Mała Rosja jest wszędzie
Kilka tygodni temu, w tygodniku „wSieci”, opublikowałem tekst śledczy obnażający powiązania jednej z najwiekszych w Polsce firm świadczących usługi z zakresu stróżowania, cateringu, sprzątania i kompleksowej obsługi dużych, strategicznych dla polskiej gospodarki, zakładów oraz najbardziej tajnych jednostek wojskowych i policji.
Tekst (który przytaczam poniżej w całości) nie wywołał żadnej, najmniejszej nawet dyskusji. Został starannie przemilczany. Polskie media prawie w ogóle go nie zauważyły.
Czyzby zatem był nieważny, słabo udokumentowany...a może jest bardzo nie w smak ludziom, którzy dostają rosyjskie pieniądze?
Tymczasem nowe informacje, które uzyskałem m.in. od ludzi z Agencji Wywiadu, są bulwersujące i niepokoją. Okazuje się, że nasz wywiad posiada informacje o firmie "D". Nic jednak w tej sprawie nie robi.. W czasie gdy nasze stosunki z Rosją zaostrzają się coraz bardziej, gdy Władimir Putin operuje coraz ostrzejszą, wojenna retoryką, nasze słuzby specjalne nie działają.
Powiązana z rosyjskimi wojskowymi firma funkcjonuje w najlepsze.
Z rozpracowań kontrwywiadowczych wiem, że właścicielkę firmy „D” regularnie odwiedza major GRU, nazwijmy go " K". Major "K". - według informacji oficerów polskich służb – pomagał nawet zakładać firmę „D” i do dziś pozostaje w bliskich zwiazkach z jej właścicielką. Odwiedza ją regularnie w Legnicy, gdzie wcześniej stacjonował.
Wygląda więc na to, ze major "K". został osobiście oddelegowany do współpracy z właścicielką firmy, jeszcze przez nieboszczyka generała Dubynina.
Przypominam zatem, opublikowany w prawie stutysięcznym nakładzie tekst, który – jak dotąd – nie wywołał zadnych reperkusji.:
Cień generała Dubynina
Gospodyni domowa zakłada wielką firmę, firma wyrywa się z prowincjonalnej Legnicy i rychło obsługuje największe korporacje. Amerykański mit: „od pucybuta do milionera” spełnia się w Trzeciej Rzeczpospolitej i ….jest bardzo charakterystyczny właśnie dla Trzeciej RP.
Dlaczego?
Bo cuda nie zdarzają się zbyt często, a to będzie opowieść o cudzie napisana przez beznadziejnego sceptyka.
Żyjemy w Europie Środkowej, a tu cuda często wychodzą spod rąk oficerów służb specjalnych.
Chcecie wiedzieć jak to się dzieje? Poczytajcie.
W cieniu generała Dubynina
W 1989 roku do Legnicy przyjechał generał pułkownik Iwan Pietrowicz Dubynin, jeden z głównych dowódców sowieckich w Afganistanie. W lipcu 1989 roku Dubynin został mianowany dowódcą Połnocnej Grupy Armii Sowieckiej i pełnomiocnikiem do spraw pobytu armii sowieckiej w Polsce. Dubynin na początku nie chciał w ogóle słyszeć o tym, że jego wojska mają opuścić Polskę, kiedy jednak zrozumiał, że polityczne wiatry są zbyt mocne nawet jak na jego możliwości, rozpoczął przygotowania na ewakuacji.
Wyjazd opóźniał jak tylko mógł, ale już wiedział, że musi Polskę opuścić.
Byli oficerowie z tzw „Wydziału Wschodniego” Zarządu Wywiadu nowo utworzonego Urzędu Ochrony Państwa wspominają, że już wtedy mieli sporo informacji o tym, że Dubynin przygotował całą infrastrukturę biznesową, jaka pozostać miała po Armii Czerwonej w Polsce. Liczne tajne narady przygotowały biznesową i szpiegowska otoczkę wyjazdu czerwonych sołdatów z Polski.
Jak tylko zaczęliśmy analizować sytuację, to wpadliśmy w panikę. Ruscy mieli setki agentów wśród naszych oficerów, polscy wojskowi, zwłaszcza w rejonie Legnicy, niemal otwarcie współpracowali z Rosjanami. Musieliśmy coś zrobić – wspomina Grzegorz, jeden z autorów pierwszej polskiej operacji kontrwywiadowczej, która miała miejsce po 1989 roku.
UOP przygotował wtedy supertajną operację o kryptonimie „Kwadrat”.
W kregu naszego zainteresowania znaleźli się polscy oficerowie, którzy współpracowali z kacapami. Założenie było proste. Po pierwsze zbadać skalę i zasięg agentury, jaką sowieci u nas zostawią, a po drugie założyć sowietom nasze cugle, czyli poodwracać naszych i posłużyć się nimi do werbunku agentury wśród sowietów. Oni mieli wtedy słabe morale i niewiele pieniędzy. Uznaliśmy, że jest szansa na dobry werbunek i założenie naszej siatki. - wyjaśnia były oficer UOP.
Operacja „Kwadrat” okazała się jednak klęską UOP. Skala rosyjskiej penetracji w polskim świecie politycznym i wśród wysokich oficerów wojska przekroczyła najśmielsze wyobrażenia jej autorów.
Niech pan pamieta, że w latach osiemdziesiatych w Legnicy służyli tacy ludzie jak m.in. słynny szyfrant Zielonka. Nie udało się werbować, ale troche dowiedzieliśmy się o tym, co Rosjanie zostawią po sobie. - wyjaśnia z (usunięte przez administratora) ną miną Grzegorz.
Co tu dużo mówić. GRU było czujne, a większość naszych figuran