Praca w Oferteo tylko dla cierpliwych.
Widzę, że w porę opuściłem firmę. Czy tak wyobrażali sobie swoją firmę jej założyciele? Czy tak miała wyglądać atmosfera?
Jeśli celem nowego stylu zarządzania jest zniechęcenie ludzi do pracy, to sądząc po opiniach rzeczywiście dobrze im idzie.
Na temat nowej pani dyrektor zdanie wyrobił sobie już chyba każdy. Potrafi w bardzo przykry sposób zepsuć komuś dzień, a potem przybrać to w uśmiech.
Prawda jest też taka, że w firmie nie brakuje również innych toksycznych osób. Ale im większa firma, tym większe prawdopodobieństwo trafienia na różnych ludzi.
Najczęściej na wcześniejsze opinie odpowiadały konkretne osoby, w sposób bagatelizujący problemy i schematyczny. Niekoniecznie pokrywający się z realiami, ale ma to na celu zachęcić nowych pracowników do przyjścia do pracy.
A teraz o samej pracy.
Na początku w Oferteo było całkiem sympatycznie, było to miejsce pracy w którym się chciało. Mimo różnych sytuacji z klientami, bo wówczas na tym była skupiona uwaga handlowców.
Lepsze czasy nie były związane ze znacznie mniejszymi wymogami, ale również atmosferą. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.
Firma teoretycznie ma produkt z potencjałem, ale ten potencjał nie jest wykorzystywany. Klienci mogliby osiągać lepsze rezultaty, gdyby ktoś faktycznie słuchał ludzi, którzy mają o tym pojęcie. Ale decyzje podejmują osoby, których wiedza merytoryczna i udokumentowane doświadczenie najwyraźniej nie są ważne.
Firma jest nastawiona na zysk i to widać na każdym kroku. Wiele rzeczy mogłoby być bardziej proklienckich, ale najwyraźniej nikogo to nie interesuje. Pracownicy? No cóż, wymagania wobec nich są coraz bardziej wyszukane, ale ciekawi mnie to, że został teraz wprowadzony system „kar”, jest to nowość i ciekawa forma na egzekwowanie wskaźników, które są jak widać dość abstrakcyjne do realizacji. Jak długość rozmowy, na którą niekoniecznie zawsze miało się wpływ, odbieralność klientów i inne.
Sprzęt do pracy losowej jakości. Zdarzało się, że „nowe” laptopy to tak naprawdę sprzęt po kimś, kto wcześniej miał z nim problem. System dzwoniący wadliwy od lat, mimo licznych zgłoszeń nic się z tym nie robi. Często się nie słyszeliśmy się z klientami, ale nikt się zgłoszeniami nie przejmował.
Jeśli chodzi o rozmowy z klientami, jest to dłuższy temat. „Porusz 15 niezbędnych elementów, dodatkowo wspomnij o kolejnych 10, żeby dostać premię za jakość rozmów.” Ale rozmowa nie może być za długa, bo „nie ma czasu, żeby ją odsłuchać”. Jak jest za krótka, to też źle, bo za krótka. Przy próbie logicznej rozmowy argumentacja, że wobec wszystkich są obecnie takie wymagania.
Dyskusje z przełożonymi nie miały sensu, bo serwowano wszystkim serię gotowych odpowiedzi, takich jak; „ gdzie indziej jest gorzej” czy „to wcale nie tak dużo”. A jak się nie zgadzasz? To „w naszych obliczeniach się zgadza”.
Co jeszcze? Nacisk na produkty dodatkowe, sprzedaż wiązana, norma w pracy sprzedażowej. Na stanowisku handlowca będziesz się mierzyć z trudnościami, jak chociażby promocje online, które u sprzedawcy dostępne nie będą. A jak klient w trakcie rozmowy sprzedażowej pyta, dlaczego na stronie ma taniej, to w zasadzie improwizujesz. Nie ułatwiało to sprzedaży i nie przekładało się na wynagrodzenie.
Nie pomaga też fakt, że w firmie wciąż pracują osoby, które psują atmosferę. Plotkują, obgadują innych, a mimo zgłoszeń nic się z tym nie robiło, bo swego czasu potrafiły robić wyniki finansowe.
Warto dodać, że mając to wszystko z tyłu głowy powinieneś mieć ochotę rozmawiać z klientami i pozytywnie wyrażać się o firmie, zachęcać i edukować klientów, którzy często na tobie nie zostawią w rozmowie suchej nitki.
Najlepszy moment mojej przygody z Oferteo, to ucięcie wypłaty i wmówienie nam, że będziemy więcej zarabiać.” To już materiał na kabaret.
Nikt nigdy nie pytał pracowników o wprowadzane zmiany, ankiet o poprawę jakości pracy było sporo, choć pod uwagę brane nigdy nie były. Bardzo często byliśmy stawiani przed faktem dokonanym, mimo, że opinie i próba kreowania konkretnego obrazu firmy przez zarząd trwa nadal.
Nie wiem jak wygląda to obecnie, ale na callach nie mieliśmy możliwości aby poświęcić określoną ilość czasu na nasze wątpliwości. Bo czas gonił i mieliśmy się streszczać. Warto do tego faktu dodać też wymogi, z których mieliśmy się wywiązywać.
Podsumowując: jeśli chcecie pracować w miejscu, gdzie wmawia się ludziom, że są ulegli „rozpraszaczom w domu”, gdzie wymagania rosną w tempie wykładniczym, a „benefitem” jest oszczędność na dojazdach do biura, to proszę bardzo. Każdy chce odejść, chyba że komuś blisko do emerytury.
A LinkedIn firmy, to jak w utworze pewnego rapera „To dwa światy, to dwa światy.”
Nie polecam tego miejsca pracy.