Fundacja Kocia Mama

Łódź

Opinie o Fundacja Kocia Mama

obiektywnie 2016-04-02 14:00:06
Aż dziwne,że nie zanim napisałem swoją opinię nie było jeszcze żadnej na temat tej fundacji, w końcu w internecie jest ich bardzo dużo (w tym wiele negatywnych).Ale być może, na co liczę, ten mój komentarz zapoczątkuje następne i to odpowiednio wpłynie na opinię publiczną (jeśli komentarz zostanie na tej stronie,bo być może dlatego nie ma tutaj żadnych innych,ponieważ wszystkie były negatywne i zostały usunięte na żądanie "Szefowej"). Nie chcę dodawać go gdzie indziej,ponieważ w większości miejsc trzeba się logować, na co z różnych względów nie mam ochoty.Chociaż jeśli zostanie stąd usunięty, zdecyduję się na to.
Otóż do rzeczy - pani Milińska jest, delikatnie rzecz biorąc wielką cwaniarą, tzw. "neobussineswomen" czyli kimś kto wykorzystuje dobroć serca i naiwność nie tylko bardzo wielu ludzi lubiących zwierzęta ale wszystkich swoich pracownic, zwłaszcza wolontariuszek.Bo o ile nie wiem czy dzieli się zyskami w przypadku oficjalnych pozostałych członków Fundacji (Zarządu czy też Rady), to wiem, że wolontariuszki pracują całkowicie za darmo albo za "ochłapy ze stołu pana" w postaci na przykład małej ilości karmy najgorszej jakości czy jakiś śmiesznej wartości gadżetów, które Milińska dostaje za darmo. I chociaż niby to się zgadza z pojęciem wolontariatu (praca za darmo), jednak w przypadku tej Fundacji zakrawa na jawne, bezczelne wykorzystywanie i absurd.Bo czy w innych organizacjach na rzecz zwierząt wolontariusze są aż tak angażowani 24/7? Czy na ich barkach spoczywa niemal wszystko - od przeprowadzania "łapanek" przez prowadzenie domów tymczasowych po organizowanie transportu bardzo często kosztem własnych planów,życia rodzinnego a nawet środków pieniężnych (bo przecież Milińska nie jest skora do oddawania za np. benzynę)? A to wszystko podczas gdy "szefowa" sobie spokojnie siedzi,pewnie we własnym domu,wydaje dyrektywy przez telefon a a koniec zbiera wszystkie profity. No ja przynajmniej się nie spotkałem z
4
obiektywnie 2016-04-02 14:01:24
c.d.
Naprawdę gdyby nie te wszystkie panie to nie byłoby żadnej "Kociej Mamy"!!!To one tak naprawdę wylewają "swoją krew,pot i łzy", Milińska nie wnosi nic albo niemal nic.Przykład? Ostatnia interwencja - łapanie dzikiej kotki, o której nawet bez ogródek sama Milińska pisze na stronie.Aż mną zatrzęsło jak przeczytałem,że właściwie kazała jednej z wolontariuszek natychmiast się stawić do dyspozycji i to z samochodem kogoś obcego.Jak widać wolontariuszka w Fundacji Kocia Mama to nie człowiek,własnych planów mieć nie może,choćby nawet umierała,choćby nawet na czworakach ale musi być na zawołanie "wielkiej pani".Druga sprawa - domy tymczasowe.Jak można tak wciskać komuś,kogo się podobno lubi,tyle zwierząt,nie bacząc na jego rodzinę,pracę,inne obowiązki?A czy pani Milińska sama nie może przygarnąć jeszcze parę kotków?Nie wiem na 100% ale gotów byłbym się założyć,że sama w swoich apartamentach nie ma więcej niż 3 sztuki.Poza tym czy Fundację z takimi z taką miłością do zwierząt,a przede wszystkim z takimi dochodami nie byłoby stać na wynajęcie nawet jakiegoś budynku i przeznaczyć go na dom tymczasowy-tak jak to robi szereg organizacji?Śmiem w to wątpić.Ale oczywiście lepiej-przynajmniej dla interesów pani Izy-upychać koty w domach swoich wolontariuszek,niech się gniotą po pięć,sześć,siedem i więcej.A czy to z punktu widzenia dobra zwierząt słuszne? Ludzie myślący znają odpowiedź na to pytanie.
Skąd więc fenomen ciągłego jeszcze działania na takich zasadach tej Fundacji?Być może z jakiejś nadmiernej chęci pomagania,może z jakiegoś nieuzasadnionego poczucia winy w tych wolontariuszkach - nie wiem,w każdym razie Milińska z pewnością umie grać na uczuciach. I myśli,że u każdego tak będzie grała.
Dlatego się tak wścieka, kiedy ktoś nie okaże jej "należnych względów" i myśli pewnie,że zaraz ktoś do niej przybiegnie z przeprosinami.Przykład? Relacja z tegorocznego Dnia Kota w jednej ze szkół podstawowych na Bałutach.
2
obiektywnie 2016-04-02 14:02:13
c.d. Milińska biadoli (zresztą nie pierwszy raz),że czuła się tam ignorowana,nie mogła opowiedzieć nic o Fundacji i nie wie po co została zaproszona.Och naprawdę jak to czytam to nóż mi się w kieszeni otwiera. To od kiedy Dzień Kota oznacza potrzebę gloryfikowania tej konkretnej fundacji?To,że ktoś został zaproszony oznacza,że od razu,najlepiej na wstępie, ma podać numer konta bankowego do wpłat?Czy raczej Dzień Kota polegać na podkreślaniu potrzeb tych zwierząt ogólnie, zwłaszcza tych często najbardziej poszkodowanych a więc wolno-żyjących?Kocia Mama została zaproszona,bo przecież niby jej zależy na dobru kotów, poza tym podobno ma nad tym główny patronat w Łodzi,więc chyba nie powinna mieć pretensji o taki a nie inny charakter uczestnictwa.W końcu pomyślność kotów powinna być priorytetem.Ale własnie tutaj wychodzi,że tak naprawdę nie to jest najważniejsze.
W każdym razie pani Milińska nie tylko dobrze gra na emocjach ale musi mieć niezłe chody w Urzędzie Miasta,że to wszystko przez tyle lat jej uchodzi.To tylko w Polsce możliwe.
A jeszcze na koniec małe sprostowanie- pani Milińska twierdzi,że wszystkie złe opinie na jej temat wypływają z zazdrości ludzkiej.Tutaj mój osobisty apel do tej pani.Proszę sobie nie pochlebiać,jest bardzo wiele fundacji,które mają o wiele więcej profitów niż pani Fundacja i jeśli ktoś miałby komuś czego zazdrościć to im. Tylko,że jeszcze w żadnej tego typu organizacji nie widziałem takiego wyzysku i traktowania swoich DARMOWYCH pracowników jak w tej,proszę w końcu sobie uświadomić,że to przez to wiele osób pani nie lubi (nie twierdzę,że na pewno żadna inna fundacja tak nie robi,ale ja o takiej nie słyszałem).
A teraz apel do dziewczyn-wolontariuszek Kociej Mamy - przejrzyjcie w końcu na oczy!Jeśli tak kochacie zwierzęta to nikt Wam nie broni tego robić-chyba w każdej innej organizacji na ich rzecz w Łodzi byłybyście bardziej docenione.Szkoda życia,czasu,zdrowia!Zwierzęta się kocha ale trzeba mieć do tego zd
3
obiektywnie 2016-04-02 14:04:45
c.d.zdrowe podejście = Może czas w końcu zacząć żyć trochę bardziej dla siebie.Czasy niewolnictwa się już dawno skończyły (a przynajmniej powinny).
Podsumowując moją ocenę- niestety,ponieważ pani Milińska jest szefową i to z nią,nie z tymi cudownymi kobietami jest utożsamiana Fundacja,nie mogę wystawić oceny innej niż niedostateczna. Gdybyście Panie wolontariuszki miały zostać ocenione oddzielnie, z pewnością dostałybyście ocenę celującą - za Waszą pracowitość,oddanie,rzetelność,bo Waszego rozsądku nie chcę oceniać.
2
z zainteresowaniem 2016-05-30 12:42:56
Z zainteresowaniem to czytamy. Ludzie powinni znać prawdę. Gorąco pozdrawiam tę osobę, która to pisała.
2
rozczarowana 2016-06-20 20:39:57
Fundacja bardzo mnie rozczarowala. Z zalozenia powinna skupiac sie na pomaganiu. Jednak wazniejsze sa liczby, te w szeleszczacych papierkach jak i statystyczne.
Niestety ludzi bezinteresownych jest coraz mniej. Dzisiejsze spoleczenstwo okresla ich jako naiwnych,a szkoda bo to w nich jest najwiekszy potencjal...
3
Zostaw swoją opinię o Fundacja Kocia Mama - Łódź
test
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Fundacja Kocia Mama