TIG/informatyk/złota rączka08.01.2025 10:17
Były pracownik
biuro poznałem na początku zeszłego roku, ok. wiosny. Jak dzwoniłeś do biura to od razu wiedziałeś, że była pełna obsada, Atmosfera od razu robiła się ciężka, a kontakt z biurem trochę nerwowy, czuć było napięcie. Ale jak trafiłem na bardziej kameralny skład, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Była Pani Klaudia, jej koleżanka i raz miałem okazję rozmawiać, o ile dobrze pamiętam, z dyrektorem (chyba Piotr albo Paweł). Gość naprawdę w porządku. Wtedy poczułem, że da się tam „normalnie oddychać”.
Bywało, że miałem kontakt z Panią Klaudią. W ciągu dnia dało się wyczuć, że atmosfera w biurze jest gęsta, czasem rozmowy były krótkie i konkretne, lub długie ale też dość spięte i nerwowe. Jednak po godzinach pracy, rozmowy wyglądały zupełnie inaczej. Była spokojna, konkretna, a przede wszystkim pomocna. Widać było, że stara się mimo wszystko, nawet jeśli była zmęczona.
Dziewczyny były zawsze konkretne i dobrze ogarniały swoje obowiązki. Nawet jak miały na głowie gorące tematy albo jakieś inne projekty, to nie zbywały mnie na później. Zawsze starały się załatwić sprawę od razu, chociaż przez to zajmowało to trochę więcej mojego czasu. Ale miałem pewność, że temat będzie ogarnięty. Dla mnie jako pracownika w delegacjach z kontaktem telefonicznym, dziewczyny były profesjonalne, ale przy tym ludzkie. Z nimi rozmowa nie była sztywna, tylko normalna, z takim podejściem, że faktycznie chciały pomóc, a nie tylko odhaczyć kolejny telefon.
Częściej jednak miałem kontakt z jej koleżanką taka ala opiekun można powiedzieć. W godzinach pracy rozmowy z nią były często nerwowe i momentami nienaturalne, jakby próbowała ukryć emocje albo nie mogła powiedzieć tego, co naprawdę myślała. Czuć było, że czasami mówiła coś wbrew swojemu podejściu do pracownika, jakby narzucono jej inny ton czy sposób rozmowy. Nie obwiniam, atmosfera w biurze wyraźnie wpływała na to, jak wyglądała komunikacja. Po godzinach pracy jednak tak jak P. Klaudia była chyba „sobą” (nie wiem nie znam tych pań tak blisko ale byla bardziej skłonna do długich rozmów wyjaśniających temat rozmowy), otwarta i naprawdę pomocna. Zawsze było czuć, że dziewczyną zależy na tym, żeby wszystko było w porządku.
Imienia koleżanki nie podaje bo słyszałem że nie współpracuje już z firmą więc nie ma co tu rzucać personalnie.
Tacy ludzie jak te Panie to prawdziwy skarb w każdej firmie i zasługują na szacunek, bo to dzięki nim można było odczuć, że ktoś tam jeszcze faktycznie dba o człowieka, a nie traktuje jak „eurasy” za godzinę wpadające na konto.
A z szefostwem, tutaj już inna sprawa. Rozumiem komentarze ludzi z delegacji, bo sam kilka razy miałem przyjemność trafić na kontakt „z góry”. Najczęściej była to Pani, która chyba przechodziła kryzys wieku średniego i zamiast zachować profesjonalizm, wolała udowodnić, że „ma jaja” kosztem pracownika. W efekcie z biznesmenki robiła się tandetna wiejska kierowniczka (usunięte przez administratora). Jak coś się działo, zamiast wsparcia, miałeś wrażenie, że rozmowy wyglądały jakby motto brzmiało: „masz problem? To (usunięte przez administratora)
oleje komentarz do tego podejścia, bo nie buduje firmy. Ale słyszałem od ludzi na projekcie, że jak do tej Pani wkręcisz trochę słodkich bajerów, czy puścisz jakąś ładną gadkę, to od razu rozpuszcza się i można z nią normalnie pogadać, a nawet uzyskać korzyści w postaci proszonych udogodnień. np. robocze spodne/buty itp., albo wsparcie przy niezadowalających warunkach kwaterowych. Nie wiem, czy to działa, ale zostawiam to jako radę dla tych, którzy podejmą współpracę.
Jako przykład tego empatycznego szefa, mogę podać spawacza, z którym przeciąłem drogi na projekcie. Mareczek to specyficzny starszy gość, który miał swoje problemy finansowe i zdrowotne, ale ogólnie był w porządku. Gość był spawaczem chyba tigowcem nie pamiętam nawet już, ale był spawaczem. Wiedząc że chłop łapie się każdej pracy przez problemy (bo podobno to nie był jego pierwszy projekt), dostawał (usunięte przez administratora) euraski za godzinę w porównaniu do stawek spawaczy. Jak prosił o podwyżkę, czy o zaliczkę na długi, to od razu był mieszany z przysłowiowym gównem. A przecie to Jego problem, jak nie dostanie wypłaty przez zaliczki. Szef jeszcze próbował z nim rozmawiać, nie wybuchał aż tak bardzo. Natomiast wspomniana wyżej Pani od razu leciała ze swoim słownikiem języka Karyny, a może i gorzej. Szkoda chłopa bo był specyficzny, ale mimo wszystko pomocny i towarzyski misiek, na którym można zarobić kilka eurasków więcej.