Jeśli jesteś studentem i chcesz sobie delikatnie dorobić, to ok, praca dla Ciebie.
Idąc tam, trzeba mieć przede wszystkim świadomość, że na "początek" (baaaardzo dłuuugi ten początek) na rękę dostanie się 1500 zł. Oczywiście jest możliwość awansu, tylko jest to przeważnie dla pupili kierowników i trwa bardzo długo. Jak chcesz dostać te dodatkowe 100 zł, może 200 - musisz zdawać egzaminy z wiedzy na konkretny temat (akwarystyka np. i zostajesz wtedy kierownikiem tego działu).
MUSISZ wiedzieć dużo z każdego działu - niby każdy ma swój, ale w praktyce każdy musi wiedzieć wszystko i umieć pomóc klientowi.
Jeśli trafisz na super team - praca jest ok (szczególnie jeśli to ta pierwsza albo taka "na chwilę"). Ale jeśli trafisz w środowisko piranii i konfidentów - niech Bóg będzie z Tobą. Leserzy, którzy uciekają na zaplecze, niekompetentni kierownicy, typowe lizo... - najgorszy sort. Trzeba mocno uważać na słowa, bo ściany mają uszy.
Regionalni to zabawa przednia - jak przyjeżdżają, jest szał porządków, a oni i tak albo to oleją, albo przyczepią się o wszystko. Zawsze jest jedno i ta samo - WYRABIANIE TARGETÓW, czyli innymi słowy masz wciskać produkty przy kasie, te blisko terminów albo takie, które aktualnie u wyższej instancji są top - co kilka h wysyła się raport do swojego regionalnego, a on albo Cię dojedzie, albo dopinguje, albo ch... wie o co mu chodzi. Generalnie te śmieszne liczby to mokry sen kierowników i będziesz o nich słyszeć dzień w dzień.
Praca to ciągłe stanie - na sklepie albo przy kasie. Jest 11 lub 12 h dziennie, ale w praktyce dodatkowe 20 min to zamykanie sklepu (liczenie kasy, zamykanie systemu itp.) - podobno mają robić to kierownicy, ale robią to w praktyce robole, czyli my, szara społeczność pracująca za kilka papierków.
Czasami zabawa zaczyna się już na godzinę przed oficjalnym otwarciem sklepu, bo - uwaga - są wyznaczone osoby do sprzątania woliery (miejsce dla zwierzątek). BHP? Nie kojarzę. Można spokojnie zarazić się różnymi rzeczami od futrzaków. Również na zapleczu, gdzie zjesz drugie śniadanie otoczony towarem, trocinami i chorymi chomikami. Poza tym śmierdzi i potrafią kąsać, ale to mniejszy problem.
Klienci bywają różni, ogólnie kontakt z nimi był chyba tym największym plusem. Uwaga na aktualne gazetki z promocjami - wypada znać na pamięć, nawet w nocy o północy, bo inaczej jest ból (usunięte przez administratora)
Te kilkanaście h dziennie to zarówno plus, jak i minus. Jak już wyrobisz te dwa dni pod rząd, masz potem jeden czy dwa dni wolnego, więc w całym tyg. da się odpocząć. Z drugiej strony nie masz szans na cokolwiek innego w dniu pracy, bo to jednak ta robota od 9/10 do 21 czy 22.
Układanie grafiku też jest plusem - kierownik zawsze Cię zapyta o preferowane dni i spokojnie wyrobisz te 160/180 h w miesiącu.
Najbardziej w tej pracy uderzył mnie los zwierząt - te myszki, którymi się opiekujesz, najczęściej kupi świr dla swojego węża i będzie się z tego cieszył jak jakiś psychol. Nie polecam wrażliwym.
Poza tym warunki, w jakich są trzymane to kpina - dzieci walą w szyby, wkładają paluchy, mają często brudno i za mało podłoża, a jedzenie dla nich jest wydzielane - jakżeby inaczej - odgórnie. Niestety brakuje go już po jakichś dwóch tygodniach, a z półki nie pozwolą Ci wziąć i mówią wprost - karm tym, co jest (roślinożerne karmą z mięsem, mięsożernym daj kocią karmę), no sory. Wow, nic dziwnego, że tyle z nich jest już świętej pamięci. "Opieka" weterynaryjna to też kpina.
Jeśli myślisz, że to koniec zabawy, zapnij pasy albo usiądź. Kakadu ma prawo rzucać Cię po wszystkich sklepach na terenie Warszawy i okolic. Myślisz, że osiadłeś na stałe np. w Reducie? To się zdziwisz, bo np. za dwa dni możesz zostać wysłany na Janki. Masz to wpisane w umowę i na nic Twój sprzeciw. Nobody cares.
Oczywiście jak to w sklepie, szykuj formę, bo na pewno dostaniesz kolki, jeśli nie trenujesz, ale też dorobisz się lux bicka - dźwiganie palet, karmy po 20 kg, akwarium większego niż Ty to norma.
Są zniżki pracownicze - mają limit. Jeśli pracujesz w centrum handlowym, prawdopodobnie będziesz mieć też w niektórych miejscach zniżki na jedzenie.
Podsumowując, jak chcesz dostawać śmieszne pieniądze, dźwigać, użerać się ze współpracownikami i bossami, którzy wyżej sr... niż du... mają, ale też interesują Cię zwierzątka i masz łatwość w rozmowie z obcymi - proszę bardzo, zostań kolejnym pracownikiem (i nie ostatnim, bo rotacje też są spore).
Osobiście polecam tylko na krótki okres, na pewno nie na stałe, bo Ci nerwy siądą ("o, nie ma ceny, bezcene he he", "jutro jedziesz na inny sklep", "polecaj produkty, bo musimy wyrobić limity!!!!", "wciskaj to, bo termin", "może pani się ruszyć, bo nie mam czasu?", "powiem regionalnemu, że chciałaś utopić mnie w akwarium, bo cię obgadywałem łeee") i stracisz wiarę w dobro na tym świecie (szczególnie jak przyzwyczaisz się do zwierząt, które są super i zasługują na godziwe warunki, a nie ten (usunięte przez administratora)
Nie pozdrawiam,
Ja.