(usunięte przez administratora)
Pracowałem jako specjalista ds optymalizacji procesów kadrowo-płacowych. Brzmi świetnie? Tak? To dlatego, że ta nazwa stanowiska nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. To jest tylko taka kolorowa reklama. (usunięte przez administratora)się nawet kiedyś wymskło przy zagranicznych gościach i nazwać mnie „tech support”. Kiedy przyjmowałem się na to stanowisko powiedziano mi, że będę tylko czasem zastępował jedynego IT’ka w firmie a tak poza tym, to będę się zajmował 100% optymalizacją. W praktyce wyszło nieco inaczej: tylko 1% całego nakładu pracy stanowiła optymalizacji i to taka mocno partyzancka,(usunięte przez administratora)Realizowałem tylko projekty wymyślone i zlecone mi przez szefową, pozbawione jakichkolwiek kalkulacji, bo na oko było widać, że są nieopłacalne. Nigdy nie realizowaliśmy pomysłu, na który wpadłem ja albo ktoś inny. Ostatnio ogłosiła jeden z moich pierwszych pomysłów jako swój, więc chyba zaczynam się domyślać jak to działa i w jakim cyklu.
Co z pozostałymi 99%? Otóż moja praca polegała głównie na naprawianiu narzędzi (makr) pod presją czasu. To jest ta część pracy, którą szefowa rozumie mniej niż wcale, co tylko potwierdza pytaniami „Ile Ci zajmie naprawa tego?” do którego chciałbym dodać „...cudzego makra, które widzisz pierwsze raz na oczy i jeszcze nie wiesz co robi?”. W żadnym makrze nie ma komentarzy a w firmie nie ma żadnej dokumentacji ani nawet założeń do projektów. Jest totalny chaos a o istnieniu danego narzędzia dowiadujesz się dopiero jak się zepsuje i jak już jest mega pilnie potrzebne.
A nawet jak już siądziesz do cudzego wysypanego makra, zaczniesz dochodzić do tego co robi, znajdujesz miejsce, w którym wszystko się zaczęło sypać i zaczynasz rozumieć problem... to wtedy pisze do Ciebie szefowa, żebyś podszedł do niej do biura. Przychodzisz i okazuje się, że problemem jest to, że nie działa projektor a nie działa dlatego, że nie jest włączony. Wracasz do biurka i czujesz, że znowu cofnąłeś się w czasie. Takie ma (usunięte przez administratora) niestety wyobrażenie o pracy programisty – że to jest bardzo podobna praca do malowania ścian – że malujesz, ktoś Cię woła, więc idziesz – później wracasz, widzisz gołym okiem gdzie skończyłeś i jedziesz dalej.
Pomijam już nawet fakt, że robisz to wszystko w pokoju, w którym siedzi manager, do którego przychodzą codziennie setki ludzi na pogaduchy. W firmie brakuje sal konferencyjny, więc z zacisza własnego biurka zaliczasz jeszcze ze 3 mniej lub bardziej ciekawe konferencje na telefonowym głośniku. Obok Ciebie siedzi rekruterka i cały dzień obdzwania kandydatów. Pracowałem kiedyś na magazynie przy hali produkcyjnej i z przykrością muszę stwierdzić, że tam miałem dużo lepsze warunki do wykonywania takiej pracy. Praca zdalna odpada, bo (usunięte przez administratora) jest przekonana, że tylko ona robi prawdziwą robotę w domu a wszyscy inni tylko kantują.