Drogi Damianie.
Odpowiadam Tobie, bo jako jedyny miałeś odwagę podać Swoje imię.(choć taki już dawno tu nie pracował, a może nie pamiętam).
Nie wiem do jakich Pan jest przyzwyczajony wydatków, ale tak samo jak Pan staram się dostosowywać wydatki do dochodów. Gdy przesadzi się z wydatkami to wiadomo czym się to kończy. Czy nie masz wrażenia, że gdy codziennie pokonujesz (a może już nie) drogę z portierni ZAMPAPU do nas, to jesteś jak w Strefie Gazy? Tyle płotów, jakieś rozkopy, mury...? Od pięciu lat toczę proces z moim sąsiadem P.S. o tą głupią drogę. Przez to wszystko musiałem wynająć magazyn 2 km dalej i cały materiał dowozić do zakładu. To kosztuje. Postępowanie sądowe też. To idzie w grube tysiące zł miesięcznie. Nie jest łatwo związać koniec z końcem gdy marże na kartonach są znikome. Trzeba się nieźle nagimnastykować. Dlatego też wynagrodzenia są jakie są. Akceptujesz to, albo nie. Ja też nikogo nigdy nie zmuszałem do pracy. Ale ten kto potrafił coś od siebie dać, na pewno został doceniony. Tacy ludzie tu pracują. A jeśli ktoś stracił pracę, to rzadko była to moja decyzja, lecz załogi, która po prostu nie widziała sensu pracy z kimś, kto z tą załogą słabo współpracował. Ja w takiej sytuacji nie mam innego wyjścia jak tylko się pożegnać. Poza tym nie unikam rozmów z pracownikami. Jeśli coś się komu nie podoba, zawsze można o tym po prostu powiedzieć a nie anonimowo pluć w twarz na forum. Pozdrawiam, Tomek.