Pracowalam w Modus jakis czas temu.
Opisze ze swojej perspektywy jak to wyglada.
Merchandiser sobie pracuje na hali za glodowa stawke godzinowa. Ilosc godzin zmienia sie wedlug widzimisie klienta (firmy ktora obsluguje merch na hali) a agencja nie ma tu za bardzo nic do gadania (jak sie nie podoba, to klient sobie znajdzie inna agencje).
Oczywiscie sa zapewnienia ze moga polaczyc kilka serwisow jednoczesnie, ale jest to mozliwe tak naprawde tylko w wiekszych sklepach, gdzie w zadanym czasie pracy obleci sie obsluge produktow firm X, Y, Z i wtedy gdy od kazdej mamy stawke godzinowa 5zl, to mnozy sie ja przez ilosc firm jakie sie obsluzylo.
Oczywiscie gdy ktos nas poinformuje o stawce godzinowej np 10zl, to nigdy nie jest powiedziane, ze obowiazuje ona wtedy gdy jest sie pracownikiem sklepu i pracodawca odprowadza od ciebie skladki. W innym wypadku czlowiek "z ulicy" bez dodatkowego zatrudnienia ma z tych 10zl obcinane podatki, ubezpieczenia, skladki i robi mu sie mniejsza kwota.
O w/w kierownicy regionalni merchom nie mowia, bo nawet sami o tym nie wiedza a uswiadamia ich zazwyczaj po awanturze ksiegowosc.
Z wyplata faktycznie jest tak, ze trzeba przyniesc podpisana karte pracy, przez kierownika dzialu/sklepu (sa zlosliwcy ktorzy nie chca tego robic) do swojego kierownika regionalnego i wtedy on taki komplet zebrany od kilkunastu merchow ze swojego okregu wysyla do centrali gdzie wszystko jest rozliczane. Jak merch zapomni, nie bedzie mial podpisu, nie dostarczy karty na czas to wtedy dluzej czeka na wynagrodzenie, bo nie ma bez tego policzyc ile faktycznie pracowal. Praca po godzinach, niedoszacowanie ilosci godzin na obsluge danego klienta na sklepie to droga przez meke. Wynegocjowac sie praktycznie nic nie da...no chyba, ze pojedzie czlowiek osobiscie do biura w stolicy.
Kierownicy regionalni - biedne istoty ktore zapier...aja ze sklepu do sklepu, przez korki, wsie etc zeby zdazyc na czas, zobaczyc jak kto pracuje, jak wyglada ekspozycja, zebrac raport od mercha, spotkac sie z PH danej firmy itd.
Oczywiscie jak uda sie cudem dostac samochod firmowy, to bez klimy - cud miod w lato spotkac sie z przedstawicielem danej firmy albo prowadzic negocjacje z kierownikiem dzialu, kiedy jestes mokra od upalu jezdzac w puszcze.
Kiedys nawet byl wymog jezdzenia w marynarkach, bycia eleganckim itd co przy w/w warunkach bylo malo realne (wygladaj schludnie w marynarce kiedy za oknem +30st a Ty jedziesz puszka bez klimy - good luck).
O pracy osob ktore sa nad regionalnymi nie bede sie dlugo rozwodzila, bo maja rozne obowiazki, ale najczesciej kontroluja prace tych ponizej i zajmuja sie tez nadzorem swoich obiektow i merchow.
Warto dodac, ze praca regionalnych w nocy, po godzinach, to ich chleb powszedni.
Calosc spina dyrektor operacyjny, pan madrala, ktory zna na wszystko odpowiedz, do stanowiska doszedl podkladajac innym swinie i wlazac w 4 litery prezesowi. Hajs sie zgadza, wiec robi wszystko aby ci ponizej nie podskakiwali jak im sie cos nie podoba (np nie jest placone za nadgodziny).
Potem mamy biuro gdzie w ksiegowosci walcza ludzie z milionem umow od merchy (duuuuza rotacja ludzi w ciagu roku, ale to nie dziwne przy takich warunkach i stawkach) i jeszcze wieksza iloscia kart pracy.
Sa jeszcze PM, ktorzy zbieraja do kupy to co wyjdzie z terenu i przesylaja to dalej do klienta, dla ktorego prowadza projekt. Ciagle cisna tych w terenie, aby slali raporty, spelniali wariackie wymogi klienta oraz negocjuja z nim aby dal na dany sklep wiecej godzin, zeby firma miala wiecej kasy.
Sprawa wyglada prosto:
Klient na dany sklep za obsluge mercha daje np 15zl za godzine. Z tego merch dostaje powiedzmy 8zl przy dobrych wiatrach. Zostaje z tego 7zl ktore musi musi wystarczyc na obdzielenie regionalnego, clustra, DO, ksiegowosci, PMow no i wlasciciela/prezesa oraz utrzymanie calej firmy. Nie dziwne, wiec ze cisnieci sa ci maluczcy na dole, zeby jak najwiecej zostalo na reszte.