JAN - 2013-04-28 21:54:17
Czesc z Was zapomina o zwyklym obiektywizmie i zacietrzewia sie bez powodu. Wymieniani Panowie, niestety tez niepotrzebnie obrazani, wykonuja swoja prace SPRZEDAWCOW: posrednicza miedzy pracodawcami a pracobiorcami i w momencie skojarzenia jednych z drugimi ich rola jest juz mocno ograniczona nie moga wiec odpowiadac i zbierac ciegow za decyzje biznesowe swoich kontrahentow ( Amazon, Asos, Next ). To nie ich wina, ze firmy nie chca placic pracownikom agencyjnym za nicnierobienie. Teoretycznie po 12 tygodniach powinna byc decyzja co do dalszych losow kazdego pracownika, w praktyce bywa roznie - niektorym dziekuja wczesniej, niektorym daja dodatkowe 2 - 3tygodnie drugiej szansy. Agencja zas na kazdym z nas zarabia tylko przez te 12 tygodni.
Kazdy na ich miejscu oferte przedstawialby tak samo czyli ramowo: oto pracodawca, oto stawka, ilosc godzin i charakter pracy, zainteresowany ?
Pamietam spotkanie na ktorym sam bylem, gdy nadszedl czas na pytania ( NIESTETY TRZEBA JE BYLO ZADAC W JEZYKU ANGILESKIM ) to zapadla glucha cisza.
Wszyscy wszystko wiedzieli ? Nie sadze.
Gdy po gwiazdkowym boomie AMAZON zostawil na przyslowiowym lodzie cala nocna zmiane ( +/- 150 osob ) to PAN BB naprawde sie postaral aby ich brytyjska przygoda trwala dalej. Oczywiscie czesc wrocila do kraju, pomstujac na wszystko i wszystkich, zwlaszcza tych ktorzy ich tam sciagneli.
Transline niestety jeszcze nie opracowal metody uszczesliwiania na sile.
Ci, ktorzy otrzymali stale kontrakty od np ASOS/Unipart logistic lub Amazon sa w nieco lepszej sytuacji a nazywa sie to Flex Up / Flex Down = PLACIMY CI CO MIESIAC TYLE SAMO, ZGODNIE Z ROCZNYM KONTRAKTEM ALE GDY NIE MA PRACY TO WYSYLAMY CIE DO DOMU A GDY PRACA JEST TO PRZYCHODZISZ NA DLUZEJ. Proste i logiczne choc moze byc uciazliwe w praktyce ( vide 10 godzin pracy z wozkiem i skanerem ).
Zdaje sobie sprawe ( przezylem to na wlasnej skorze ), ze sms od agencji odwolujacy zmiane w ostatniej chwili ( lub decyzja shift managera o wyslaniu agencji di domu po 4 godzinach ) irytuje bo oznacza mniejsza wyplate ale to jest biznes i kapitalizm, totez powtarzam,ze NIKT I NIC nie zmusza do pracy wlasnie tam, NIKT I NIC nie zabrania szukania lepiej platnej i stabilnej pracy gdy juz bedziecie na miejscu, zreszta zdecydowana wiekszosc tak robi. Potrzeba do tego troche wytrwalosci o znajomosci jezyka nie wspominajac.
NIKT NAM NIC NA TACY NIE PODA.
W dobie informatycznej globalnej wioski wszelkie informacje sa na wyciagniecie reki, trzeba nia tylko ( albo az ) ruszyc. W kazdym brytyjskim miescie jest pod dostatkiem innych agencji posrednictwa pracy ( WORKFORCE, BLUE ARROW, GAP ), jest tez JOB CENTRE a w nim stanowiska komputerowe sprzezone z drukarkami i nic tylko szukac, szukac, szukac ... tylko trzeba chciec.
Nie ma sie tez co obrazac na system szkolenia i zwiazane z nim egzaminy ( nawiasem mowiac banalnie proste o ile znajomosc jezyka nie jest bariera )
KAZDY KTO WYKLADA KASE NA STOL MA PRAWO WYMAGAC. Tresc szkolen wynika z charakteru pracy i brytyjskiego prawa. TARGET to tez dla wielu nowosc ale pamietac nalezy, ze nikt nie dostanie kasy za samo przychodzenie do pracy - trzeba sie bedzie troche spocic. Po to pracodawcy stosuja okres 12 tygodniowy aby pracownika wyszkolic teoretycznie oraz dac mu szanse na osiagniecie TARGETU. Osobna sprawa jak sie ma ow target do gratyfikacji finansowej ale takie czasy, lepsza kasa bywa na zmianie nocnej lub gdy kandydat moze sie wykazac szczegolnie przydatnymi umiejetnosciami i do tego potwierdzonymi brytyjskim certyfikatem oraz poparte doswiadczeniem np. uprawnienia na wozek widlowy.
Rozumiem, ze mozna jechac do pracy za granice z wygorowanymi oczekiwaniami nie przystajacymi do realiow i przezyc rozczarowanie. Jednak te + / - £200 tygodniowo na poczatek pozwala przezyc i jakos odnalezc sie w brytyjskich realiach.
Oczywiscie nie kazdy da rade.
Osobna sprawa to lokalne oddzialy Transline, sa lepsze i gorsze, czesto trzeba o swoje powalczyc i to dosc wytrwale ( payslipy, kod podatkowy, P45 ).
Zaliczylem i ten dzialajacy bez zarzutu i ten szwankujacy. Ja juz dla nich nie pracuje a i tak zdaza mi sie odebrac telefon z zapytaniem dlaczego nie przyszedlem do pracy
PODSUMOWUJAC: od agencji zaczynaja prawie wszyscy, czesc przechodzi pozniej na garnuszek firmy, czesc znajduje inna prace a czesc wraca tam skad przyjechala i tej ostatniej kategorii dedykuje pytanie: CZY JESTESCIE NA 100 % PEWNI ZE ZROBILISCIE WYSTARCZAJACO DUZO ABY WASZ WYJAZD BYL UDANY ?Tak na zdrowy rozum najlepiej do U.K jechać i tam na miejscu szukać pracy naprawdę nie są potrzebni wam "tacy" pośrednicy jak Pan B i Pan D.K .Generalna zasada jest taka że największym wrogiem polaka za granicą jest polak... Gdyby z tej agencji Transline dz