Jo13.06.2015 23:50
Inne
Współpracowałam z Organic Village przez kilka miesięcy w 2014 roku. Do moich zadań miała należeć szeroko pojęta promocja firmy i jej wizerunku - prowadzenie profilu na Fb, bloga, przygotowywanie contentu na stronę internetową, tłumaczenia tekstów i inne, choć dokładnie nieokreślone działania. Współpraca od początku była nieregularna, urywana i trudna, ze względu na osobę szefa - Pana R. - ale nie zważałam na to zbytnio, ponieważ szczerze wierzyłam w powodzenie projektu i w zapał pozostałych osób, z którymi pracowałam. Chodzilo o kwestie typu: ciagłe zmiany strategii działania firmy, o których nie wszyscy byliśmy informowani; ogólnie bardzo trudny kontakt z szefem; ciągle zmiany poleceń ("Zamów mi internet taki i taki", "Ale operator nie ma takiej oferty.", "Sam sobie zamówiłem" - kilka godzin później - "Zadzwoń do nich i anuluj to zlecenie" - ok, zadzwoniłam, anulowałam, a kolejne kilka godzin później dowiaduję się, że mam anulować anulowanie, po internet jednak jest potrzebny - to przykład drobnej historii, ale podobnych nie brakowało). Zmarnowałam mnóstwo czasu (zresztą nie tylko ja) na przygotowywanie materiałów, które potem w ogóle nie były wykorzystywane (listy wydarzeń, plany działań, projekt crowfundingowy...).
Przez ten czas dostałam 2 wersje potwornie niechlujnie przygotowanych umów-zleceń, ale po podpisaniu ich nie zostawały podpisane przez właściciela firmy. Ostateczne zerwanie współpracy nastąpiło na początku lipca, podczas spotkania całego zespołu, na którym wszystkim zostały przydzielone nowe zadania (ponieważ znowu zmieniła się strategia). Wszystkim oprócz mnie - kiedy Pan R. skończył spotkanie, zapytałam, co z moim przydziałem zadań i dowiedziałam się, że nie dość, że nie dostałam żadnych obowiązków, to jescze dotychczasowe zostały mi odebrane. I tyle. Oczywiście napisane przeze mnie teksty wisialy na stronie firmy i blogu. Do końca miesiąca czekałam na wypłatę, ale kiedy jej nie otrzymałam usunęłam teksty. Pan R. zauważył to dopiero po upływie ponad miesiąca (sic!) i oskarżył mnie o kradzież (!) moich własnych tekstów, za które mi nie zapłacił (!). Dopiero po tym otrzymałam moją wypłatę w zawrotnej wysokości - uwaga, trzymajcie się mocno - 500 zł.
Historia by się na tym skończyła, ale "śmiałam" skomentować ogłoszenie Pana R. umieszczone na grupie na fb (dotyczące poszukiwania osób do współpracy). Napisałam oczywiście, że odradzam współpracę z OV - w ciągu dwóch minut dostałam telefon (którego nie odebrałam), wiadomość na fb "moglaby sie odczepic ode mnie? plz" i długiego maila, w którym facet sam sobie zaprzecza, a jego wymowa jest tak absurdalna, że daruję już Czytelnikom publikowanie go tutaj.
Nie piszę tego z zemsty (jak już zarzucal mi Pan R.), tylko dla przestrogi kolejnych potencjalnych współpracowników OV. Szkoda tego projektu, bo zamiary są naprawdę super, ale w takich warunkach i z takim szefem nie da się normalnie pracować.