Witam, jako pracownik produkcji z agencji Fenix oraz WTS spędziłem w firmie Sonoco wystarczającą ilość czasu, aby opisać zaistniałą tam sytuacje dla osób poszukujących pracy. Już na samym wstępie zaznaczę, iż jest to aktywność skierowana głównie dla osób: w trudnej sytuacji życiowej, młodych ( czyt. studentów ), ludzi z brakiem wykształcenia czy też niskim ilorazem inteligencji. Praca ta wykończa zarówno fizycznie jak i psychicznie ( to nawet bardziej ).
A więc typowy dzień w Sonogówno to: Pojawiasz się przed firmą ok. 5:20 jeżeli chcesz w jako takim spokoju odczekać czas w 10 metrowej kolejce ( które są 3, po jednej na agencję ) przy okazji lustrując inne spie***iny , z którymi będziesz dzielił czas na zmianie. Oczywiście każdy to odwzajemnia bo co tu robić stojąc 10 minut i czekając na kartę dającą Ci przepustkę do Auschwitz Birkenau ( zimą jest wesoło ). Otrzymujesz ową magnetyczną kartę od niezwykle przeuroczej Pani Grażynki, na twarzy której wymalowany jest niesamowity żal co do swojej doli oraz pogarda uderzająca nas w twarz niczym lewy sierpowy Gołoty, zachęcająca do spędzenia kolejnego dnia w wymarzonej pracy. Następnie po wejściu do budynku przechodzimy przez bramkę i tym razem kolejna piękna Pani podaje nam kluczyk od szatni i nakazuje ruszyć w jej kierunku, kierunku obory bo inaczej nie można nazwać tak bardzo jeb**cego pomieszczenia gdzie około 150 chłopa powoduje większe zagęszczenie smrodu niż promieniowanie w Czarnobylu. Gdy już uda Ci się dostać do swojej szafki manewrując pomiędzy patologią, ukrainą, murzynami, starymi dziadami, śmieszkującymi studenciakiami oraz ( nowość ) hindusami możesz wreszcie ubrać firmową koszulkę z biedabawełny, okulary które szybko się upi***olą oraz rękawiczki jeżeli łaskawa pani od kluczyków Ci je dała ( czasami trzeba okazać te z poprzedniego dnia aby potwierdzić, że nie nadają się do pracy - nie kur**a zbieram wszystkie, piorę i sprzedaje na OLX jako produkcyjne białe kruki ). Następnie jest już godzina 5:50 ( ja miałem wywalone i szedłem jeszcze na szluga bo przecież praca zaczyna się od 6 hehe ) i prawilni pracownicy agencji wybierają się pod 'budkę' gdzie zostają przydzieleni do maszyny. Tam niezwykle zorganizowana grupa kierowników przydziela osoby często nie wiedząc gdzie są tak naprawdę potrzebne co skutkuje powrotem pod budkę. Gdy już znajdziesz swoje miejsce w tym barłogu musisz liczyć się z niesamowitą kulturą ze strony najmniej udzielających się w pracy operatów, osób którym głównym zadaniem jest siedzenie przy swym biurku i opier***nie swych podwładnych na maszynie za: 1. brak umiejętności zrobienia czegoś, co nie zostało w jakikolwiek sposób wytłumaczone 2. zbyt powolną pracę ( tutaj akurat w niektórych przypadkach można przyznać im rację, ze względu na ‘niesamowicie produktywnych’ osobników z Ukrainy ) 3. psucie się maszyny ( tak, bo to głównie przez Twoją osobę 50 letnie maszyny sprowadzone do Polski a w Niemczech oznaczone jako gotowe do zezłomowania odmawiają posłuszeństwa XD ). W międzyczasie prawdopodobnie parokrotnie zmienisz stanowisko pracy ze względu na brak zlecenia co skutkuje tym, iż jeśli masz pracę siedzącą, prawdopodobnie musisz po całej hali szukać krzesła lub stać jak widły w wiadomym miejscu. Przerwa na którą łaskawie pozwalają Ci wyjść Twoi pracodawcy trwa 20 minut z czego większość zajmuje wyjście z produkcji, dojście do szatni a następnie udanie się do kantyny w celu spożycia szybkiego drugiego śniadania i jeżeli starczy czasu skoczenia na równie błyskawicznego szluga. Reszta zmiany przebiega równie ‘gładko’ jak wcześniej. Jest jeszcze wiele innych mankamentów wartych szerszego opisania np. wynagrodzenie ( 13 brutto ); slang jakim posługują się pracownicy ( kartony - składaki, żółta/niebieska przywieszka - światełko, pudełka na maszynki - inery [ jeśli dobrze usłyszałem ] ); ilość maszyn, gdzie na większości pracy trzeba uczyć się od nowa, ale takie cudeńka należy przeżyć samemu.
Ogólnie polecam pracę w łódzkim oddziale fabryki Sonoco. :)