Podaj dane 10 znajomych, żeby podpisać umowę. Tak doradcy zdobywają klientów
Arkadiusz Przybysz
09.04.2015 14:20
A A A
Polisa (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)
Dzwoni do ciebie znajomy, proponując "ciekawe spotkanie z branży finansowej"? Być może na spotkaniu zaproponują ci skomplikowany i ryzykowny produkt finansowy, a w zamian poproszą o... dane kolejnych 10 osób.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Historia zaczęła się, gdy odezwał się do mnie dawno niewidziany kolega z podstawówki. Napisał do mnie: "Byłem ostatnio na ciekawym spotkaniu, które prowadzi mój znajomy, na którym przedstawiono mi sposoby oszczędzania, korzyści z ubezpieczeń, oszczędzanie na emeryturę czy finansowanie różnych inwestycji. Myślę, że warto się spotkać i posłuchać".
Poprosił mnie również o podanie aktualnego numeru telefonu. Numer zostawiłem i po jakimś czasie oddzwonił do mnie jeden z pracowników firmy OVB, proponując spotkanie.
Poszedłem, ale nie dowiedziałem się właściwie niczego konkretnego. Za to konsultant firmy pytał mnie o zarobki, oszczędności i produkty finansowe, z których korzystam. Firmę, w której pracował, określał jako firmę doradztwa finansowego, która nie posiada własnych produktów i dzięki temu może lepiej dopasowywać oferty do swoich klientów. Później dostałem zaproszenie na kolejną rozmowę za kilka dni.
- Jedna rzecz mnie jednak zastanowiła - dodaje Mateusz, który również skorzystał z usług firmy - konsultant prosił, bym na to spotkanie przygotował listę dziesięciu osób, którym byłbym gotowy polecić usługi tej firmy.
Na kolejnym spotkaniu dostałem kilkustronicową broszurkę zatytułowaną "Osobisty koncept sukcesu", która opisywała produkt, który przygotowała dla mnie firma.
Okazało się, że "koncept" nie jest aż taki osobisty, lecz raczej uniwersalny. W pierwszej rozmowie podałem się za freelancera o sporych, acz nieregularnych dochodach. Na podstawie tych informacji firma przygotowała dla mnie ofertę indywidualnego ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Taką samą ofertę dostał Mateusz, choć, jak mówi, podczas pierwszej rozmowy twierdził, że nie ma właściwie żadnych dochodów. Różniła nas jedynie wysokość miesięcznej składki.
Do broszury dołączono specjalny formularz, na którym po podpisaniu umowy miały się znaleźć dane dziesięciorga naszych znajomych.
Czytasz na smartfonie? Plik znajdziesz pod tym linkiem
Mateusz dodaje, że spotkanie odbyło się w jednej z warszawskich kawiarni, a pracownicy firmy nalegali na jak najszybsze podpisanie umowy i przekazanie im danych jego znajomych, które nazywali swoim jedynym honorarium.
Dlaczego firma chce, byśmy podawali jej telefony? To efekt prowizyjnego systemu wypłat - pracownicy opłacani są tylko za podpisane polisy. Większa liczba osób, z którymi porozmawiają, oznacza większą szansę na znalezienie klienta. Poza tym, jeśli ktoś powoła się na wspólnego znajomego, łatwiej będzie pozytywnie nastawić nowego klienta do oferty.
Z nieoficjalnych rozmów z byłymi pracownikami firmy wynika, że powinni je oni przedstawiać klientom jako dodatkowy plus oferty - skoro mają dobrą ofertę, to powinni podzielić się nią z jak największą liczbą osób, a nie zostawiać tylko dla siebie. Co więcej, jeśli klient nie chce przekazać tych danych, powinni oni zagrozić, że w takim wypadku podpisanie umowy nie będzie możliwe.
GIODO: To sprzeczne z dobrym obyczajem
Ustawa o ochronie danych osobowych jednoznacznie nie zabrania takiego pozyskiwania danych. Jednocześnie jeśli dzwoni do nas ktoś, kto powołuje się na kontakty z naszymi znajomymi, mamy prawo sprzeciwić się dalszemu przetwarzaniu naszych danych i zażądać, by zaprzestano dzwonienia na nasz numer.
- Przekazywanie do firmy marketingowej czyjegoś numeru telefonu bez zgody właściciela można traktować jako sprzeczne z dobrym obyczajem - mówi Małgorzata Kałużyńska-Jasak, dyrektor zespołu rzecznika prasowego GIODO. - Bowiem osoba, która przekazuje czyjś numer telefonu innej osobie lub podmiotowi, powinna posiadać zgodę tej osoby na takie działanie. Nie można także uznać, aby firmy, które zachęcają ludzi do podawania numerów telefonów innych osób bez ich zgody, postępowały uczciwie. Zatem jeśli firma marketingowa pozyskuje numery telefonów nie bezpośrednio od osób, których one dotyczą, to powinna ona na wstępie poinformować osoby, z którymi się kontaktuje, o podstawowych prawach m.in. do dostępu do danych i prawie ich poprawiania, a także o prawie żądania zaprzestania przetwarzania danych lub wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych.
Artur Kijonka, prezes zarządu OVB, wygląda na zaskoczonego informacjami o sposobie zdobywania klientów przez konsultantów firmy. Twierdzi,