Pracowałam w lubelskim oddziale firmy Coltel i bardzo chętnie się wypowiem... :)
Wytrzymałam tam kawałek ponad miesiąc, niecałe półtora. Właściwie to zwolniłam się zaraz po tym, jak otrzymałam pierwszą wypłatę i minęły zawarte w umowie minimum 30 dni, które od dnia zawarcia umowy muszę przepracować, aby móc liczyć na jakąkolwiek wypłatę.
Rozpocznę od szkolenia, które w moim przypadku prowadził jedyny w oddziale, oprócz kierownika, facet - A. Kompletna żenada. Szkolenie trwa od godziny 10 do 17, z jedną 15-minutową przerwą. Klimat na nim przypomina szkolenie do pracy w Pentagonie czy innym CBŚu. W połączeniu z faktem, że w swojej pracy człowiek będzie jedynie klepał głupoty o garnkach, gotowaniu na parze i życiu bez stresu, to jest po prostu śmiech na sali... Uważam, że Coltel zdaje sobie sprawę z denności swojej pracy, wie również jak jest postrzegany przez społeczeństwo. W związku z tym, przez wysoki klimat szkoleń próbuje ,,przestraszyć' przyszłych pracowników, dać im do zrozumienia że wchodzą do pracy w poważnej firmie. blebleble. Rzeczywiście, bardzo poważna praca. Praca, do której nie trzeba mieć żadnego wykształcenia, wystarczy podstawowe lub jego brak. Śmiech na sali.
Następnego dnia po szkoleniu rozpoczynamy pracę, dostajemy jakieś 20 stron skryptu w związku z czym nie ma opcji, aby się wykazać czy mówić coś od siebie. Skrypt to jakaś żenada, wolę nie przytaczać tutaj jego fragmentów bo przecież jest to tajemnica firmy, za ujawnienie jakichkolwiek informacji grozi sprawa sądowa (:)....). Powiem tak: jeśli kogoś bardzo interesuje jakie bzdury są powypisywane w tym skrypcie to polecam zatrudnić się w coltelu, choćby na jeden dzień. Gwarantuję kupę zdrowego śmiechu :)
Na początku wszystko wydaje się całkiem w porządku, poza tłokiem, duchotą i smrodem na sali. Oczywiście ja wiem, że na sali jednego dnia siedzi ok. 80 osób i ciężko, żeby nie śmierdziało, ale to jest czasami nie do wytrzymania. Szczerze mówiąc cieszę się, że nie pracowałam tam w lecie, bo chyba bym się zrzygała.
Człowiek dzwoni, gada, dzwoni, gada, na początku chce się starać i wydzwonić jak najwięcej, bo przecież na szkoleniu obiecują premie za zaangażowanie się w pracę, za dużą ilość wysłanych zaproszeń, wysoką ilość rozmów wykonanych na minutę itepe (dodam tylko, że wszechobecną polityką panującą w coltelu jest stawianie na ilość, a nie na jakość). Niby tam wstawiają jakieś kropki, zielone i czerwone, ale nic z nich nie wynika XD Ktoś kto ma 134853289507 kropek w miesiącu i tak nie dostanie premii, bo powiedzą mu, że miał słabą sprzedaż. Z kolei ktoś, kto otrzymał jedną czy dwie zielone kropki w miesiącu na premie nie ma co liczyć, bo to po prostu za mało. Czyli podsumowując - premii ani widu, ani słychu. Dodam tylko, że w jednym miesiącu moja znajoma z pracy dostała nagrodę bo wysłała jedną z największych ilości zaproszeń w oddziale. Do wyboru był fartuszek, parasol lub perfumy. Skusiła się więc na to ostatnie, a co. Po powąchaniu tego... aż się dziwię, że przeżyłam :) Niesamowity smród. Sprawdziłam w internecie cenę tych ,,perfum', kosztują one całe 8złotych. Proszę mnie nie zrozumieć źle - nie oczekuję, że firma w ramach docenienia pracownika ufunduje mu zapach od Calvina Kleina za 150złotych. Ale 8 złotych? Żart. Ja więcej płacę za swój dezodorant.
Brnąc dalej w ten syf - moim team looserem była czarnowłosa K. która okazała się być dwulicowym chamem. Dopóki pracowałam jak robot i je***am po 20 zaproszeń dziennie to wszystko było ok, team looser wpadał na pogaduszki, ogólnie do rany przyłóż. No ale czasami i ja miałam gorszy dzień i po prostu mi się nie chciało - wtedy zaczynały się chore jazdy. Team looserka pokazywała swój czarny, obrzydliwy i opryskliwy charakterek. Z A. (ten od szkoleń) też miałam trochę styczności i jest to szef tej handlowej mafii; człowiek tak zadufany w sobie, że brak mi słów; niby wydaje się spoko, a w rzeczywistości jest chamski, obrzydliwie wyniosły, wredny i donosi na telemarketerów. Kierownik M. rżnie cwaniako-zalotnisia, co bawi do rozpuku. Biorąc pod uwagę jakiej firmie szefuje, no i że studiował przez jakieś 15 lat... No nie wiem, co powiedzieć :D :D Jest jeszcze Edyta, która jak wszyscy team looserzy (to chyba jakaś polityka tej firmy) wydaje się bardzo miła, ale jedzie fałszem i obłudą na kilometr. Spróbuj powiedzieć jej, że cokolwiek Ci nie pasuje, a pokaże swoje prawdziwe oblicze - wredne i obrzydliwe. To ona urządza największy cyrk o odrabianie godzin. O reszcie ekipy się nie wypowiadam, bo nie miałam styczności i nie chcę źle mówić.
Odrabianie godzin jest żenadą stulecia, w umowie nie ma ani słowa że jesteś przyjmowany na cały-pół-trzy czwarte etatu. Ani słowa o minimalnej ilości godzin, którą musisz wyrobić. Na początku nikt Ci o tym nie mówi, puszczają Ci tylko wały o elastycznym grafiku i o tym, że jeśli chcesz, to se możesz siedzieć i po 10h w miesiącu. Bo to twój wybór. No ale c (usunięte przez administratora) jaś. Nieświadomie p