Wynagrodzenie to prawda na początek słabe, aczkolwiek mistrzowie czy tam brygadziści (nie wszyscy) potrafili docenić swojego pracownika i zadbać o niego (o ile ten był tego wart i cos od siebie dawał) i z końcem każdej umowy albo bardzo rzadko bez okazji firma cos dorzuciła.
Mówiąc już o brygadzistach to byli Ci dobrzy, o których wspomniałem ale byli też ci, którzy wysługiwali się pracownikami (np papierkowa robota która należała do ich obowiązków) a sami załatwiali swoje prywatne sprawy w czasie pracy, albo tacy którzy wydzierali się i cwaniakowali. Premia uzależniona od działu, dział którego jakaś z komórek wypracowała premie ( trafiła się większa, dająca spory dochód robota) dostawał premie a reszta działów nie ale ogólnie bardzo rzadko byłą jakaś premia. Socjal całkiem przyzwoity (stołówka, prysznice, itp), swojego czasu była nawet Pani, która przygotowywała kawkę, herbatkę, wiec wpadało się na prawie gotowe śniadanko. "Zastraszanie" nie pojedziesz w delegacje , nie zostaniesz na nadgodzinach - nie chcesz pomóc firmie, firma nie pomoże tobie jak będą premie i podwyżki ( nie ważne, że ktoś ma malutkie dziecko w domu albo złą sytuacje w domu czy cokolwiek). Pan Dyrektor dużo obiecywał, a najlepszy był jeden z kierowników, który powiedział: "urodziłem się zmęczony, żyje po to by odpocząć wiec interesują mnie tylko efekty" ( czy cos w tym stylu i tym sensie). Ogólnie miła, rodzinna atmosfera wśród pracowników (no może nie wszystkich)