Kokodżambo09.01.2022 19:10
Były pracownik
Arynga w Łodzi była miejscem gdzie nikt "konkretny" nie chciał na początku pracować bo "kto pójdzie do jakiejś Aryngi". Będę używał zmyślonch ksywek ... Aryngę w trudzie zakładali Boss i Jerry. Potem doszły jakieś dwie osoby. Nie byli to topowi deweloperzy w Łodzi ale byli bardzo oddani firmie. Arynga miała rozwijać CarSync – projekt stworzony przez openRnD. Projekt, który nie rokował już za bardzo na sukces dlatego został zepchnięty na boczny tor. Praca szła czasem nawet w weekendy. Czasem nieodpłatnie bo tak wszystkim się podobało w Aryndze. Mała grupa pracowała za trzy osoby bo nie było pracowników. Do tego openRnD, choć pobierał pensję za pełną asystę, przekazywanie wiedzy traktował po macoszemu. Sytuacja wyglądała na zasadzie "Naucz się (usunięte przez administratora)linuksa". Potem przyszli młodzi deweloperzy po studiach. Zostali przyjęci bardzo dobrze. Mieli niski próg wejścia i pełną pomoc. Od razu zostali potraktowani jak bracia. Boss nie ingerował zbyt agresywnie w to co robiono dzięki czemu wszyscy mieli silny imperatyw, żeby pracować i ciągnać sprawę dalej. Do pracy przychodziło się jak do domu (z taką przyjemnością). Pomimo znikomej pomocy dało się doprwadzić ten prototyp do stanu, w którym mógł być pokazywany na imprezach typu Consumer Electronic Show. Poustawiano serwery, opublikowano portal. Boss ustawił całą infrastrukturę od zera. Z czasem okazało się, że system jest na poziomie średnim, takim studenckim a był reklamowany frajerom ze Stanów jako rewolucja. W Stanach nikt nie był za bardzo techniczny.