Na początku pragnę nadmienić, że było mi dane pracować w kilku miejscach zarówno w Polsce jak i poza jej granicami i moja empiryczna opinie jest sumą: doświadczeń, ewoluujących poglądów na naturę pracy i szeroko pojętych obserwacji zmian na rynku pracy w PL.
W Citi było mi dane przewinąć się przez kilka działów: dokumentacji, wsparcia klienta telefonicznego i na końcu - dział Commercial Cards w jednostce TTS. Dział jest reklamowany jako bardzo prestiżowy (mimo, że jedyne pozycje w TTS w PL mają wzmiankę OPS (operations) i tu chyba nikomu nie trzeba nakreślać, z czym się to wiąże. Zacznę alfabetycznie:
Atmosfera: Tutaj akurat firma stara się zatrudniać ludzi z wielu różnych kultur, jest to ciekawy zabieg, bo w takich teamach albo pracuje się na luzie, albo jest ogólna tragedia. Eksperyment jak z wieżą Babel pokazywał, że obcokrajowcy w mieszanym zespole mniej wiedzą, co dzieje się na zewnątrz i mniej plotkują. Zazwyczaj nie należeli oni nigdy do lóż klakierów które formowały się dookoła managementu.
Awans: Możliwość awansu istnieje, jednak jego kryteria nie są znane nikomu. Polega to na tym, że managerowie wybierają sobie grupkę osób, których lubią, albo którym dorobili historie sukcesu, jacy to oni nie są zdolni i jak to oni sobie nie radzą z zadaniami itp. Kreuje to wiele dziwnych sytuacji, gdzie ludzie na siłę próbują się wykazać jakimiś idiotycznymi projektami polegającymi tylko i wyłącznie na spamowaniu kolegów i koleżanek. Wielka, niepisana zasada w Citi - im więcej maili wysyłasz - tym lepszym pracownikiem jesteś, a najlepiej wysyłaj od razu do wszystkich: słowo "wytrych" w Citi to "visibility". (więcej pod hasłem "rozwój") Hitem również był team leader, który jest spokrewniony z szefową ops na PL i przezeń nastręczony na to stanowisko. Oczywiście reszta miernych karierowiczów spod marki BMW nie śmiała o tym pisnąć bo to chyba nielegal. Kolejnym ciekawym zjawiskiem były masowe macierzyńskie zaraz po otrzymaniu awansów :-) BINGO!
Bullshit Jobs: W nawiązaniu do teorii wymyślonej przez autora postu (sic.) Citi jest mistrzem w kreowaniu pozycji i zadań, które nie wnoszą nic do życia klientów banku. Relationship Management=I'm sorry management, co niektórzy koledzy z Londynu na wyższych stanowiskach i poza strukturą OPS chełpią się z tego, że oni pracują w biznesie i kręcą bicza na "polaczków" traktowanych w Citi jak eurohindusów.
Hindukołhoz: chyba nie trzeba rozwijać tego hasła :-P
HR: Tragedia, rażąca niekompetencja i okrutna rotacja, nie mam pojęcia, jak to wszystko tam działa, serio...
Management: System panujący w Citi można skwitować jednym słowem - Hindu Bizancjum. Zazwyczaj na szczycie piramidy stoi hindus, który przepracował dla Citi 30 lat po 12h dziennie, jest to osoba, do której nie można się odezwać, bo mail od szeregowego pracownika musi przejść przez gremium asystentów - Kafka by lepiej tego nie wymyślił. Zdarzały się historie, że z impetem angażowano się w jakiś idiotyczny projekt, masa godzin i ludzi, którzy tracili czas itp. po tygodniu okazywało się, że z projektu nici, lider zmienił wizję. Także na samej górze - banda wizjonerów bez wizji, ludzi mówiących okrągłymi frazesami, często nawiązującymi do biznesu, po wniknięciu w temat - okazywało się, że senior management niewiele ma wspólnego z biznesem. Na czele działu TTS w Londynie utworzyło się hindu-konsorcjum, działające jako spółdzielnia samopomocy - nieraz zdarzało się ludziom aplikować na pozycje z góry zajęte bo czekały na "rodaka" zza uralu :-)
Rozwój: Awans do poziomu C12 osób powiedzmy sobie "przypadkowych" jest możliwy. Natomiast na stanowiska VP (Vice President) czyli zgoła managerskie - wybierani są ludzie albo z popularnego klucza BMW (Bierni Mierni ale Wierni) albo ci, którzy beznamiętnie i bez kozery wchodzili w odwłok. Powszechnie znany jest przykład dziewczyny, dla której specjalnie stworzono stanowisko najprawdopodobniej dlatego, że zabujany był w niej jej manager (kobieciarz), potem owa niewiasta stwierdziła, że właściwie to jej stanowisko jest tak niezbędne i senioralne, że należy jej się awans z C12 do C13, jedynym kryterium awansu było napisanie opisu roli :-) To ciekawe bo ludzie znają te historie i są one w powszechnym obiegu, niemniej jednak dalej co niektórzy wieżą w managerski bullshit, że trzeba wincyj wincyj - była nawet taka akcja #bemore, swoją drogą te wszystkie akcje to zawoalowane metody mentalnej obróbki mas żeby same zaprzęgały się do pługa. Historie takie jak: aplikowanie na pozycje od dawna zajęte, albo nieistniejące to niemalże codzienność.
Wynagrodzenie: stosunek workload vs. wynagrodzenie - dramat, powszechne siedzenie po godzinach i brak możliwości ich odbioru - managerowie wyciągają paragraf z umowy, że czas pracy zadaniowy. Idiotyczne system pracy w każde święta, backupowanie nie działa itp.
level c11 do 11 ton marchewek, c12 do 13 ton, c13 od 15 do 19 ton.
Szkoda życia na taki (usunięte przez administratora) lepiej omijać:
#Client Relationship Expert, #Client Relationship Expert - Commercial Cards