Emilka, wiem jak wygląda praca w innych sieciówkach i powiem Ci ,że mimo to ,że ram w zależności od wielkości salonu pracy jest dużo miałam do czynienia z całkowicie innym podejściem do pracownika...przynajmniej pod względem grafiku.W Polsce trudno zaleźć super pracę w sklepie odzieżowym z satysfakcjonująca pensją i normalnymi zasadami organizacyjnymi....ale na szczęście jest to możliwe. Zgadzam się z większością niestety negatywnych opinii na tym forum. Po pierwsze za 7zł za godzinę trzeba się naprawdę narobić i czasami po powrocie do domu nie mam nawet siły przebrać i zmyć makijaż ,ponieważ padam na twarz po 13 godzinach ciągłej pracy. W Sinsay nie ma czegoś takiego jak chwila wolnego czasu dla sprzedawcy ,ponieważ poza skupieniem się na pracy i zachowaniu porządku w swojej strefie trzeba jeszcze wykonać kilka innych zadań wymienionych w rozpisce. Jeszcze LPP wprowadziło cięcia godzin i mamy jeszcze więcej obowiązków...Durne oceny za wygląd , marne szanse na awans a awans wiąże się z tym ,że może trochę zarobisz i masz umowę o pracę ,ale na Twoje barki dokładane są kolejne obowiązki. Za nie poskładanie ubrań od deski-obniżona ocena jak w szkole; za zbyt wolne wyłożenie rzeczy na magazynie-obniżona ocena....Najbardziej bawi mnie jednak fakt ,że jakkolwiek człowiek starałby się to tak zawsze ma wrażenie ,że wyrabia się z wszystkim na ostatni moment albo w przeciągu dnia jest tak mały ruch ,że można wszystko na spokojnie zrobić. Pracujesz na umowę zlecenie a umowę o prace dostaje niewiele osób ,ponieważ firma musi oszczędzać na pracownikach więc najlepiej być studentem z pierwszą grupą inwalidzką z super motywacją do pracy bez rodziny i planów na wolny czas. Ja miałam o tyle szczęścia ,że nie trafiłam na beznadziejnych kierowników ,ale pewnie nie wszyscy sprzedawcy lpp mogą to powiedzieć. Ogólnie uważam ,że ubrania z sinsay to rzeczy nie warte swojej ceny. Niby tanie ,ale prawda jest taka ,że po pierwszym praniu już może aczkolwiek nie musi może coś złego się z nimi stać. Dbałość wykonania i materiał pozostawia wiele do życzenia, reklamacji jest niewiele ,ponieważ ludzie nie trzymają paragonów i nie reklamują towarów. LPP nawet nie zwraca kasy tylko w ramach zwrotu przelewa taką kwotę na kartę podarunkową i sumą sumarów i tak trzeba ją wykorzystać w sinsay. Ludzie , nie kupujcie tam ubrań jeżeli zamierzacie w nich dłużej chodzić...Swoją drogą klienci powinni szanować ubrania a nie zostawiać je byle jak i byle gdzie w przymce ,które nikt nie pilnuje. Nie wiem czy tak jest wszędzie ,ale co za idiotyczna moda na skracanie słów. W sklepach pracują osoby dorosłe ,które chodziły do szkoły a nawet jeżeli nie przepadały za językiem polskim to mają na tyle bogatą znajomość słów ,żeby mówić o przymierzalni przymierzalnia a nie przymka; zamiast biżu to biżuteria. Ogólnie jak zobaczycie informację ,że poszukują sprzedawcy do SINSAYa to lepiej w ogóle nie składać tam życiorysu jak nie musicie...dorywcza praca na wakacje to okey ,ale stała praca to zdecydowanie się. Jako osoba pracowita doszłam do wniosku ,że można tam pracować i dawać z siebie wszystko a i tak często nie można uporać się z wszystkim ,ponieważ najzwyczajniej w świecie nie ma takiej możliwości. Wszystko ładnie wygląda na zewnątrz a jak klient bliżej przyjrzy się pracy sprzedawcy to od razu dostrzeże ,że każdy pracownik zasuwa i jest w ciągłym ruchu tak ,że nie ma momentami czasu powiedzieć klientowi dzień dobry. Ja nie zamierzam ich bogacić ani żadnego sklepu wchodzącego w skład marki lpp podobnie z resztą jak uf.