Będzie długo, ale mam nadzieję, że uchroni dzięki temu wielu potencjalnych pracowników przed podjęciem zdecydowanie złej decyzji o pracy w projekcie z językiem niemieckim.
Warto zacząć od samego etapu rekrutacji. Duży plus za feedback i sprawną rekrutację, ogromny minus za pomijanie ważnych kwestii i w rezultacie oszukiwanie pracownika już na starcie. Jedna pracująca sobota w miesiącu to mrzonka. Przynajmniej dwie, a im więcej tym lepiej. Stanowisko back office, czyli maile, live chaty oraz tym podobne zajęcia. Tymczasem w trakcie szkolenia okazuje się, że jego lwia część to praca na słuchawce (mimo wielokrotnych zapewnień rekruterki, że żadnej pracy na słuchawce na tym stanowisku nie będzie, o odbieraniu podczas szkolenia także nie było mowy). Trenerzy podczas szkolenia - jeden świetny, z pasją, drugi wyraźnie wypalony, przekazujący wiedzę pobieżnie, jakby sam miał problem z jej przyswojeniem, a w dodatku naśmiewający się na forum z jednego z przyszłych pracowników (jedna z pierwszych red flag w tej pracy). Po wielokrotnych prośbach podczas szkolenia i onboardingu udało się wybłagać kilka spotkań po pół godziny z osobami z back office, żeby móc się zorientować, na czym w ogóle polega przyszła praca. Etap szkolenia najlepiej podsumować tym, że do dnia napisania tej opinii uczestnikom szkolenia nie zostały zwrócone pieniądze za podróż do i z Lublina oraz wyżywienie (nieco chory system rozliczania za pomocą formularza, który trzeba poprawiać milion razy i zawsze coś jest nie tak).
Po trzech miesiącach szkolenia przejście do docelowego teamu i bardzo krótkie szkolenie z obsługi czatów - w ten sam dzień pracownik już obsługuje czaty. Jest jednak dużo spokojniej niż na słuchawce, która była prawdziwą udręką. Przez pierwszy pełen miesiąc pracy w docelowym teamie wszystko było raczej w porządku - pochwały na coachingach, dobre wyniki, współpraca z mentorem i TL, podwyżka od 1 stycznia. Problem zaczął się po ok. 1,5 miesiąca po przejściu do teamu.
Nagle czaty ponoć straciły jakość, a na konto zaczęło spływać mnóstwo negatywnych ankiet od klientów, którzy oczekiwali, że agent sam naprawi dla nich stację nadawaczą lub odda pieniądze z reklamacji z własnej kieszeni. Wtedy też zaczęło się bombardowanie coachingami, po dwa lub trzy w tygodniu. Podczas jednego z coachingów, który trwał prawie 1,5h TL stwierdził, że będziemy tak długo siedzieć nad rozwiązaniem konkretnej sprawy z czatu z klientem, aż podam pełne rozwiązanie i wszystkie możliwości. Kiedy TL została poproszona o wskazówkę, stwierdziła że nie ma takiej opcji i przez długą chwilę nie odzywała się ani słowem, przez co coaching wyglądał jak głuchy telefon. Bezpośrednio po coachingu miało miejsce spotkanie teamowe, podczas którego sprawa z coachingu i mój błąd (jako totalnie świeżego agenta) zostały otwarcie wyśmiane (oczywiście bez podawania imion i nazwisk). Od tamtego momentu TL był bardzo oschły i było widać, że odnosi się do mnie z wyraźną niechęcią.
Jednak najistotniejsza kwestia dotyczy zakresu obowiązków przekazanych podczas rekrutacji i tych, które faktycznie miały być przeze mnie wykonywane. W rekrutacji - live chat i maile, w praktyce jedynie live chat, po prośbie o przeszkolenie na maile stwierdzenie TL, że maile są jedynie dla doświadczonych agentów. Z początkiem roku zaczęto też częściej "wpychać" agentów z back office na słuchawkę, także w ramach kary za złe ankiety (chociaż mentor i TL bardzo unikają słowa "kara" w tej kwestii), co miało motywować do lepszej pracy na czatach, a w praktyce demotywowało i sprawiało duży dyskomfort.
HR bardzo w porządku, wszystko można spokojnie załatwić, RTA bez szału, mam wrażenie, że czasami podejmują decyzję bez kontaktu z TL, przełączając agenta bez pytania z czatów na słuchawkę.
Minusy:
-rekrutacja, która nie przedstawia wprost warunków pracy
-ogromna presja na wynik, który najlepiej osiągać za każdą cenę
-brak wsparcia TL i ewidentne traktowanie z góry w przypadku gorszych wyników
-cele nie do osiągnięcia
-zachowania podpadające pod (usunięte przez administratora)
-bonusy i premie-widmo (premie za testy, premie za obecność w pracy itp.)
-dwie pracujące soboty w miesiącu zamiast jednej
-konieczność pilnowania każdej przerwy co do sekundy (bo każda nadprogramowa to kary finansowe dla firmy)
-słuchawka zamiast back office (dla osób wrażliwych totalny rollercoaster)
Plusy:
-Lublin to ładne miasto ????
-spoko ludzie, którzy przyjechali na szkolenie
-jak na początek kariery atrakcyjne zarobki (od 1.01. 7000 brutto)
Podsumowując, nie polecam, jeśli ktoś ma miękkie serce i równie miękki (usunięte przez administratora) Z powodu permanentnego stresu nabawiłam się tylko problemów zdrowotnych, ale przynajmniej przekonałam się, że to praca nie dla mnie ????
Sprzęt, na którym trzeba pracować stary i awaryjny, często się wiesza, przez co obsługa klienta jest utrudniona. Każdą awarię musisz odrabiać, nie ma zmiłuj. Poza tym, w XXI wieku komputer stacjonarny do tego typu pracy to już nieco przeżytek ????