miesiąc w poltelowym cyrku14.11.2018 17:51
Inne
Przepracowałem w Poltelu równiutki miesiąc. Dlaczego tak krótko? Powody są dwa. Skończyłem pracę kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, nie mogłem sobie pozwolić na pracę w roku szkolnym Drugi powód - to był cyrk nie praca. Gdyby nie to, że potrzebowałem pieniędzy, a rozwiązanie umowy przez upływem 30 dni wiąże się z obowiązkiem uregulowania kosztów szkolenia to uciekłbym jeszcze szybciej. Zacznijmy może od pozytywów, żeby nie było tak przykro od samego początku ;) Stawka 12 zł za godzinę na rękę moim zdaniem przyzwoita. Wypłata przyszła mi z małym opóźnieniem, ale już nie czepiajmy się tego, nie spodziewałem się, że będzie inaczej. Łatwo tę pracę zdobyć - nie potrzeba doświadczenia, wystarczy być średnio inteligentnym i nie będzie problemu. Rotację mają tak ogromną, że jest im wszystko jedno kogo wezmą. Elastyczny grafik jest faktycznie elastyczny, natomiast jak już się zadeklaruje określone godziny to trzeba je odrabiać w przypadku gdy nie zostały one przepracowane w danym dniu w pełni. To teraz czas na armagedon minusów. Szkolenie - trwa 5 godzin i jest na poziomie dna. Zaczyna się od opowieści o tych sławnych garneczkach Philipiaka, potem po kolei rozdawane są kartki skryptu, krótko omawiane i w sumie tyle. Prawie zero ćwiczeń praktycznych. Pierwszy dzień w pracy wygląda tak, że siadasz przy stanowisku, siada przy Tobie jakiś teamleader i słucha na bieżąco rozmów i każdą komentuje, pomaga, pokazuje co można użyć - to w sumie było bardzo pomocne i nie mogę o tym nic złego powiedzieć. Po jakimś czasie zostajesz już sam i musisz sobie poradzić. Dopóki wykręcasz w porządku wyniki, nikt nic Ci złego nie powie. Miałem jeden bardzo dobry dzień, w którym wysłałem 15 zaproszeń i usłyszałem od teamleaderki, że wszystko robię bezbłędnie. Natomiast kiedy moje statystyki spadły, nagle pojawiają się te błędy. Teamleader nie pomoże Ci ich wskazać - słuchasz swoich rozmów i masz sam powiedzieć co jest nie tak. Będziesz siedzieć tak długo aż się domyślisz. Jak się nie domyślisz to będą Cię wołać jeszcze kilka razy w ciągu twojej zmiany. Omówię krótko obsadę tej cudownej firmy: pan dyrektor M. - mało miałem z nim kontaktu, wydawał się taki nijaki, ale nie mogę nic złego powiedzieć. Dwie kierowniczki - bardzo bardzo pomocne i miłe osoby, które odpowiedzą na każde pytanie i nie bije od nich fałszywością. Bardzo szanowałem ich pracę, bo była naprawdę na poziomie. Czarnowłosa K. - jak masz dobre wyniki to i porozmawia, i się pośmieje. Jak tylko będzie gorzej to zacznie Ci grozić karami i będzie się na Tobie wyżywać jak na dziecku w podstawówce. Wszystkiego masz się domyślić sam, nie da Ci wskazówek jak poprawić swoją pracę. Blond K. - z pozoru miła, ale jak się znalazła na stanowisku teamleadera to ja nie wiem. Uwielbia zabierać na rozmowy, w których wskazuje błędy, które miała gdzieś póki masz dobre statystyki. Lubi też na siłę wymyślać błędy o których nigdy nie wspomniała, ale wmawia Ci, że nie ma opcji, żeby tego nie zauważyła wcześniej. Fałszem śmierdzi na 2 metry. Zadufany w sobie A. - potrafi kompletnie zignorować, że coś do niego mówisz i musisz powtarzać kilka razy, żeby zarejestrował twoje słowa. Jak przyjdziesz do niego z pytaniem to patrzy się na ciebie jak na idiotę gorszego od siebie. Czarnowłosa I. - szczerze pomocna, podchodzi do ciebie jak do człowieka, zawsze wysłucha i doradzi gdy jest taka potrzeba. Jeśli ma jakieś uwagi - przekaże je wprost a nie będzie kazała się domyślać. Nie mogę o niej nic złego powiedzieć.
Treści skryptu nie wolno mi zdradzać - powiem tyle, że wiele razy chciało mi się śmiać czytając te głupoty, które trzeba wciskać ludziom. Pod tymi wszystkimi formułkami promującymi zdrowe odżywianie przekaz jest jeden - bier te gary. Każą oszukiwać rozmówców i mówić, że rozmowy nie są nagrywane - oczywiście, że są. Presja na wynik jest bardzo duża. Wmawiają, że liczy się przede wszystkim jakość rozmów, ale prawda jest taka, że oceniają za ilość wysłanych zaproszeń a nie za jakość rozmów. To nie opinia - to fakt. Krzesła przy stanowiskach się rozpadają, większość stanowisk jest "zarezerwowanych", klawiatury zabrudzone do oporu (powinienem użyć innego słowa, ale i tak by cenzura poleciała, więc nie ma sensu). Niektóre kable od słuchawek są postrzępione do takiego stopnia, że słuchawki mogą przestać działać podczas rozmowy. Na sali jest mnóstwo osób, głośno, czasem gorąco. Praca okrutnie nużąca i wbrew pozorom trochę stresująca ze względu na wywieraną presję. Klepanie tych formułek jest odmóżdżające, a trzeba się ich trzymać słowo w słowo, inaczej zaraz ktoś przyjdzie i się o to doczepi, nawet jak dodasz jedno zdanie, które nic nie zmienia.
Podsumuję krótko - jeśli masz silne nerwy i potrafisz mieć wszystko gdzieś i możesz klepać w kółko jedno i to samo - dasz sobie radę, wytrzymasz. Osobom z mniejszą odpornością psychiczną stanowczo odradzam.