Po moim trzymiesięcznym stażu w firmie Delphi pozostało już tylko wspomnienie, niekoniecznie pozytywne.
Pierwsza rozmowa rekrutacyjna odbyła się przez telefon, porozmawialiśmy o moim dotychczasowym doświadczeniu, o studiach, rekruterka nawiązała do zainteresowań wpisanych w CV oraz zadała dwa pytania po angielsku. Następnie opisała czym zajmuje się dział i czym miałabym zajmować się na stażu (co bardzo ważne - opisała obowiązki od a do z). Druga rozmowa odbyła się w Centrum Energetyki AGH z jednym z koordynatorów, zadał mi pytanie dlaczego chcę odbyć staż w tej firmie, spytał czy wiem na czym będzie polegać moja praca, spytał od kiedy mogę zacząć i przedstawił stawkę godzinową (wtedy było to 15zł/h).
Po podpisaniu umowy zlecenie byliśmy zobowiązani do podpisania klauzuli poufności, która zakazywała nam opowiadania o tym czym zajmowaliśmy się na stażu.
Szkoleni byliśmy przez innych studentów na stażu, a że przemiał ludzi w laboratorium był chwilami większy niż McDonaldsie poziom szkolenia był bardzo niski. W sumie szkolenie było krótkie i bez sensu, bo i tak przez tydzień musiał pomagać ktoś ze stanowiska obok, chociaż koledzy obok też chwilami nie wiedzieli co w danej sytuacji zrobić.
Pewnego dnia ten sam koordynator, który spytał czy wiem na czym polega moja przyszła praca zrobił nam zadymę, że rozpowiadamy o tym co robimy na stażu, że wszyscy o tym wiedzą co tu robimy, że firma zacznie wyciągać z tego konsekwencje. Nie żeby coś, ale podczas pierwszej rozmowy telefonicznej już na dzień dobry rekruterka opisała zakres obowiązków baaaaaaaaaardzo dokładnie, a ten sam koordynator na rozmowie zapytał czy wiem na czym będzie polegać praca....
Brak konsekwencji to największy problem wśród koordynatorów, np pewnego dnia otrzymaliśmy od nich służbowego maila o tym że mamy zachować dresscode w miejscu pracy wraz z wycinkami firmowej prezentacji na ten temat. Było to żenujące, bo jedna z koordynatorek do pracy przychodziła z dekoltem do pępka, i przy każdym nachyleniu się przy stanowisku pracownika pokazywała wszystkim swój biust potężnych rozmiarów. Było to wręcz niesmaczne.
Ponieważ praca była cały czas przy komputerze i była bardzo monotonna w umowie był zapis, że przysługuje nam 5 minut przerwy na każdą godzinę. W praktyce wyglądało to tak, że ulubieńcy kooordynatorów siedzieli w kuchni na kawie po 30minut smieszkując z nimi, niektorzy wychodzili co godzine na fajke, co zajmowalo wiecej niz 5 minut, a gdy ktos nie palił i nie chciał spouchwalać się z biuściastą koordynatorką dostawał upomnienia, że patrzy przez okno podczas przerwy.
Na staż zawsze było zatrudnionych za dużo studentów co w praktyce skutkowało tym, że walczyliśmy o stanowiska przy komputerze. W teorii czas pracy miał być elastyczny między 7 a 17, w praktyce jeżeli przyszłam o 10 bo rano miałam zajęcia, a wolne stanowiska już się skończyły musiałam czekać aż ktoś pójdzie do domu (czas pracy liczył się od zajęcia stanowiska) lub musiałam iść do domu. To skutkowało tym, że wiele osób miało problem z wyrobieniem zadeklarowanej liczby godzin i nasze pensje mogły zostać obcięte o 10% o ile dobrze pamiętam.
Koordynatorzy analizowali naszą pracę i w razie pomyłek zostawaliśmy zaproszeni do ich boksu, który był otwarty i dostawaliśmy reprymendę, którą słyszeli wszyscy pracownicy, którzy wtedy byli w pracy. Uważam, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Na stażu nie wykonywałam żadnych czynności, które mogłyby przydać mi się w przyszłości, bo pracowaliśmy tylko w jednym programie, który był napisany pod firmę Delphi. Jedynym plusem tego stażu jest to, że mam go w CV i inni pracodawcy myślą, że staż w tak znanej firmie z branży automotive był niesamowicie ciekawy i pełen wyzwań.
Umowy były przedłużane co trzy miesiące. Po upływie moich trzech miesięcy polityka dotycząca wynagrodzeń się zmieniła i wynagrodzenia za godzinę na stażu spadły do najniższej możliwej stawki na zleceniu.
Czy poszłabym drugi raz na ten staż? Nie, bo przez to jak zachowywali się koordynatorzy, jak organizowali pracę w tym laboratorium zraziłam się do firmy Delphi ogólnie i chociaż widzę ciekawe oferty pracy to nawet nie wysyłam CV.