Praca za najniższą krajową, co i tak w naszych czasach jest plusem, ponieważ inni pracodawcy proponują pracownikom nawet mniej. Sklepy
są podzielone na dwie grupy ludzi pracujących tam, jedna z nich to betony, przyjmowane do PSS bez żadnego doświadczenia, nie ogarniające
niczego, czasem zastanawiam się czy ta grupa ludzi pamięta w ogóle jak się nazywa, a przyjmowani chyba tylko po to, żeby ilość się zgadzała,
oraz druga grupa, która robi za 2/3 osoby i jest odpowiedzialna za wiele rzeczy na sklepie, zarabiająca tyle samo co grupa pierwsza.
Premia uznaniowa, które pracę drugiej grupy mogłyby zmotywować i nagrodzić jest czynnikiem zanikającym jak widać na przestrzeni 2 ostatnich lat,
tłumaczona brakiem sprzedażowym, co jest całkowitą abstrakcją. Jednak Pani prezes, która na handlu się w ogóle nie zna, zgarnia całą pulę
przeznaczoną na te właśnie premie, a później się wakacjuje to tu, to tam, w między czasie zdobywając nagrody "gazele biznesu" , szmacąc pracowników, przenosząc ich to na inny dział,
to na inny sklep, wręczając nagany z uśmiechem na ustach i ogólnie szukając dziury w całej skrzętnej pracy personelu z drugiej grupy, nie
zapominając o kierowniczkach, które wypluwają flaki, aby sklep dobrze funkcjonował, kosztem własnego życia prywatnego. Nie można również
zapomnieć o odpowiedzialności materialnej, o której była już mowa w trzecim poście, jak również o tym, iż pracownicy pokrywają ze swojej
kieszeni ( która co miesiąc ma ok. tysiąca złotych po odliczeniu manka i całej reszty ) wszystkie szkody na sklepie, takie jak zarysowania
na ścianie lub lodówce, które są robione przez dostawców, stępione noże w maszynie na stoisku wędliniarskim, spowodowane normalnym użytkowaniem,
naprawy kas fiskalnych, których części są plastikowe, czy też kupno nowych foteli, ponieważ te, które mają już kilka dobry lat, ulegają zużyciu,
jest to chore i po za marginesem, ale nikt o tym nie mówi i wszyscy się na to godzą, bojąc się o zwolnienie. Ja pracowałam na Hali Targowej,
gdzie biuro jest tuż za ścianą i wszystkie osoby, które rzekomo na handlu się znają i zajmują się nim, kierują sklepem, zamiast zdać się na
doświadczone kierownictwo, które zna ten sklep lepiej niż one. Przykładowa sytuacja : kierowniczka zamawia towar, w takiej ilości, w której wie,
że zejdzie, nie terminując się i nie narażając personel na dodatkowe koszty, a Pani z biura, lub też Pani prezes zamawia tego towaru 10 razy więcej,
nie przejmując się niczym, myśląc tylko o gratisie jaki wpadnie za to do jej kieszeni. Pomijając kwestie wykładania towaru, gdzie kierowniczka życzy
sobie tak, a chwile później przychodzi Pani "znająca się na tym" i karze zmienić, po czym gości pani prezes, której się to nie podoba, ponieważ
i ona ma na to swoją koncepcję. Pracownicy jakby nie zrobili i tak słyszą, że jest źle, dlatego nikt raczej nie wychodzi po za program i nie stara
się zrobić dobrze. Kolejna sprawa to urlopy, a raczej ich brak, ponieważ tylko kilka osób na hali ma szczególne względy i ma prawo do nich, czy też
dnia wolnego, reszta jest skazana na L4, które również jest zgrozą, nawet w przypadku choroby i wiąże się ze szmaceniem przez najbliższy czas,
ponieważ jak pisałam wyżej, sklep jest podzielony na dwie grupy i ludziom z grupy drugiej nie należy się nic, bo bez nich na sklepie robi się
napięta sytuacja, której betony z grupy pierwszej nie są w stanie ogarnąć. Pomijając fakt, że to właśnie osoby z grupy pierwszej, które szwendają
się po sali i nie umieją niczego po za tym ( nie potrafią obsługiwać kasy fiskalnej , co jest w ogóle paradoksem pracując w sklepie), nie garnące
się na inne stoisko niż sala mają zawsze najwięcej do powiedzenia i to one w swoim odczuciu mają najgorzej, a nie kasjerka, która zarabia tyle
co ona, za dużo gorszą pracę niż chodzenie i gadanie z koleżankami. Podsumowując - nie nadajesz się do żadnej pracy i nigdzie cię nie chcą ?
Ta praca jest dla ciebie. Jeżeli masz jednak swój honor i ambicje, nie wybieraj się tam w żadnym innym celu, nie będącym zakupami i miej nadzieję,
że trafisz na osoby z grupy drugiej, które doradzą i pomogą.