają problemy ze snem, i że wynika to ze stylu życia współczesnego społeczeństwa” – podkreślał profesor w rozmowie z portalem NaukawPolsce.pap.pl.

Pandemia miała zaostrzyć dostrzegane wcześniej zjawisko, zmieniając w sposób drastyczny styl życia osób młodych. „Dla osób młodych wraz z lockdownem rytm życia zmienił się wręcz dramatycznie. Wiele z nich sobie z tym nie poradziło. Nie musieli wstawać rano do szkoły lub do pracy, mogli dłużej siedzieć przed komputerem lub telewizorem, grać w gry komputerowe lub wykonywać inne czynności dnia codziennego. Nastąpiło też pogorszenie jakości życia, bo nie można było chodzić do kina i restauracji, bawić się i wyjeżdżać za granicę, z czego głównie korzystają ludzie młodzi” – tłumaczył prof. Wichniak.


SPRAWDŹ TEŻ: Syndrom zdalnego zmęczenia – czym jest? Jak go uniknąć?


Coraz częstsze zaburzenia snu wśród pracowników to wina pandemii? „Ważna jest praca o stałych porach”

Okazuje się, że coraz częstsze zaburzenia snu wśród pracowników mogą mieć związek także ze zmniejszoną ilością czasu, spędzaną na świeżym powietrzu, podczas przedłużających się lockdownów.

„W pierwszych dniach pandemii uczniowie nawet cieszyli się, że nie muszą chodzić do szkoły, a osoby dorosłe, że mogą pracować zdalnie. Gdy jednak się okazało, że to może potrwać nie kilka tygodni, a raczej kilka miesięcy – czy nawet kilka lat – początkowa euforia zmieniła się w przygnębienie i lęk. Z tym też zbiegł się brak aktywności fizycznej oraz zmiana rytmu i stylu życia. W pandemii nie dostrzegliśmy tego od razu. Z pewnym opóźnieniem zaczęliśmy mówić o tym, jak ważna jest praca o stałych porach, w jasno oświetlonych pomieszczeniach, że trzeba oddzielać sypialnię od pracy zawodowej i nauki szkolnej. I że trzeba wychodzić na zewnątrz, na światło słoneczne” – dodawał profesor w rozmowie z PAP.

Czy zatem zdaniem prof. Wichniaka kolejny lockdown mógłby jeszcze pogorszyć sytuację na rynku pracy? „Na pewno będziemy go jeszcze gorzej znosili. Człowiek jest gatunkiem ciekawym świata, ale mało cierpliwym. Gdy nie widzimy końca jakieś udręki, większość z nas źle na to reaguje. Ponowne zaostrzenie się pandemii i brak wiarygodnego terminu jej zakończenia może spotęgować negatywne następstwa psychiczne” – tłumaczył profesor.


MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ RÓWNIEŻ: Jak szybko zasnąć? Sposoby na zaśnięcie


Pandemia niekorzystnie wpłynęła na sen medyków

Pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na zdrowie psychiczne i jakość snu szczególnie personelu medycznego. Zauważalny wzrost przypadków bezsenności i zaburzeń snu dotknął pracowników ochrony zdrowia na całym świecie, w szczególności tych zatrudnionych w placówkach medycznych związanych z uczelniami. Jak wynika z badań, liczba osób cierpiących na problemy ze snem wzrosła o około 44%. Co ciekawe, najwięcej zaburzeń snu zaobserwowano u tych, którzy mieli mniejszy kontakt z pacjentami, co wskazuje na to, że czynniki psychiczne, a nie tylko fizyczne, mogły nasilać problemy z zasypianiem.

Badanie przeprowadzone przez dr Vaughna McCalla z Medical College of Georgia wykazało również, że aż 44,5% medyków miało problemy ze snem już przed pandemią. Niezwykle interesujący okazał się fakt, że około 10% uczestników, obejmujących lekarzy, pielęgniarki, asystentów oraz rezydentów i stażystów, oceniło jakość swojego snu jako lepszą w początkowej fazie pandemii.

Jest to wynik nietypowy, ponieważ inne klęski żywiołowe, jak trzęsienia ziemi czy tajfuny, także wywołują bezsenność, jednak ich oddziaływanie jest zazwyczaj krótkotrwałe. Pandemia, jako długotrwałe źródło stresu, miała na pracowników medycznych szczególnie obciążający wpływ, co, zdaniem badaczy, powinno być wyraźnym sygnałem dla decydentów o potrzebie wsparcia tej grupy zawodowej.


DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: Jak spać, żeby się wyspać? Kilka sposobów na zdrowy sen


Zaburzenia snu wśród pracowników: jak z nimi walczyć?

Jakie więc rady ma profesor Adam Wichniak dla młodych pracowników, doświadczających zaburzeń snu na wskutek pandemii? Ważne, aby zaplanować odpowiednio swój wypoczynek po pracy. Adekwatna dawka aktywności fizycznej i nawet krótkie spacery na świeżym powietrzu mogą z powodzeniem zastąpić inne formy radzenia sobie z problemami z rytmem snu.

Zaburzenia snu a praca: sposoby

„Przed snem warto się odciąć od wszelkich negatywnych informacji w mediach. Mamy wpływ na jakość naszego snu. Nie musimy uciekać się do leków czy spożywać alkohol. Należy dbać o codzienną aktywność fizyczną, najlepiej na świeżym powietrzu, oraz przestrzegać regularnego trybu życia, kładąc się spać i wstając rano o odpowiedniej porze” – radził profesor.

Podkreślał również, jak ważna jest odpowiednia ekspozycja na światło słoneczne. „Dla rytmu dobowego jest ono najsilniejszym czynnikiem. Sen przychodzi wtedy, gdy jest ciemno, a dobrze się czujemy i jesteśmy aktywni, gdy jest jasno. Dobrze zatem, żeby te dwie pory były rozdzielone, gdy jest jasno w miarę możliwości powinniśmy przebywać na zewnątrz” – sugerował specjalista.


ZOBACZ TEŻ: Jak zarabiać więcej? Wystarczy pójść na siłownię


Zaburzenia snu: kiedy warto udać się do specjalisty?

A kiedy warto udać się do lekarza, w momencie gdy inne sposoby na walkę z zaburzeniami snu zawodzą? Zdaniem profesora, choć najpierw dobrze wypróbować pozostałe metody, jeśli dolegliwości nie ustępują po upływie 3 miesięcy, konieczna będzie profesjonalna konsultacja.

„Jeśli zaburzenia snu nie ustępują w ciągu trzech miesięcy, musimy przyznać się do tego, że mamy z tym problem. Gdy na nie nakładają się jeszcze inne objawy, ze strony naszego ciała lub pogorszenie stanu psychicznego, należy szukać pomocy. Same zaburzenia snu, jeśli nie występują inne objawy, nie wymagają od razu porady lekarza. Przede wszystkim należy wprowadzić zdrowy styl życia. Można też wspomóc się melatoniną lub lekami ziołowymi, zawierającym walerianę i melisę. Jeśli spowoduje to istotną poprawę jakości snu, nie ma powodu do niepokoju. Jeśli jednak jakość snu nie ulegnie poprawie w ciągu 4-6 tygodni, nie próbujmy już dłużej leczyć się lekami dostępnymi bez recepty. Należy skorzystać z porady lekarskiej” – komentował profesor.

Źródło zdjęcia: https://pl.123rf.com/photo_61031615_vintage-odcienie-kolor%C3%B3w-selektywne-skupienie-si%C4%99-na-zabytkowym-czarnym-zegarze-alam-przed-m%C5%82od%C4%85-i.html