Widzę że dużo się nie zmieniło to dam swoje notatki sprzed pół roku:
Rozmowa: kombinowanie szefa żeby zgodzić się na pensję poniżej widełek z oferty. Oczywiście na zleceniu 2 miesiące. Raz słyszałem majster do kogoś "na umowę musisz sobie zasłużyć".
Na stanowisko wrzucony bez żadnego szkolenia, bez stroju roboczego (własny dostałem po 2 miesiacach), po prostu ucz się od innych i na błędach.
Wnioski o urlop 5 dni przed, ale o nadgodziny potrafią zapytać w czwartek, bo nagle nie wyrobią się z wysyłką na poniedziałek. Nie chcesz przyjść, pogrożą kodeksem. Bywają dni bezrobocia gdzie dają cię na jakieś inne stanowisko, "kolega wyjaśni". Bez szkolenia na prasy. Gdzie kolega musi wyjaśnić, i jednocześnie wyrobić swoją normę.
Na święta zakład zamknęli na 2 dni, każąc nam użyć swoje dni urlopowe.
Odlepione normy: Mierzyli ile czasu mierzy się pojemnik. Wymyślili 7,5 pojemnika na zmianę, gdzie faktycznie wychodzi 4-5. Teoretycznie wykonalne, pod warunkiem że wózkowy (często jeden na dwie hale) nie ma kolejki potrzebujących i trafi się idealny pojemnik. Chyba że się spieszysz to (nie mając UDT) sam jedziesz, o co majster czasem poprosi jak nie ma innego wózkowego.
Jeśli masz pojemnik do wymiany to idziesz do wózkowego zarezerwować sobie wizytę za kilka minut do nawet godziny. Majstrowie powiedzieli żebyśmy do nich dzwonili, ale nic to nie zmieniło, bo albo powie że ogarnie wózek, a potem czekasz godzinę (i okazuje się że w ogóle nie dostał informacji od majstra), albo w ogóle nie odbierze bo jest zajęty staniem na apelu z innymi ludźmi z biura słuchając nerwowych rozprawek na apelach szefa. Bywa że nie ma majstra kilka godzin z rzędu, bo tak został zamęczony. W tym czasie radź se sam.
Kiedy majster chce żebyś ogarnął resztkę problematycznych pojemników które zostały, i tak będzie marudzić że nie zrobiłeś normy. Bo wszystkie pojemniki są idealne i robi się je tyle samo, co nie.
Był też problem z przegadaniem szefa żeby kupił nowe... młotki. Stare 2-letnie się prawie zużyły, już metalową ramką młotków uderzamy kolumny bo cała główka zdarta. A problem w tym że te młotki kosztują podobno aż 300zł. 900zł na całe 2 lata żeby było nam wygodniej i sprawniej szło (czyli długoterminowy zysk). Jak dostaniemy klucze grzechotkowe to też jest święto, dopóki ktoś ich nie zabierze. Nie obchodzi ich wygoda pracownika.
Narzędzia długo u nas nie bywają, szczególnie luksusowe jak klucze grzechotkowe. Wejście na zakład przez bramy dla wózków. Żadnej ochrony, tylko kamery. Jak chcesz to w sumie możesz szybko wziąć do kieszeni i nikt nie zauważy. Potem musisz prosić majstrów żeby przynieśli narzędzia nowe, gdzie często zignorują to nic nie mówiąc, albo "przecież dopiero co wam narzędzia dawaliśmy gdzie je zgubiliście", "jakoś dotychczas wam nie brakowało to czemu dopiero teraz pytacie".
Najgorsze wychodzi na pomiarze, ostatnim etapie. Regularne jest że trafia pierwsza sztuka pojemnika kiedy już całe auto zostało wyspawane a połowa zmontowana, i nagle okazuje się że jest walnięta rama, słupki lub otwory (które muszą być do 0,5mm). I wszystko już zmontowane i polakierowane wraca spowrotem na spawalnię.
Pod koniec miesiąca wywieszana jest lista obecności. Sama ta lista wystarczy do ukarania firmy. Ukraińcy robiący 12h/6d a czasem do tego 6h w niedzielę. Okazjonalnie dni z wpisanymi 13/16/17h (szkoda że zdjęć nie robiłem).
Zbędne zalecenia: Mieliśmy sprawdzać dokładność ramion pomiarowych. Zapomnieli. Półtora miesiąca później szef zdziwiony dlaczego nie sprawdzamy. Postawili szafkę na elementy do testu ramienia, do których mieliśmy dostać kluczyki. Miesiąc później wstawili tam wszystko i zostawili kluczyk na wierzchu. Dotychczas nigdy nie sprawdzaliśmy, cisza.
BHP obowiązuje wybiórczo. Przed przyjazdem Niemców z siedziby - godzina stop produkcja i sprzątanie na błysk.
AC nie istnieje. Na zewnątrz -5C, na hali chodzisz w kurtce (zupy kodeksowej nie dostaniesz). 20C, i w koszulce (uwielbiam kaleczyć się o pojemnik bez kołnierzy). Na nowej hali trochę lepiej, nie śmierdzi spawaniem i lakierem, ale częściej przychodzą osoby z biura które na start mają do ciebie pretensjonalne nastawienie. Nie każdy ale tak.
Raz szef wpadł na genialny pomysł wymieniania po nazwiskach na zebraniu kto nie dostał premii i za co.
Puściła butla z gazem na wózku. Śmierdziało mocno pół godziny. Ktoś przyniósł wiatrak z biura. Żadnej ewakuacji, jak sami wyszliśmy majstrowa kazała wrócić na halę, a jednej osobie dała maskę kowidową XD
Szef robi ludziom z biura wielogodzinne apele o niczym. Zawsze nerwowym głosem, jakby miał kogoś zaraz okrzyczeć. Widać lęk we wszystkich, a kiedy szefa nie ma, sami są do ciebie wredni. Agresja działa hierarchicznie.
Robiłem 2 dni na montażu kolumn. Zwykle słyszałem z tamtąd chichoty, najweselsze stanowiska się wydają. Jednak to tylko radzenie sobie z sytuacją. Ciągłe poszukiwania czegoś, przynoszenie elementów na stanowisko, jednocześnie normy. Okazjonalny płacz i półżartem sugestie tabletek uspokajających. Czuć wieczną pogoń.