Byłem pracownikiem biura projektowego w Warszawie przy ul. Jutrzenki.
Poniżej znajduje się moja opinia na temat pracy w tej firmie:
Zacznę od tego, że większość negatywnych opinii o firmie jest tu usuwana z powodu rzekomej "bezpodstawności". Ja trochę tych "podstaw" mam jak i mam nadzieję, że moja wypowiedź tutaj nie podzieli losu tych usuniętych.
No więc zaczynajmy:
Początek:
Firma na rozmowie o pracę zawsze chwali się, że jest firmą rodzinną i każdy pracownik również jest tak traktowany. Może natrafiłem na burzliwy okres w firmie, ale taką rotację pracowników widziałem chyba jedynie w sklepach odzieżowych, lub punktach gastronomicznych.
O jakimkolwiek awansie nie ma mowy. Jeśli zaczynasz, to i kończysz na tym samym stanowisku.
W pxf pracują ludzie od samego początku firmy, czyli od 1994rtego roku a zarabiają niekiedy tyle co "nowoprzybyli".
Atmosfera w pracy:
"Wywoływanie zbędnych konfliktów celem osiągnięcia zamierzonego celu, spychologia, (usunięte przez administratora) i manipulacja pracownikiem"
To chyba najwłaściwsze określenia.
Owszem zdarzały się wyjątki, ale te osoby wiedziały co się dzieje i zazwyczaj odchodziły z roboty tak szybko jak się w niej pojawiały.
Kiedyś w jednym z działów na półce znalazłem książkę zatytułowaną "Jak skutecznie manipulować pracownikiem".
W wolnej chwili przeleciałem ją oczami i uzmysłowiłem sobie, że wszystkie metody "wychowania" sobie pracownika, które praktykowali ludzie na stanowiskach kierowniczych, były zaczerpnięte WŁAŚNIE z tej książki. Jak sobie teraz o tym myślę, było to przerażające, że wtedy jako młody człowiek byłem nieświadomie poddany takiemu procederowi.
Dobrym przykładem na to był moment, w którym kończyła mi się umowa na czas określony i do tamtej pory kierownictwo wypowiadało się o mnie w samych superlatywach. Nagle magicznie, jak za dotknięciem różdżki, okazało się, że wszystko co do tej pory robiłem, robiłem źle.
Czyli innymi słowy "nie zasługiwałem na ubieganie się o podwyżkę". Po jakimś tygodniu czasu okazało się, że i ten zabieg był sprytną manipulacją, której padłem ofiarą. Osoba z biura, której tego samego dnia kończyła się umowa na czas określony, powiedziała mi IDENTYCZNĄ historię. Jak się okazało nawet pieniądze dostawaliśmy takie same, a nadmieniam, że byliśmy z innych działów.
Zarobki i tryb pracy:
Powiem krótko - moja babcia zarabiała wtedy lepsze pieniądze na godzinę, pracując jako szatniarka.
Ciągle rosnąca lista obowiązków, które nijak miały się do mojego stanowiska.
Najpierw miałem być od dwóch rzeczy, a skończyłem jako pomoc w magazynie na dodatkowy etat. Pensja oczywiście nie podskoczyła nawet o złotówkę.
Gdybym wiedział teraz to, co wiem, najpewniej ucieklbym stamtąd po tygodniu, albo nie dał sobą pomiatać.
Czy było warto?
Pewnie nie, ale patrząc na to z perspektywy czasu, praca w PXF skutecznie zraziła mnie do takich miejsc pracy i sprawiła, że omijam każdy kant szerokim łukiem. Jestem teraz szczęśliwym człowiekiem z własną działalnością. Za każdym razem gdy jest źle lub coś mi się nie powiedzie, wtedy wracam myślami do czasów pracy w pxf i uświadamiam sobie, że zawsze mogłem mieć gorzej, bo przecież mogłem skończyć jak oni. ;)