Nie prawda, że Polacy pracują tylko za granicą. Na tej stacji były osoby, które naprawdę zasuwały, a nigdy nie były doceniane. Albo były w połowie miesiąca, a przy wypłacie i tak odliczano im z premii za wymysły Pana Prezesa.
Pani Kierownik, nie musi się Pani wybielać. Za dużo ludzi już tam pracowało, żeby ktoś był w stanie uwierzyć w Wasze brednie.
Waren, idź tam, popracuj i pogadamy za jakiś czas czy nadal myślisz tak jak teraz, czy jednak zmieniasz zdanie. Nie wypowiadaj się w każdym bądź razie jeśli nie spędziłeś w tym miejscu jako pracownik ani chwili, bo zupełnie nie masz pojęcia o czym piszą byli pracownicy, którzy po prostu nie wytrzymali traktowania ich przez pracodawców i albo zostali zwolnieni, albo sami odeszli.
Co tam jeszcze nie gra?
Brak odzieży roboczej. Owszem - koszule są (rzadko w potrzebnym rozmiarze, bo przecież te ubrania są drogie i pracodawcy na nie nie stać). Kurtka też - jedna na całą ekipę! Żadnych bluz, nie mówiąc już o czarnych spodniach i butach, które są obowiązkowym elementem pracownika stacji Orlen.
Przerwa? Ktoś tam słyszał o takim czymś jak przerwa? Na pytanie o obowiązkową przerwę można było usłyszeć - przecież masz przerwę zawsze wtedy, kiedy nie ma klientów. Szkoda tylko, że w tym czasie trzeba podokładać towar, albo zrobić porządek na sklepie.
Wieczne pretensje Prezesa i kierowniczki, że jest nie posprzątane. A najczęściej w godzinach szczytu, kiedy nie masz czasu się po D podrapać, a co dopiero sprzątnąć.
Płacenie za ucieczki z paliwem... Owszem podpisujesz jasną umowę, że ponosisz za to odpowiedzialność, tylko wtedy jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, że te ucieczki zdarzają się nawet kilka razy w miesiącu. A wtedy pomimo, że Twoja wypłata to 1500zł, okazuje się że w trakcie miesiąca straciłeś z 200-300zł, bo ktoś odjechał z paliwem. Kamery? To jakiś żart. Równie dobrze mogliby tam zawiesić atrapy i tyle samo by wniosły. Jakby tego było mało właściciele potrafią oskarżyć pracownika, że to on podkłada swoich znajomych aby kradli, a potem dzieli się z nimi zyskiem. Czy to jest poważne?
Wykupywanie przeterminowanego towaru. Wszystko fajnie, tylko dlaczego zdarzały się nowe dostawy z piwem, z którego kilkadziesiąt sztuk miało termin na niecały miesiąc. A potem wciskaj klientom do paliwa piwo. Niektóre rzeczy są po prostu nierealne.
Inwentaryzacje na które przychodzi się po godzinach. Oczywiście nie dostaje się za nie pieniędzy - bo to jest obowiązek żeby przyjść na inwentaryzacje i nie jest ona doliczana do przepracowanych w miesiącu godzin. Zabawne, prawda?
Oskarżenia o kradzieże? Wszystkich dookoła, a najciemniej pod latarnią. Lepiej powęszyć wśród pracowników, sprawić, że wszyscy staną się wobec siebie podejrzliwi, po czym okazuje się że towar wynoszą najbliżsi współpracownicy, a cała reszta ponosi tego pieniężne konsekwencje.
Rotacja pracowników jak to kierowniczka określiła - 'Pamiętajmy, że nie zawsze rotacja jest spowodowana z winy pracodawcy!!!!!!!! Niestety w większości przypadków z jakimi się spotkałam..'. Wszystko fajnie pięknie, tylko rotacja nie ma takiego znaczenia w wielkich, kilkuset osobowych firmach, ale u Was? Podejrzewam, że w Tesco obok stacji było mniej pracowników niż na Orlenie. Na dodatek jak wielu pracuje tam od samego początku i jakoś nie mają ochoty się zwalniać, czy to o czymś nie świadczy? Widocznie tam traktowani są jak ludzie, a nie pomiata się nimi i traktuje jak murzynów (przepraszam za określenie) do wykonania czarnej roboty za psie pieniądze, a i tak powiedzą, że się nie pracowało tylko przychodziło 'podpisać ewidencję'.
Najsmutniejsze jest to, że owszem człowiek widzi czarno na białym jaką podpisuje umowę. Tylko nie zdaje sobie sprawy jakie są jej konsekwencje w praktyce. Bo dopiero przy pierwszej-drugiej wypłacie wychodzi 'szydło z worka'.
'mini obóz koncentracyjny' - bardzo dobre określenie ;) Gdybyście mieli takie świetne warunki pracy w praktyce jak opisujecie je w teorii to ogłoszenie "poszukujemy pracownika" nie wisiałoby na drzwiach non stop, bo pracowałaby tam stała, zgrana ekipa.