Pracowałam w Arcade Bee jako Event Manager i długo zastanawiałam się, czy w ogóle zabierać głos publicznie. Po przeczytaniu ostatnich odpowiedzi firmy i części „obronnych” komentarzy stwierdziłam jednak, że warto opisać to z perspektywy osoby, która była w środku tych wydarzeń.
Najbardziej uderzające jest to, jak bardzo firma próbuje sprowadzić całą sytuację do „emocji po zmianach personalnych”, podczas gdy problemem nigdy nie były same zmiany, tylko sposób traktowania ludzi po ich wprowadzeniu.
W praktyce wyglądało to tak:
* zwolnienia z dnia na dzień,
* atmosfera strachu,
* publiczne wywieranie presji na pracownikach,
* pasywno-agresywne komunikaty na grupach,
* sugerowanie konsekwencji wobec osób, które miały odwagę wyrazić swoje zdanie,
* chaos organizacyjny przerzucany na szeregowych pracowników,
* oraz management, który zamiast brać odpowiedzialność za własne błędy, próbował uciszać dyskusję i „zamykać temat”.
Trudno mówić o „pojedynczych emocjonalnych opiniach”, kiedy w krótkim czasie odchodzi lub zostaje zwolniona duża część zespołu, barmani rezygnują masowo, a pracownicy wprost piszą, że boją się odzywać na grupach firmowych. Dochodziło do sytuacji, w których po błędach organizacyjnych po stronie managementu — np. niepoprawionych grafikach po zwolnieniach — odpowiedzialność i pretensje przerzucano na cały zespół.
Szczególnie ironicznie brzmią dziś hasła o „budowaniu zespołu”, „zwalczaniu toksyczności” i „szacunku”, skoro jednocześnie dopuszczano sytuacje, w których pracownicy byli publicznie rugani za błędy organizacyjne managementu. Tekst „prowadzę biznes, a nie przedszkole” bardzo dobrze podsumowuje styl zarządzania, który zapanował w lokalu.
W moim przypadku rozwiązanie umowy odbyło się w sposób całkowicie nieprofesjonalny i oparty na zarzutach, które okazały się bezpodstawne. Po skierowaniu sprawy do prawnika firma wypłaciła mi odszkodowanie oraz wydała nowe świadectwo pracy. Każdy może sam wyciągnąć wnioski, jak bardzo wcześniejsze decyzje były „słuszne i zgodne z prawem”.
Dodatkowo do dziś pozostają niewyjaśnione kwestie rozliczenia prowizji za eventy przypisane mi i prowadzone przeze mnie w ramach obowiązków Event Managera. W dniu zakończenia współpracy przekazywałam zestawienie wydarzeń oraz kwot, od których zgodnie z obowiązującym systemem wynagradzania przysługiwała prowizja. Po zwróceniu uwagi, że część eventów nie została uwzględniona w rozliczeniu, nie otrzymałam już żadnej konkretnej odpowiedzi ani wyjaśnienia.
Najciekawsze jest jednak to, że zamiast realnej refleksji nad tym, dlaczego tylu ludzi mówi o tych samych problemach, firma i część komentujących skupiają się głównie na przekonywaniu, że „to tylko rozgoryczeni byli pracownicy”. Tylko że frustracja zwykle nie bierze się znikąd.
Nikt nie oczekuje idealnego miejsca pracy. Ludzie oczekują po prostu podstawowego szacunku, uczciwej komunikacji i traktowania zgodnego z prawem pracy. I właśnie tego tutaj zabrakło najbardziej.