Opinie o beliani.pl - Beliani (UK) GmbH
Profil nieoficjalny
Profil nieoficjalny
Otrzymuj powiadomienia o nowych opiniach, ofertach pracy, aktualnościach oraz wywiadach!
UL. KSIĘCIA BOGUSŁAWA X 48 lok. 8 70-440 Szczecin
*GoWork nie weryfikuje każdej opinii przed publikacją, jednak analizujemy zgłoszenia i usuwamy wszystkie treści naruszające regulamin.


Nowy wpis
08.07.2026 11:01
Inne
Nowy wpis
07.07.2026 15:17
Kandydat
Nowy wpis
13.06.2026 21:53
Pracownik
Nowy wpis
14.06.2026 08:02
Inne
Jesteś Pracodawcą?
24.05.2026 17:19
Inne
04.06.2026 12:09
Inne
10.06.2026 20:19
Inne
09.06.2026 21:31
Inne
10.06.2026 08:01
Inne
10.06.2026 20:15
Inne
Materiał sponsorowany
10.06.2026 13:20
Były pracownik
Wywiadu udzielił/aWywiad z Sygnalistką
18.05.2026 12:59
Jak długo i w jakim okresie pracowała Pani w firmie? Jak układała się współpraca na początku?
Pracuję w firmie od dwóch lat.
To moja pierwsza praca w korporacji, więc uczyłam się wiele. Z początku miałam dobre zdanie o pracy - wszystkie informacje, które otrzymywałam od przełożonej - team liderki, były poukładane, a korekty profesjonalne. Czułam, że jestem otoczona przez ludzi, na których mogę polegać, a środowisko sprzyja współpracy.
Kiedy zaczęły pojawiać się problemy, które ocenia Pani jako mobbing? Czy wiąże to Pani z jakimś konkretnym wydarzeniem/sytuacją?
Zaczęło się od sytuacji z pewną pracownicą o dłuższym stażu jako jedyną pracującą zdalnie – wtedy pierwszy raz poczułam, że jestem nierówno traktowana. Osoba ta niestety w moim odczuciu swoje obowiązki wykonywała byle jak. Dodatkowo, komunikacja z nią była naprawdę trudna, bo zachowywała się arogancko i traktowała resztę zespołu z góry. W efekcie, poprawianie jej pracy powierzano mnie i jeszcze innej nowej pracownicy, chyba dlatego, że byłyśmy dostępne na miejscu. Oczywiście skarżyłyśmy się na tę sytuację, ale w odpowiedzi słyszałyśmy od managerki, że ta pracownica ma naprawdę wyjątkowe zdolności, była wręcz stawiana jako wzór pracownika. Nie rozumiem dlaczego, skoro często całą jej pracę trzeba było robić po prostu od nowa i w to również zaangażowana była nasza team liderka (czyli podwładna managerki, a nasza bezpośrednia przełożona).
Atmosfera zaczęła się wtedy stopniowo zagęszczać. Gdy zwiększyła się ilość błędów, to zwiększyła się też konieczność organizowania spotkań zespołowych. Jednak, ku naszemu zaskoczeniu, nie odbywały się one w tym samym klimacie, jak te ze mną lub koleżanką - nasze przepełniały komunikaty o pasywno-agresywnym charakterze, niby z humorem, ale jednocześnie naciskiem na trzymanie poziomu, i ten często powtarzany sygnał, aby dawać z siebie wszystko, zachowując dystans do prywatnych emocji. Gdy przychodziło natomiast do rozmowy z tamtą pracownicą, managerka wykazywała się cierpliwością, akceptacją, wręcz wyparciem popełnianych przez nią błędów, a do tego, dawała jej mnóstwo szans. Mówiła na przykład: “jesteś profesjonalistką, ufam twojej pracy, teraz przeżywasz trudny okres, więc nie przejmuj się” - czyli spokój, wyrozumiałość i empatia. Ona niejako zamieniała się w buddę, podczas gdy team liderka opadała z sił, widząc, jak jej przełożona nierówno traktuje pracowników. Managerka ewidentnie nie chciała przyjąć do siebie złych informacji o pracy tamtej pracownicy. Zaczął się więc tworzyć wśród nas trochę podział, miałyśmy jakiś niewypowiedziany żal i złość do managerki, co tworzyło po prostu niechęć i stopniowo potęgowało wzajemną frustrację oraz dystans.
Jak dokładnie przejawiały się sytuacje oceniane przez Panią jako mobbing?
W końcu przełożona naszej managerki zainteresowała się sytuacją i tę problematyczną pracownicę zwolniono. Mogę się jedynie domyślać, że chodziło o zdalną pracę, bo wiem, że nie jest to aprobowane przez zarząd firmy.
Gdy kurz po sytuacji opadł, a ja myślałam, że będzie lepiej, przyjemniej i łatwiej… managerka zakazała rozmów w trakcie pracy.
Na jednym ze spotkań ze wszystkimi pracownikami, którzy jej podlegali, powiedziała, że atmosfera w zespole ostatnimi czasy nie jest dobra, a jako powód wskazała zbyt duże rozprężenie wśród pracowników z uwagi na ich zbyt częste rozmowy między sobą. Wskazała, że to przez to źle idzie praca, że ona się tym stresuje, a jak praca nie idzie, to atmosfera jest kiepska i koło się toczy. Zaproponowała więc, że należałoby, pamiętając o etyce pracy, ukrócić rozmowy i skupić się na wypełnianiu obowiązków.
Na kolejnym zaś indywidualnym moim z nią spotkaniu usłyszałam wprost, bym nie rozmawiała w trakcie pracy na tematy prywatne. Wyjaśniła, że przeszkadza to jej w pracy, że ponoć inni też się skarżą (nie powiedziała kto, a gdy potem pytałam o to innych, to nikt nie potwierdził, by coś takiego jej przekazywał). Konwersacje miałam zachować na przerwę albo ograniczyć do minimum. Padło wtedy nawet, że pięć minut rozmowy na dzień jest wystarczające. Gdy zignorowałam zakaz, to na kolejnym spotkaniu znów dostałam reprymendę. Bardzo mnie to bolało, bo widziałam, że są osoby w zespole, które rozmawiają często i głośno, a było to najwyraźniej ignorowane przez przełożoną – trwało przez długi okres i niestety, faktycznie przeszkadzało w skupieniu.
Jednak gdy na którymś z kolejnych grupowych spotkań podniosłam, że to nie jest normalne milczeć cały dzień, to manager wyparła się, by kiedykolwiek taki zakaz wprowadzała.
Cała ta sytuacja z zakazem rozmów była przełomowa, bo po niej już zawsze była cisza między ludźmi, komunikaty skrócono do minimum, odczuwało się brak zaufania. Przez jakiś czas nawet dla żartu liczyliśmy długość każdych naszych rozmów i gdy przekraczało to pięć minut (zgodnie z zaleceniem przekazanym mi przez managerkę), urywaliśmy je.
Pamiętam, gdy razem z koleżanką miałyśmy rozmowę z managerką o tym, że nic nie robimy przez całą godzinę, odwołała się przy tym do tej zasady pięciu minut prywatnych konwersacji. I wyciągnęła nam wtedy ilość naszych rozmów zawyżając ich liczbę (wiemy, bo kontrolowałyśmy ich długość). Zapomniała jednak wtedy zupełnie, że tego dnia IT właśnie w tym czasie aktualizowało nam komputery, więc i tak nie mogłyśmy pracować. Gdy jej o tym przypomniałyśmy, wyraźnie oburzona przemilczała sprawę i nawet nie przepraszając, kazała nam wracać do pracy najszybciej jak się da.
Były też ciche dni z jej strony, uwagi o drobne błędy dostawały rangę bardzo poważnego przewinienia, zaczęła dzielić pracowników na tych dobrych i tych złych. Taki przykład: w mojej pracy ważne jest, aby procent zniżki danej okazji zgadzał się na wielu grafikach – wielokrotnie podkreślano, jak bardzo istotne jest pilnowanie tej liczby. Gdy ja tego nie dopilnowałam, zwracano mi uwagę. Gdy to manager podała mi zły procent, a ja zrobiłam złą grafikę, nic się nie działo. Tak samo było z wprowadzaniem landing page’ów – gdy któraś z graficzek źle to zrobiła i np. kliknięcie odsyłało do pustej strony, to dostawała uwagę. Jednak raz, gdy okazało się, że za takim błędem stoi lubiany przez manager pracownik, to po prostu powiedziała: „każdy popełnia błędy”.
A zatem, gdy tylko wychodziło, że za błędem nie stoję ja, temat był ucinany. Natomiast gdy np. w newsletterze źle wkleiłam tekst i ucięłam kropkę na końcu zdania, to dostawałam reprymendę. I oczywiście, zwracanie uwagi na takie detale podczas pracy jest jak najbardziej potrzebne, ale tutaj było to robione w klimacie oskarżenia, jakbym specjalnie coś zrobiła. Na początku pracy nie zwracałam uwagi na ton i sposób przekazania mi informacji przez manager - miałam więcej kontaktu z team liderką, której feedback był konstruktywny i faktycznie pozytywnie wpływał na moją pracę, bo po prostu jej dotyczył. Miałam przedstawiany problem na spokojnie, bez ataku szukałyśmy rozwiązania. Jednak gdy jej zabrakło, manager detale zaczynała podkreślać w kontekście mojej osoby, jakby to był mój specjalny atak czy nawet brak poszanowania jej osoby. Dopytywała się oskarżycielskim tonem, dlaczego tak zrobiłam, jakby prowadząc przesłuchanie i sprawiając, że czułam się źle. Nie miałam potem sił na poprawę błędów, w końcu i tak przecież znajdzie coś nowego, zawsze znajdzie nowy mankament. A ja przecież nie byłam w stanie uniknąć popełniania błędów. W pracy często trzęsły mi się ręce, dostawałam czasem ataku paniki, gdy pierwsza widziałam np. złą odległość między zdaniami. Tu nie było krzyku, tu było mnóstwo pytań prowadzących do jednego - czułam, że to moja wina i mam dać więcej od siebie. Jakbym była narzędziem, które zepsuło się i należy je naprawić albo wyrzucić.
To zwracanie uwagi na detale w sytuacji gdy brakowało ludzi do pracy, gdy było zbyt wiele projektów do skończenia na teraz, było dla mnie przegięciem. Praca szła i wszystko było dobrze, ale nie dla niej. Nieustannie coś było nie tak.
Nie tylko nie wiadomo było, kiedy i za co zostanie się skrytykowanym, ale również, czy przypadkiem się czegoś nie przeoczyło, czy na pewno wszystko się zrobiło - zawsze mogło się okazać, że jeszcze czegoś od nas oczekiwała, a my nawet o tym nie wiemy. W systemie, w którym pracujemy, do zadań dodaje się notatki, zaś aby druga osoba, do której te notatki są kierowane, zobaczyła je, to trzeba ją oznaczyć. Manager niestety często na tym polu popełniała błędy - oznaczała inną osobę, a potem miała pretensje, że nie wykonuje się zadania, podczas gdy nie miało się powiadomienia, że trzeba je robić.
Od początku pracy również inni mieli problem ze zrozumieniem chaotycznego stylu manager, zwłaszcza w stylu wypowiadania się. Ma manierę częstego wtrącania w zdanie jakiegoś słowa niepasującego do kontekstu, np. "biblia promptów", "chciałam zasiać wam fakt...", "takie kanibalizuje, takich mesydż", „to jest najbardziej klier z klier", "masz do zgryzienia, to tutaj", "on jest taki too jumpie".
Mi natomiast trudno było się z nią dogadać zwłaszcza wtedy, gdy przychodziło do korekt. Mimo że były one pisane na oficjalnym forum, to trzeba było je z nią przedyskutować na osobności. Ona natomiast gubiła się w swoich poleceniach i zaprzeczała samej sobie. Często podawała nieprawidłowe informacje, aby w ostatniej chwili je naprawiać, co bardzo mocno utrudniało pracę, potęgowało stres. Ode mnie wymagano profesjonalizmu, jednak gdy ona popełniła błąd, nawet za niego nie przepraszała.
Taki przykład: w pewnym momencie wprowadzono zmiany w projekcie, które nie zostały oficjalnie zakomunikowane - wiedziała o nich manager i jeszcze jeden pracownik. Nastał konflikt opierający się na zarzucie do mojej osoby, dlaczego nie pracuję według nowych zasad. Zupełnie zapomniała, że nie było oficjalnego komunikatu. Brak było jakichkolwiek przeprosin, jedynie podkreślenie, abym bardziej się skupiła i lepiej pracowała.
Manager myliła stare zasady z nowymi, nie pamiętała o aktualnych, wprowadzała nowe zmiany, przeczące starym, zaś gdy pokazywało jej się to, co sama wcześniej wprowadziła, to polecała ignorować i skupiać się na tym, co aktualnie mówi. Dodatkowo, brakowało jej wiedzy o technicznych rzeczach. Ale nie to jest problemem. Kłopotem jest to, że ona nie przyjmuje do wiadomości na przykład tego, że coś nie jest możliwe do wykonania technicznie - gdy jej się to tłumaczy, to i tak traktuje to jako brak zaangażowania i niekompetencję.
Jednak mimo wszystko chyba najgorsza w pracy z nią była ta cisza. W skrócie - nikt nie powinien się odzywać ani śmiać, wzrok zdaje się powinien być nieustannie skierowany w monitor. Gdy ktoś coś powiedział, było to spisywane, a później wyciągane na indywidualnych zebraniach. Moje z nią spotkania były dodatkowo opatrzone komentarzem o braku profesjonalizmu. To była zresztą ulubiona zakamuflowana forma krytykowania mnie stosowana przez manager - powoływanie się na "profesjonalizm" oraz "szacunek". Wydaje mi się, że to przez to, że powiedziałam jej kiedyś, że czuję się niepewnie, jeśli chodzi o profesjonalny sposób wysławiania się. I ona chyba, pod płaszczykiem niby-pomocy, wykorzystywała moją słabość do zaniżania mojego samopoczucia. Podczas przekazywania mi tych uwag czułam, jakby poprawiała sobie humor - gdy wychodziłyśmy wspólnie ze spotkania, ona wyglądała na bardzo zadowoloną, ja zaś czułam się wyprana z energii.
Dla starszych pracowników (których, nawiasem mówiąc, nie jest zbyt wielu, bo wymiana całego zespołu odbywa się w firmie średnio co rok) ta zmiana atmosfery ponoć nie była czymś nowym i nieznanym.
Team liderka wzięła sprawę w swoje ręce, widząc, jak wpływa to na mnie i koleżankę – słuchała nas, a potem przedstawiała problem managerce, stała się takim trochę mediatorem. Odbyłyśmy nawet wspólne jedno spotkanie, ale potem zaczęłyśmy już być zapraszane na rozmowy indywidualne sam na sam z managerką, czyli bez udziału liderki. Odnosiłam wrażenie, że ich przekaz jest następujący: managerka ma prawo do emocji, a ja mam skupić się na pracy, bo po to tam jestem. Ona przyznaje sobie prawo do błędów, bo ciągle się uczy i jest po prostu człowiekiem. Ja zaś muszę być profesjonalna, bo tego wymaga stanowisko, na którym jestem. Siebie tłumaczyła tym, że ma więcej pracy i nie zna się na tym, co ja robię. Mówiła mi, że powinnam przykładać większą wagę do szczegółów, że co prawda ona moją pracę sprawdza, no ale nie jest grafikiem, cały czas się uczy.
W końcu podjęłam rozmowę o podwyżce. Z racji, iż wykonywałam więcej obowiązków oraz dodatkowo dowiedziałam się, że zarabiam najmniej z działu. Zadałam więc pytanie o wyrównanie do reszty. Odniosłam się przy tym głównie do zwiększenia obowiązków, aby nie zrobić innym problemów, bo w firmie jest absolutny zakaz mówienia o swoich zarobkach.
Odmowa nie była jednak prostą rozmową, w której usłyszałam „nie”. Padły natomiast takie zdania:
Zaproponowałam więc, że skoro nie mogę otrzymać wyrównania, to chciałabym pracować zdalnie. Gdy powołałam się na tę wspomnianą wyżej koleżankę, która właśnie w ten sposób pracowała, zostało mi wyjaśnione, że ona była wybitnym pracownikiem. Rozmowa niby zakończyła się jakimś luźnym żartem, ja natomiast przyjmując kolejne zadania po prostu coraz bardziej zapadałam się w sobie. Nie potrafiłam udawać, że wszystko jest dobrze. Przestałam się uśmiechać, odpowiadać na pytania manager o życie prywatne (nakaz ciszy nie obowiązywał, gdy ona chciała porozmawiać). Zamknęłam całą złość w sobie i skupiłam się tylko na wykonywaniu obowiązków.
Trzy dni później zostałam znów wezwana na spotkanie. Tym razem jego celem było wyrażenie pretensji, że nie uśmiecham się. Managerka wprost dała mi wybór: albo zacznę znów się uśmiechać i rozmawiać z nią, albo ona nie widzi dalej tej współpracy. Dopytałam więc jeszcze: „czyli przeszkadza ci, że się nie uśmiecham? To zacznę się uśmiechać.” Zaczęła wtedy wykręcać się, że nie to miała to na myśli. Mówiła, że nie chodziło jej konkretnie o uśmiech, tylko fakt, że jestem stłumiona, smutna, a to negatywnie na nią wpływa, a ona chce mieć jedynie pozytywną energię wokół siebie.
Potem miało miejsce coraz częstsze wytykanie błędów, niezadowolenie z pracy, okraszone raz na jakimś czas jednym komplementem. Wszystko to było wymieszane z poczuciem strachu. Wykonywałam wszystko, co mi zlecano, ale manager jakby ciągle szukała jakichś luk. Doładowywała mi pracy, ciągle przy tym patrząc na mój monitor. Pamiętam, gdy raz obróciłam się i zobaczyłam, jak manager, wychylona przez swoje biurko, wygląda między dwoma stanowiskami, patrząc na mnie srogim wzrokiem. Zazwyczaj podwyższa sobie biurko, aby zdaje się patrzeć na otoczenie, ale tym razem wybrała taką opcję.
W ramach feedbacku dostawałam sprzeczne sygnały. Na pytania, czy jest zadowolona z pracy, odpowiedź była niby-pozytywna: “Dobrze pracujesz, ale…”. I to “ale” miało wiele form:
Czułam też, że manager zupełnie nie ufa wykonywanej przeze mnie pracy, a w zasadzie temu, że w ogóle ją robię. Miałam wrażenie, że jestem nieustannie kontrolowana. Pamiętam sytuację, gdy poszłam z koleżanką niższym stażem na kawę, pomogłam jej szybko naprawić jakiś błąd, a gdy wracałam, zostałam zaczepiona przez manager pytaniem, czy zrobiłam swoje zadanie. Na odpowiedź, że tak, nie zostało wzięte to pod uwagę - zalała mnie pytaniami, które miałam wrażenie, miały na celu udowodnienie, że jest inaczej. Marnowałam więc czas, aby udowodnić jej, że pracuję.
Odnośnie jej niezadowolenia z mojej pracy to owszem, zgadzam się, że konstruktywna krytyka jest potrzebna, o ile ma na celu wyjaśnienie problemu i zaproponować rozwiązanie lub nakierować kogoś na nie. Jej rolą jest pomoc skupiająca się na rozwoju. Ale tu tak nie było. “Popraw ten projekt o te elementy, bo sama wybrałaś nieatrakcyjne. Nie pytaj, rób jak mówię.” A później: “Czemu nie pytasz? Pokazujesz zbyt dużą bierność, wkładaj w to większą inicjatywę.” Czasami te korekty były wydaje mi się tylko po to, aby pokazać, że ona pracuje i nadzoruje. Np. przesunięcie czegoś o pół piksela, bo tak. Żadnych wyjaśnień i nastawienia na naukę siebie nawzajem.
To nie są według mnie konkrety, a emocje, których w pewnym momencie nie umiałam zinterpretować. Wszystko to są moje zapamiętane zachowania, ubrane w moje słowa, przekazujące klimat, który tworzyła manager.
Ale ja i tak nadal się starałam. Ciężko w tych czasach znaleźć jakąkolwiek pracę, a co dopiero przeciętnemu grafikowi. Nie umiem pracować z klientami, a taka praca w zespole jest dla mnie bardzo wygodna i przyjemna. Bardzo bałam się więc utraty zatrudnienia. Bałam się kolejnych negatywnych komentarzy. Bałam się, że znów sprawiam, że managerka jest w złym humorze i usłyszę potem o tym na spotkaniu (bo wiedziałam, że manager spisuje sobie jakieś moje – według niej - niepożądane zachowania, a potem za kilka tygodni skonfrontuje się w tym temacie ze mną). Czułam się odpowiedzialna za pracę i chciałam ją wykonać najlepiej, jak mogłam.
Po każdym takim indywidualnym spotkaniu z managerką miałam wrażenie, że starała się mi przekazać: „Pracuj lepiej, bo inaczej cię zwolnimy, pracuj więcej, bo na twoje stanowisko już czekają inni, pracuj jak jesteś chora i nie bierz L4, bo szef tego nie lubi... Zarabiasz i tak już wystarczająco, podwyżki tutaj jest ciężko dostać, ciesz się z tego krzesła, które dostałaś jako premię świąteczną i nie mów nic o pieniądzach. Nie zasługujesz na więcej, ciesz się, że jestem tak miła i dałam ci tę pracę”. Nie pamiętam już dokładnie, w jakich słowach to mówiła, używała korporacyjnego żargonu. Brzmiało to wręcz tak, jakby chat gpt podał jej jakieś formułki, a ona po prostu wykuła je na pamięć.
W kontekście wyrównania słyszałam tłumaczenie, że zarabiam tyle, ile podałam na rozmowie rekrutacyjnej. Miałam wrażenie, że próbuje mi się przekazać, że to moja wina, że mam tak niskie wynagrodzenie. Na początku przyjęłam taki komunikat po prostu do wiadomości i nie dyskutowałam, jednak po kolejnym i kolejnym podkreśleniu tego faktu, po prostu pękłam. Powiedziałam, że inaczej przecież by mnie nie zatrudniła, gdybym podała wyższą stawkę. Jej odpowiedzią było, że mylę się - zatrudniłaby mnie, a tak to zarabiam mało i to na własne żądanie, no i nic nie można z tym zrobić. Doradziła mi nawet, bym następnym razem, przy szukaniu pracy, lepiej się ceniła, bo w przeciwnym razie potem sama sobie robię krzywdę.
Wytykała mi brak pewności siebie, że się nie cenię, a za chwilę, w tej samej rozmowie, podkreślała moje kompleksy. Na spotkaniach, w zaufaniu, mówiłam jej, że nie czuję się pewnie ze swoimi umiejętnościami, że często mylę się i nie wierzę w siebie, że jestem tego świadoma. Że często myślę, że robię coś dobrze, a potem okazuje się, że nie. Raz zwierzyłam się, że mam depresję. Gdy prosiłam o podwyżkę, przytoczyła mi moje słowa, że za mało umiem, że za bardzo w siebie wątpię, więc jest jak jest. Gdy miałam spotkanie dotyczące tego, że nie uśmiecham się i chodzę zdołowana, to powołała się na depresję i że przez to nie radzę sobie w tym środowisku, no a to praca dla tych, którzy umieją znieść presję. Gdy mówiłam jej, że team lider innego działu źle wyraża się o naszym graficznym zespole, że często wyśmiewa na głos moje projekty... Dostałam odpowiedź, że to przez to, że nie umiem być profesjonalna i że nie radzę sobie z ludźmi. Obiecała, że z nim porozmawia, sugerując jednocześnie, że to pewnie ja po prostu tak to wszystko odbieram.
Również moje comiesięczne indywidualne spotkania z team liderką były przepełnione uwagami przekazanymi jej przez manager. Bardzo często uderzały one w moją chaotyczną naturę i podkreślały, że za mało z siebie daję. Liderka po roku w końcu przestała mi te uwagi czytać, bo sama zauważyła, że nic nie wnoszą, a jedynie karmią moją niską samoocenę.
Manager miała rację – brałam do siebie negatywy. Ale przez długi, zbyt długi okres czasu uważałam, że ona mi pomaga, że ma rację i powinnam więcej z siebie dawać.
Bardzo przykre było dla mnie również to, że manager mówiła na tych indywidualnych spotkaniach, że rozmowa jest tylko między nami, poza rejestrem, a następnie wszystko opisywała na oficjalnym forum, dostępnym dla szefostwa. Wiem, bo mamy taką swoją stronę dla pracowników, coś jak Trello. Służy ona między innymi do komunikacji oraz do rozdzielania zadań. Indywidualne spotkanie jest przypisane jako zadanie i tam trzeba wpisać proces, jak ono przebiegło - właśnie po to, aby szefowie mogli sobie spojrzeć. Gdy ustalało się, że to rozmowa prywatna, nie było tego w rejestrze. Moje były, i to opisane ze szczegółami.
Raz powiedziałam jej na spotkaniu: “teraz, tak między nami, powiem ci coś osobistego.” Pamiętam, że zgodziła się na wysłuchanie tej informacji i dopiero wtedy powiedziałam o wypaleniu zawodowym. Następnie w tym systemie w opisie rozmowy w jednym z podpunktów było napisane że: “[Moje imię] ma wypalenie zawodowe i skarży się na etykę firmy, która wpływa negatywnie na jej samopoczucie.” Takie sprawozdanie zrobione przez AI, krótko w podpunktach.
Mimo tego wszystkiego jakoś udawało mi się spychać jej słowa na bok. W końcu nie było to tak często, w końcu miałam zespół, wsparcie. Do momentu, gdy je straciłam…
W końcu team liderka i koleżanka zaczynająca pracę razem ze mną odeszły – zostałam ja i nowo zatrudniona pracownica, która nie zdążyła się jeszcze „niczym narazić”. Odczułam wówczas, że kontrola mojej pracy wzrosła, a wraz z tym oczekiwanie, aby zastąpić nieobecne już osoby i pomagać nowej pracownicy.
Czułam, że wykonuję naprawdę dużo pracy, a jednak nie było to dostrzegane. Szczególnie zapamiętałam jeden tydzień, gdy zostałam sama z zadaniami całego zespołu, a i tak dostałam mnóstwo krytyki i pretensji za źle wykonane obowiązki. To był akurat tydzień przed świętami, więc czas urlopów, no i okres świeżo po odejściu dwóch pracownic. To był trudny czas dodatkowo dlatego, że nie było już team liderki, mojego łącznika z managerką. Zrodziło się dużo chaosu, nieporozumień, spięć. Mimo że w tym przedświątecznym tygodniu dałam z tą pracą radę i nie było, jak to mówi managerka, żadnych pożarów, to i tak na kolejnym indywidualnym spotkaniu zostałam skrytykowana. Wytknęła mi drobne błędy, które dotąd ignorowała. Kazała zresetować cały banner, newsletter miał złą odległość między linijkami… Czyli drobne sprawy przeoczone przez natłok pracy. Zupełnie nie miało znaczenia to, że przecież zostałam sama z tą pracą. Pękłam, gdy powiedziała, że zaproponowałam jedynie jedną opcję kreatywnej reklamy. Podczas gdy to zadanie miało bardzo krótki termin, no i były większe priorytety do zrobienia. Zarzuciła mi brak kreatywności, podczas gdy byłyśmy świeżo po rozmowie, w której oznajmiłam jej, że w moim odczuciu otrzymuję za dużo pracy i podejrzewam u siebie wypalenie zawodowe.
Tamten okres był dla mnie dodatkowo trudny przez to, że nowa osoba zaczęła aspirować mocno do roli team lidera – mówiła mi, jak należy wykonywać zadania. Czułam, że moja pomoc jako osoby dłuższej stażem zaczyna być postrzegana jako jej samodzielna praca, co stawiało mnie w świetle mało ambitnej osoby. Przykład: w wolnym czasie poprawiłam pracę byłej pracownicy (wzornik przyśpieszający pewien proces). Nowa osoba podeszła do mnie i poprosiła o dostęp do tego projektu, bo jej się też to przyda. Krótko potem zaś przedstawiła managerce efekty mojej pracy jako swoje. Albo inny przykład: jako jedyna w zespole umiałam obsługiwać programy do edycji wideo. Nowa osoba dostała zadanie, którego nie umiała zrobić, ale i tak się go podjęła. Skończyło się tym, że zrobiłam za nią to zadanie. Managerka wiedziała o tym, jednak po powrocie z mojego l4 to nagle ta nowa osoba stała się specjalistką od edycji filmów. Nagle wszystkie dotychczasowe projekty (w tym robione przez byłe pracownice) czy też zebrane pomysły przez zespół były jej własnością i to ona była za nie chwalona.
W naszym zespole ogólnie ważne jest, aby podkreślać wyraźnie, kto co zrobił. Gdy jednak dochodziło do moich udanych projektów, to stawał się to projekt jakiejś graficzki, jeśli zaś należał do nieudanych, to podkreślano, że jest on mój.
Miałam wrażenie, że managerka wręcz zbierała na mnie haki. Moja praca wymaga ode mnie czasami oczekiwania na materiał. Taka jest zresztą dynamika pracy na tym stanowisku – może się zdarzyć pół dnia wolnego, aby kolejny tydzień pracować na dostarczonym materiale.
W tamtym okresie, gdy byłam naprawdę zasypana zadaniami po odejściu wspomnianej koleżanki i team liderki, z ogromną ulgą przyjęłam moment przerwy i włączyłam pasjansa. Na moje nieszczęście moje monitory zwrócone są w stronę manager. Na kolejnym naszym indywidualnym spotkaniu usłyszałam więc na ten temat uwagę. Przeprosiny i zapewnienie, że się to nie powtórzy oraz wyjaśnienie sytuacji na nic się zdało. Zostałam określona niekompetentną i otrzymałam jeszcze więcej zadań do pracy. Moje poczucie niesprawiedliwości potęgował fakt, że obserwowałam, jak nowa pracownica (aspirująca do roli team liderki) nudzi się, podczas gdy ja ponownie pracuję za trzy osoby, dostając przy tym jeszcze krytykę: „czemu tak mało propozycji, czemu tak niekreatywnie?!” .
Ogólnie dezorientowały mnie uśmiechy i często normalne rozmowy po indywidualnych spotkaniach, na których padało dużo gorszących słów. Gdy wracałyśmy do wspólnego biura, atmosfera była miła, problem nie był więc dostrzegalny na pierwszy rzut oka.
Z czasem dostrzegłam, że coraz trudniej jest mi wytrzymać ciągłe pretensje o mało znaczące błędy oraz poczucie niesprawiedliwości i faworyzowania. Z działem graficznym współpracował ściśle jeszcze inny - dział html, również podlegający pod managerkę. Jego liderem był mężczyzna, którego z jakiegoś powodu manager bardzo lubiła, choć wprost wyśmiewał przy innych nasze projekty i pracę. O moich mówił wiele razy głośno i przy innych, że to, co zrobiłam, jest brzydkie i on zrobiły to lepiej, po czym się śmiał. Ona jednak zupełnie to ignorowała (nawet jeśli działo się to przy niej), również jego niedociągnięcia (których było sporo) oraz ogólnie traktowanie nas. Mimo że jego błędy kosztowały nasz dział wiele pracy, to jakby nic nie znaczyło, ona natomiast bardzo mocno skupiała się na dziale graficznym. Odnosiłam nawet wrażenie, że to my jesteśmy zawsze te złe, a oni zawsze ci dobrzy.
Gdy lider działu html zgłaszał błąd, np. dodanie złego koloru, to robiła się z tego długa pogadanka ze strony managerki, mimo że jest to do poprawy w sekundę. Brała nas w krzyżowy ogień pytań tak, że czułyśmy, jakbyśmy specjalnie się myliły. “Skąd ten błąd? Czy czegoś nie rozumiesz? Wiesz że mamy brandbook? Korzystasz z niego? Myślałam że moja korekta była oczywista, czego nie rozumiesz?”.
Jej reakcje były nie do przewidzenia. Raz jeden błąd był na skalę światową, a raz spychany w zapomnienie. Raz ten sam błąd skutkował rozmową, a raz wyśmianiem, że się tym w ogóle przejmuję. Raz, gdy zły kolor poszedł do klienta i zauważył to dopiero zupełnie inny dział, managerka zupełnie nic z tego nie zrobiła. Lecz innym razem, gdy nie poszło nawet do etapu dalszego, padały uwagi słowne. Tak samo było z ewentualnymi zastrzeżeniami ze strony zarządu, które otrzymywała manager względem naszej pracy. Nigdy nie było wiadomo, czy z tych zastrzeżeń managerka akurat się zaśmieje, czy zrobi z tego poważny problem.
Do tego niespójność i brak otwartości na samodzielność. Ja i koleżanka byłyśmy na stanowiskach juniorskich i w momencie, gdy chciałyśmy same zaproponować jakieś rozwiązanie, to słyszałyśmy, że takie decyzje podejmuje „góra” (czyli manager lub dyrekcja), ale jednocześnie przy popełnionym błędzie komunikowano nam, że jesteśmy na takim stanowisku i jest od nas to wymagane, żebyśmy nie popełniały błędów i były zaangażowane. Każdy newsletter, który jest częścią kampanii, ma mieć „nowoczesne podejście do tematu”, a jednocześnie promować spójny wygląd całej kampanii firmy. Gdy proponowałyśmy swoje pomysły, to manager odsuwała te najbardziej „szalone”, zostawiając projekty w poprzednio zaproponowanym klimacie. Jednak gdy potem szefostwo mówiło, że te projekty są nudne, my dostawaliśmy ze strony manager słowa krytyki, a to przecież był jej wybór.
W końcu zaczął rodzić się we mnie jakiś konflikt. No bo z jednej strony nie mogę się odezwać i mam o wszystko pytać, a z drugiej jest pretensja, że czekam na pozwolenie, by działać. Wytyka się mi brak kreatywności, podczas gdy wcześniej w punktach mówi się mi, co mam zrobić.
Co więcej, w kuluarach mówiło się, że okresowo zlecana jest kontrola pracowników przez członków zespołu HR. Nie wiem tego oficjalnie, ale podobno następowało wtedy wyrywkowe sprawdzanie rozmów na Teams, historii przeglądarek, kamer (w samym biurze były kamery skierowane na toaletę). Wiedziałam to niestety tylko z plotek. Podobno kiedyś była sytuacja, w której jeden z liderów innego działu kontaktował się za pomocą Teams z podwładnymi w trakcie swojego zwolnienia lekarskiego, oni zgłosili to manager, a ta poprosiła o dostęp do jego wiadomości, by to sprawdzić.
Choć nie powiedziano mi wprost, że zobaczono to na kamerach, to raz usłyszałam, że robię zbyt często kawę/herbatę z samego rana. Ponieważ gdy z rana się loguję do licznika pracy, powinnam od razu pracować, a nie chować jedzenie do lodówki bądź uzupełniać kubek wodą – to powiedziała mi managerka podczas jednego z spotkań podsumowujących mój miesiąc pracy. Gdy to poprawiłam, to na kolejnym spotkaniu usłyszałam, że za często chodzę do kuchni podczas dnia.
Najnowszym zachowaniem managerki w stosunku do mnie jest ignorowanie mnie. Wszelkie rozmowy na temat pracy działu prowadzone są z drugą pracownicą. Gdy managerka podsumowuje naszą wspólną pracę, mówi tylko o niej, jakby ignorując moje istnienie, zaprasza też na spotkania tylko ją. Albo kwestionuje na forum moją fachowość, nawet gdy wcześniej zatwierdziła moją pracę. Zdarza się nawet, że rozmowy, które odbywała ze mną, przytacza jako odbyte z tą drugą pracownicą. W stosunku do tej młodszej stażem ode mnie osoby zwraca się przyjaźnie, troskliwie, a gdy musi odezwać się do mnie, robi to z wielką niechęcią.
Jest też kilka innych kwestii, które naprawdę budzą mój niesmak. Np.:
Muszę przyznać, że po doświadczeniach z pracy w poprzednich miejscach, zachowanie managerki z tej firmy nie było przeze mnie interpretowane jako mobbing. Nikt przecież na mnie nie krzyczał, nie obrażał, nie molestował. Wiele zachowań więc po prostu ignorowałam, jednak do momentu, gdy ich częstotliwość nie wzmogła się, a rozmowy z managerką nie stały się źródłem mojego jawnego cierpienia. Miałam takie poczucie, że wykorzystując wszystkie zdobyte o mnie informacje, starała się ona obniżać moją wartość i kierować do bardziej intensywnej pracy, wykonywanej wyłącznie według jej wizji.
Czy te sytuacje zmieniały swą częstotliwość lub formę w czasie? Czy można to z czymś powiązać?
Wspomniane już odejście koleżanki na tym samym stanowisku spowodowało, iż częstotliwość przykrych zachowań managerki w stosunku do mnie wzmogła się.
Jestem przekonana, że wszystko zależało od osobistego życia manager – w mojej opinii nie radzi sobie ona ze stresem i niestety swoje trudne zachowania usprawiedliwia zdaniem „jeszcze się uczę”. Podczas jej jakiejkolwiek nieobecności praca zawsze szła zdecydowanie lepiej. Projekty sprawnie przechodziły dalej, cały proces funkcjonował bez zarzutu, bez opóźnień. Bo można było rozmawiać, oddychać, nie miało się poczucia oczu wpatrzonych w plecy. Niestety, jej powroty odbieram jako „festiwal szukania błędów” zupełnie niewpływających na poziom wykonanej pracy – wydaje mi się, że wszystko po to, aby udowodnić, że bez niej ten dział nie da rady funkcjonować.
Czy opisywane problemy wpłynęły na Pani zdrowie psychiczne i fizyczne?
Wspomniane już odejście koleżanki na tym samym stanowisku spowodowało, iż częstotliwość przykrych zachowań managerki w stosunku do mnie wzmogła się.
Jestem przekonana, że wszystko zależało od osobistego życia manager – w mojej opinii nie radzi sobie ona ze stresem i niestety swoje trudne zachowania usprawiedliwia zdaniem „jeszcze się uczę”. Podczas jej jakiejkolwiek nieobecności praca zawsze szła zdecydowanie lepiej. Projekty sprawnie przechodziły dalej, cały proces funkcjonował bez zarzutu, bez opóźnień. Bo można było rozmawiać, oddychać, nie miało się poczucia oczu wpatrzonych w plecy. Niestety, jej powroty odbieram jako „festiwal szukania błędów” zupełnie niewpływających na poziom wykonanej pracy – wydaje mi się, że wszystko po to, aby udowodnić, że bez niej ten dział nie da rady funkcjonować.
Czy spotkały Panią konsekwencje zawodowe w wyniku doświadczanych trudności?
Po oświadczeniu, że chcę wyrównania wypłaty do graficzki o niższym stanowisku/stażu, odczułam, że jestem zalewana pracą, chyba po to, abym nie była w stanie wyrobić, co mogłoby mi udowodnić, że nie zasługuję na więcej niż mam.
Moja odmowa pomocy w szkoleniu nowej osoby poskutkowała całkowitym odsunięciem z życia firmowego/zespołowego - wszelkie zmiany i aktualizacje były mi przekazywane przez niższą ode mnie stażem osobę. Czułam się traktowana jak trędowata i niezdolna do wykonywania poleceń bezpośrednio od manager.
A ja tej pomocy odmówiłam, bo wiedziałam, że chodzi o przeszkolenie całkowite w zamian za nic. Obowiązków mi w związku z tym nie odjęto, a i tak czułam się przeciążona.
Jakie relacje z osobą/osobami generującymi te problematyczne sytuacje mieli inni współpracownicy?
Zespół wspierał mnie w tym wszystkim. W pewnym okresie zostały w zespole już tylko dwie dziewczyny. Obie zwróciły uwagę, że manager traktuje mnie wyraźnie gorzej niż je, np. ma inną tonację głosu. Pamiętam, jak się oburzyły, gdy uslyszały, że według manager powinnam się więcej uśmiechać, bo inaczej mnie zwolni. Albo że po moim spotkaniu w sprawie wypłaty, dzień później zrobiła im spotkanie, żeby wypytać, w jaki sposób ja wpływam na nie. Mówiła im wtedy, że mój smutek jej przeszkadza, pytała, czy im też. Dopytywała się dziewczyny z niższym stażem, czy to, że nie poszłam z nią na obiadową przerwę, nie wpłynęło na nią negatywnie. Tymczasem ja nigdy nie miałam rozmów na temat tego, czy czyjeś zachowanie źle na mnie wpływa. Nawet jak zgłaszałam tę sytuację z liderem innego działu, że przekracza w moim odczuciu granicę, to nie miałam takiego spotkania.
Byłe pracownice, którym opowiedziałam swoją historię, również były zaskoczone. Nigdy nie były wykluczane z rozmów, nawet jak miały jakieś nieprzyjemne sytuacje z manager. Na spotkaniach grupowych często też przybierały różne pozycje - leżały, opierały się, nie odzywały się czy też miały zamknięte oczy, ale słuchały. Ale gdy ja przybrałam pozycję półleżącą, to manager zrobiła z tego problem i miałam oficjalną rozmowę.
Jeśli chodzi o wspomnianą już team liderkę, to widziałam, że wraz z managerką mają nić porozumienia i wzajemnego szacunku, ale w końcu liderka zrezygnowała z pracy po tym, gdy spychano na nią coraz więcej zadań i nie mogły się już dogadać. Może miała też żal o to, że potrzeby jej zespołu są ignorowane. Gdy ona odeszła, każdy w zespole to odczuł.
Koleżanka na tym samym stanowisku (która również zrezygnowała z pracy, jak pisałam wyżej) od początku nie dogadywała się dobrze z manager. Mówiła, że ta zwracała się do niej nieprofesjonalnie podczas indywidualnych spotkań, a gdy poprosiła ją o fachowe słownictwo, to potem odbiło się to na ocenie jej pracy. Jej projekty oceniane były przez manager jako słabe. Podczas rozmowy o podwyżkę dostała odpowiedź, że pracuje, ale nie tak, jak grafik powinien. Tymczasem ta koleżanka wprowadzała bardzo potrzebne systemy pracy, opracowała nowe wzorniki na nowy program. W sumie dzięki niej, praca grafika, jak i działu html, przyspieszyła znacząco.
Manager i nowa osoba (o której wspominałam wyżej jako aspirującej do roli team lidera) dogadują się świetnie. Szkoli ona teraz wszystkie nowe graficzki, mimo że z początku krytykowano ją za brak gustu, popełniała też dużo błędów, nawet po ochronnym czasie. Jednak wszystko się zmieniło, gdy liderka i moja koleżanka odeszły, a zostałam tylko ja i ta nowa osoba. Stała się wtedy wzorem, wręcz najlepszym pracownikiem. Manager zaczęła z nią pracować jak z liderką i teraz w praktyce pełni ona właśnie taką funkcję.
Inna pracownica opisywała mi, że również doświadczyła przykrych zachowań ze strony managerki. Raz na przykład, na spotkaniu indywidualnym, została bardzo mocno skrytykowana w charakterze poniżającym, zamykającym na współpracę. Zgłosiła tę sytuację swojej bezpośredniej przełożonej, poprosiła o zainterweniowanie i przekazanie tych informacji managerce. Jednak w efekcie została przez managerkę wezwana na spotkanie, a bezpośrednia przełożona siedziała obok jako świadek. Na spotkaniu musiała przekazać wszystkie swoje zastrzeżenia wobec managerki wprost do niej, co było bardzo krępujące. Musiała się również wytłumaczyć ze wszystkich popełnionych błędów, na co jej odpowiedziano, że na tym stanowisku jest od niej wymagany większy profesjonalizm. Mówiła mi, że praca w tym miejscu, z tą osobą, tak samo obniżyła jej poczucie wartości, wzbudzała nadmierny stres i lęk o przyszłość (zwłaszcza że polityka firmy niestety nie pochwala chodzenia na zwolnienia lekarskie). Przy pierwszej możliwości zrezygnowała ze stanowiska.
Czy w trakcie pracy pojawiły się momenty wsparcia – od współpracowników, znajomych, rodziny?
Mam takie szczęście, że w rodzinie mam psychologów i prawników. To oni zwrócili mi uwagę na zachowania, które swego czasu wypierałam. Podpowiadali, abym nagrywała wszystkie rozmowy z manager, jednak otworzyłam się przed nimi za późno i zostałam z niczym.
Jednak największe wsparcie dostałam od grupy empatycznych, byłych już, współpracownic. Gdyby nie one, byłoby naprawdę ciężko. Wspólna trauma łączy. Zwracały mi uwagę na to, aby uważać na słowa, uważać na osoby czy mój sposób wyrażania sprzeciwu. A przede wszystkim, pomogły mi dostrzec, że to, czego doświadczam, to nie paranoja. Dzięki nim upewniłam się, że walcząc o siebie, nie krzywdzę nikogo swoim zachowaniem, natomiast krzywdzi ta praca mnie.
Czy próbowała Pani zgłosić problem wewnętrznie? W jaki dokładnie sposób? Jaka była reakcja firmy/przełożonych, czy miała Pani wsparcie?
Zgłaszanie problemów związanymi z managerem do HR wiąże się niestety ze zwolnieniem. Taka jest praktyka firmy, tak stało się w moim poprzednim zespole - anonimowo zgłoszony problem zakończył się zwolnieniem osoby zgłaszającej. Wiadomo, że nie było to oficjalnym powodem, ale można było to powiązać. Bazuję też na przekazanych mi informacjach – jedna z bliskich mi pracownic miała bliskie relacje z osobami z działu HR, więc znała takie szczegóły.
Czy zgłaszała Pani gdzieś tę sytuację zewnętrznie?
Nie.
Przyznam, że jednokrotna prywatna rozmowa z pracownikiem PIP uświadomiła mi, że tej firmy nic nie zmieni. Dlatego zgłosiłam do Państwa, nie licząc jednak na wiele.
Nie posiadam konkretnych zapisów rozmów czy innych dowodów. Jedynie mam własną historię oraz koleżanek z pracy.
Jak zakończyła się współpraca z firmą? Jeśli nadal Pani pracuje – jak obecnie układają się stosunki z pracodawcą?
W końcu dałam wypowiedzenie, a manager zaczęła organizować spotkania, które odbierałam jako mające na celu przestraszenie mnie i zmuszenie do natychmiastowego odejścia. Zaczęło się od tego, że chciała się dowiedzieć, dlaczego rezygnuję, a dodatkowo, próbowała mi wcisnąć rozwiązanie umowy za porozumieniem ze skutkiem natychmiastowym. Powiedziała po prostu, że tak będzie dla mnie najlepiej - uważała chyba, że się zgodzę, bo jest mi źle. Jednak usłyszała odmowę.
Podczas kolejnej rozmowy pytała się, dlaczego usunęłam swoje wiadomości z innymi z komunikatora Teams. Następne spotkanie było z jej przyjaciółką (inną managerką), w roli świadka. Obie chciały wymóc na mnie podpisanie rozwiązania umowy za porozumieniem w zawoalowany sposób, tj. zwracając uwagę, że według nich zachowywałam się tego dnia nieprofesjonalnie (pozycja półleżąca w trakcie spotkania grupowego). Znów odmówiłam. Zapytałam jeszcze, dlaczego w takim razie, skoro są takie trudności we współpracy ze mną, nie zostanę zwolniona z obowiązku świadczenia pracy. Otrzymałam odpowiedź, że obowiązki wykonuję prawidłowo i pod tym kątem współpraca nie jest problematyczna, ale są zastrzeżenia właśnie do mojej postawy. To wszystko zapisano w oficjalnej notatce.
Manager na tym spotkaniu zwróciła mi jeszcze uwagę na to, że moje rozmowy z innymi, w szczególności nowymi osobami, mogą zniechęcać do firmy i stawiają ją w złym świetle. A ja po prostu ostrzegłam je, żeby uważały, co piszą, bo manager ma dostęp do Teamsów. Potem każdą konwersację, jaką prowadziłam z nowymi, była niejako monitorowana przez tę drugą pracowniczkę (aspirującą do roli team liderki) i gdy tylko pojawiło się coś w jej ocenie negatywnego, to interweniowała i próbowała obrócić moje słowa w żart. Wydaje mi się, że te nowe współpracowniczki musiały coś wiedzieć na mój temat albo po prostu zaobserwowały klimat. Jedna z nowych pracownic rozmawiała ze mną jedynie wtedy, gdy manager i ta aspirująca do roli liderki współpracowniczka wychodziły. Inna wyraźnie zawahała się, czy podać mi rękę, gdy się jej przedstawiałam. Z kolei gdy prowadziły krótkie rozmowy na tematy prywatne, omijały mnie, zwłaszcza gdy w otoczeniu była manager i ta druga współpracowniczka, traktowana jak liderka. Jednak szybko im przedstawiono zakaz odzywania się do siebie, więc dużo pisały.
Przez managerkę zaczęłam być wykluczana ze spotkań pracowniczych, nawet tych, które dotyczyły pracy, i nagle zrobiło się ich jakoś bardzo dużo. Mówiła, że i tak kończę współpracę, więc nie jestem jej tam potrzebna (“ciebie to nie dotyczy”). Przeważnie nie odzywała się do mnie, zwracała się do mnie jedynie na naszym pracowniczym forum w sieci, nawet jeśli chodziło tylko o wytłumaczenie mi zadania.
W końcu szczęśliwa oznajmiła mi, że przenosi mnie do innego działu. Swoje ostatnie dwa miesiące na wypowiedzeniu miałam przepracować w innym dziale graficznym, innym budynku, z innymi godzinami pracy, ale tym samym zarobkiem. Nie dostałam możliwości odmowy. Usłyszałam: „grafik to grafik, więc odnajdziesz się tam bez problemu, dodatkowo przejdziesz kurs”. Podczas tej rozmowy manager cały czas się uśmiechała, a ja kurczyłam się w sobie.
To było nasze ostatnie spotkanie, które doprowadziło mnie do załamania nerwowego i od tamtej pory jestem na zwolnieniu lekarskim.
Czy z perspektywy czasu uważa Pani, że firma mogła podjąć inne działania, aby zapobiec tej sytuacji?
Absolutnie nie.
Odnoszę wrażenie, że ta firma promuje wśród managerów politykę strachu. To emocje tu dyktują, jak kierować zespołami. Niespecjalnie dba się tu o atmosferę, a rotacja jest wręcz chyba czymś pożądanym. Funkcjonuje taki przekaz, że zawsze znajdzie się kogoś nowego na dane miejsce, każdego da się zastąpić. Można wysnuć taki wniosek, że szefostwo uważa, że jak pracownikowi jest źle, to znaczy, że nie pasuje do zespołu. Wprowadzenie procedur chroniących pracownika równałoby się z upadkiem fundamentu budującego tę firmę, dlatego to po prostu nie nastąpi.
Jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać innym osobom, które mogą znajdować się w podobnej sytuacji?
Zapisujcie wszystko, zbierajcie dowody. Wiem, że lepiej jest zamknąć oczy i uciec od tego. I sama tak robiłam. Jednak dla dobra przyszłości rynku pracy, czasem trzeba to zgłosić.
Zgadzając się na złe traktowanie, pozwalamy jednocześnie na brak zmiany, na brak bezpiecznego miejsca pracy dla innych oraz dla siebie.
Na koniec chciałabym jeszcze podkreślić, że wierzę, że pani manager prywatnie jest troskliwą, zabawną i sympatyczną osobą, o ciekawym życiu wewnętrznym. Myślę, że nie jest świadoma, jak bardzo krzywdzące było jej zachowanie i słowa. Ale jednocześnie nie uważam, żeby brak świadomości mógł stanowić usprawiedliwienie. Tak dobrze płatne stanowisko daje zasoby, aby się doszkalać. Nie można tłumaczyć wyrządzania komuś krzywdy słowami „ja jeszcze się uczę” albo „pracuję nad sobą”.
Chciałabym, aby moja historia nie była odebrana jako atak, ale próbę uświadomienia, że pewne mechanizmy funkcjonujące w tej firmie nie sprzyjają pracownikom.
29.05.2026 22:05
Pracownik
30.05.2026 12:16
Były pracownik
16.05.2026 20:08
Były pracownik
22.05.2026 17:19
Kandydat
29.05.2026 22:36
Pracownik
29.05.2026 21:18
Były pracownik
21.05.2026 11:24
Były pracownik
23.05.2026 14:58
Inne
20.05.2026 14:54
Były pracownik
20.05.2026 15:03
Były pracownik
20.05.2026 16:56
Inne
11.04.2026 17:33
Inne
14.04.2026 15:51
Inne
17.05.2026 20:46
Były pracownik
17.05.2026 13:37
Inne
17.05.2026 17:45
Pracownik
22.04.2026 13:35
Inne
23.04.2026 12:20
Inne
16.05.2026 12:46
Były pracownik
27.04.2026 18:43
Były pracownik
16.05.2026 12:44
Były pracownik
26.04.2026 17:26
Były pracownik
13.05.2026 16:56
Inne
13.05.2026 16:39
Inne
23.04.2026 18:31
Kandydat
27.04.2026 12:04
Inne
12.05.2026 12:29
Inne
11.05.2026 13:35
Inne
07.05.2026 22:27
Inne
Masz doświadczenie związane z procesem rekrutacyjnym w Beliani Fr?
Dodaj raport ze swojej rozmowy kwalifikacyjnej
13.03.2026 12:43
Były pracownik
30.04.2026 13:11
Inne
07.05.2026 12:25
Były pracownik
07.03.2026 09:47
Kandydat
03.04.2026 13:26
Były pracownik
23.04.2026 07:43
Inne
15.04.2026 19:35
Były pracownik
16.04.2026 18:51
Pracownik
19.04.2026 13:07
Inne
03.04.2026 02:11
Kandydat
14.04.2026 13:17
Kandydat
15.04.2026 22:26
Pracownik
10.03.2026 12:03
Kandydat
08.04.2026 18:50
Były pracownik
10.04.2026 16:00
Inne
17.03.2026 14:06
Były pracownik
06.04.2026 21:20
Były pracownik
08.04.2026 15:16
Były pracownik
28.03.2026 12:41
Kandydat
26.03.2026 12:58
Były pracownik
27.03.2026 00:02
Inne
13.03.2026 19:23
Inne
07.03.2026 19:40
Inne
10.03.2026 21:52
Pracownik
02.03.2026 00:05
Kandydat
02.03.2026 11:14
Inne
02.03.2026 12:33
Kandydat
26.02.2026 21:00
Kandydat
27.02.2026 10:29
Pracownik
01.03.2026 13:29
Były pracownik
24.02.2026 12:57
Inne
26.01.2026 17:05
Były pracownik
31.01.2026 17:36
Pracownik
23.02.2026 20:52
Były pracownik
31.01.2026 17:33
Inne
10.02.2026 09:50
Inne
23.02.2026 14:07
Inne
10.02.2026 10:00
Inne
06.01.2026 14:04
Inne
07.02.2026 09:32
Inne
10.02.2026 08:21
Były pracownik
31.01.2026 17:51
Były pracownik
02.02.2026 22:03
Inne
06.02.2026 21:54
Były pracownik
04.02.2026 14:48
Inne
27.01.2026 12:29
Kandydat
03.02.2026 09:10
Kandydat
04.02.2026 14:25
Kandydat