Zazwyczaj nie zostawiam opinii ani komentarzy. W tym przypadku sposób przeprowadzenia rekrutacji skłonił mnie jednak do podzielenia się swoim doświadczeniem.
Zostałam zaproszona na drugi etap rekrutacji na stanowisko Executive/Personal Assistant. Chaos organizacyjny był widoczny od samego początku. Zaproszenie dotyczyło spotkania w siedzibie firmy z kilkoma osobami. W dniu rozmowy zadzwoniono do mnie z informacją o zmianie składu. Na miejscu okazało się, że dołączy jeszcze obecna asystentka, która przekazuje swoje obowiązki, choć wcześniej nikt o niej nie wspominał. Tuż przed spotkaniem, na korytarzu, usłyszałam, że stanowisko będzie jednak wspierać CEO, a nie General Managera, ponieważ moje oczekiwania finansowe przekraczały założony budżet. Doceniam otwartość, ale takie ustalenia powinny zapaść, zanim kandydat zostanie zaproszony na spotkanie.
Sam proces jest moim zdaniem nieproporcjonalnie rozbudowany. Obejmuje kilka rozmów, test osobowości oraz dzień próbny w firmie, który, z tego co rozumiem, jest nieodpłatny. Pracowałam w wielu międzynarodowych korporacjach. Najlepsze z nich prowadziły rekrutację na stanowiska dla doświadczonych osób w dwóch krokach: krótka rozmowa z rekruterem, a następnie rozmowa z przyszłym przełożonym i przedstawicielem HR. Szukając ludzi z doświadczeniem, potrafiły zadawać trafne pytania i zaufać kompetencjom kandydata.
Od początku miałam wrażenie, że rozmowa ma wykazać, że nie spełnię oczekiwań firmy. Jedna z osób przyjęła postawę, którą odebrałam jako pasywno-agresywną, a jej rola w spotkaniu nie została mi przedstawiona. Padło pytanie o to, jak wygląda mój typowy dzień, mimo że zakres moich obowiązków jest szczegółowo opisany w CV. Pojawiły się też oczekiwania w rodzaju pilnowania, czy przełożony ma kawę, albo wysyłania koszul do pralni. Pracowałam dla członków zarządu i osób HNWI. Takie zadania należą do personelu domowego, a nie do EA/PA, a we współczesnym przywództwie są postrzegane jako przeżytek i po prostu nie na miejscu.
Dopytywano mnie również o doświadczenie w zarządzaniu „projektami biznesowymi”. Przykład z pracy na stanowisku Office & Operations Manager okazał się niewystarczający. Tymczasem istotą zarządzania projektem jest planowanie, koordynacja i dotrzymanie terminów, niezależnie od tego, jak projekt się nazywa.
Usłyszałam także, że firma pracuje z wykorzystaniem AI, tak jakby miała to być dla mnie nowość. Na co dzień korzystam z narzędzi AI i stale się w tym zakresie szkolę.
Zapytano mnie też, czy mam doświadczenie we współpracy z osobami z poziomu C-level i czy potrafię się z nimi komunikować. W moim CV widnieje informacja, że współpracowałam. Dodam, że z każdym komunikuję się w ten sam sposób: z szacunkiem. Usłyszałam również, że w firmie odbywa się w ciągu dnia bardzo wiele krótkich spotkań. Osobiście odbieram to jako sygnał ostrzegawczy, bo zostaje niewiele przestrzeni na pracę wymagającą skupienia.
Po spotkaniu wysłałam do osoby prowadzącej rekrutację maila z podsumowaniem i informacją, że nie widzę obustronnego dopasowania. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, nawet krótkiego podziękowania za poświęcony czas.
Moja rekomendacja dla firmy jest taka: warto zaangażować w proces osobę z doświadczeniem rekrutacyjnym, przygotować się do rozmowy na podstawie CV kandydata i ustalić profil stanowiska przed zaproszeniem kandydatów. Osobom z dużym doświadczeniem radzę dobrze się zastanowić, czy chcą inwestować swój czas w ten proces.