To co się dzieje w Primark, to naprawdę, żałosna i smutna imitacja tego co mają za granica inni pracownicy. Ja wiem i rozumiem, że to dopiero otwarcie, nowy sklep w nowym kraju w dodatku pierwszy. Obiecują, ale gdy przychodzi co do czego to nie macie na co liczyć w wielu sprawach.
Manager waszego działu? Nie zobaczycie go czasami przez miesiąc bo mijają wam się zmiany, albo go zwyczajnie nie ma, bo jest ich za mało na ilość działów. Elastyczny grafik i dyspozycyjność? Zapomnijcie. 3 soboty pracujące, na pełnym etacie, a jak by mogli to i cztery by były. Godziny pracy? TRAGICZNE. Nie idzie się dogadać z menago o inne godziny niż wam nawymyślał i nie ważne czy pracujecie w innej robicie dodatkowo, czy macie studia. Nie i już, bo to by znaczyło, że musza usiąść i coś zmienić, a chyba są też od tego, aby takie rzeczy robić.
Zapomnijcie o życiu po pracy. System zmianowy bardzo często nie istnieje i są miesiące, w których pracujecie przez 3 tygodnie od południa do 22.30 albo na odwrót. Przecież nie idzie iść do lekarza, załatwić spraw prywatnych, nie wspomnę już o innych rzeczach. Pracownicy plotują wzajemnie na siebie, supervisorzy panosza się jak króle po swym dworze. Nie wspomnę juz o jakiś chorych akcjach i przedziwnych skargach. Bardzo się zawiodłam na tej firmie i nie wybaczą mi tego ani wielkie zaplecza gdzie można zjeść cholerny obiad. Bo atmosfera jest okropna. Nic nie idzie dogadać. Komunikatywność jest tragiczna, grafiki rzucane dzień przed nowym miesiącem czasami.
Pracy jest od groma i to normalne, ale było mówione, że będzie pracować 250 osób, żeby każdy miał swoje miejsce i ogarniał na 100%, a jest tak że nie ma nas nawet 100 i zapierdzielamy na 7 różnych działach w pojedynkę bo NIKOGO nie ma.
Chcesz iść do łazienki? Napić się? Musisz szukać swojego mango lub supervisiora, ale nie możesz oddalić się ze swojego departamentu. Chore nie? Mam czekać aż ktoś mnie łaskawie znajdzie ( a bardzo często nie ma nikogo na CAŁE PIĘTRO) by iść siku na 2 minuty.
Płaca? 2700 netto na pełen etat za tyle co robisz, nie wynagrodzi Ci tego. Przysięgam, ze nie zajmujesz się tylko swoim działem, zajmujesz się wszystkimi innymi do okoła, czasami sam rozstawiasz dostawy z 3 różnych zupełnie działów bo nie ma komu, wracasz do domu, jesteś padnięty, nic nie zrobisz bo następnego dnia na 6 do pracy, więc życie mija Ci przez palce.
Studiujesz? Najlepiej przestań, nikogo nie obchodzi, że napracowałeś się by dostać się na studia. Chcesz tu pracować za te pieniądze? To zrezygnuj ze studiów, nikt nie pójdzie ci na rękę z grafikiem, a jeśli juz to jesteś na czarnej liście.
Jedyne rozwiązanie dla studentów tutaj to iść na kasy gdzie nie można mieć pełnego etatu choć na rozmowie rekrutacyjnej było mówione co innego. To jest tragedia. Chciałam się kiedyś przenieść z doradcy na kasy, bo tam chociaż możesz znaleźć kontakt z supervisorem i ogarnąć z nim jakoś sprawę, ale zaproponowali mi etat, na którym nie przeżyjesz w warszawie :)
Nowa umowa? dowiadujesz się dzień przed czy chcą cie czy nie. Ludzie tydzień chodzili zestresowani, rzygali i płakali bo bali się, że zostaną zwolnieni dzień przed końcem umowy i będą musieli szukać nowej roboty w czasach pandemii.
Firma była naprawdę zarąbista na początku. Widać było, że chcieli, ale gdy tylko towarowaliśmy sklep, to wszystko zniknęło. (usunięte przez administratora)
PRacowałam w wielu miejscach handlu, w wielu galeriach, w wielu było coś podobnego, ale tutaj? Wiem że to wielka firma, ale takie nieogarnięcie i stawianie przed pracownikiem faktu dokonanego "Albo studia albo praca" to są żarty. Nikt nie traktuje nas poważnie, jesteśmy po prostu "do zastąpienia", mówią, że chcą stałego personelu, a zupełnie menago czy supervisorzy nie starają nie nas trzymać w tej firmie, wręcz przeciwnie.
Jedyne plusy, całkiem okej opieka zdrowotna i karta Multi sport, ciekawe zaplecze, gdzie możesz zjeść.