esdi27.11.2023 00:29
Inne
Pan weterynarz pomimo otaczania się płcią bardzo piękną (podczas moich wizyt były chyba 2 blondynki, (usunięte przez administratora) i szatynka) nie potrafił zdiagnozować przypadłości kota. Były badania, kroplówki, w stanie (według ich słów) terminalnym zwierzaka zabrałem, żeby dokończył dni w domu a nie tam. Poszukałem innych lecznic, nie było może szybko ale znalazłem. Kot został wyprowadzony na prostą. Niestety po ok. półtora roku był nawrót choroby, tym razem zakończony uśpieniem. No ale gdyby podczas tych pierwszych miesięcy udało się poprawie zdiagnozować i zacząć LECZYĆ chorobę a nie WYCIĄGAĆ kasę za kolejne badania mogłoby do tego nie dojść. Zwłaszcza, że z tego co pamiętam od innej lekarki była to raptem jedna z kilku opcji u kotów, czyli żadna magia. Nie mówiąc już o samym obchodzeniu się ze zwierzęciem. Nie lubię wtrącać się w czyjąś pracę ale przytrzymywanie siłą - i nie mówią tu o koniecznych zabiegach, bo wiem, że zwierzę nie współpracuje - ale o przyduszaniu przerażonego i niemal oszalałego zwierzęcia to nie jest zwykła praktyka weterynaryjna. Kot po wizycie potrafił nie wychodzić z kąta za fotelem przez pół dnia.
Był oto dobre kilka lat temu, więc oceniam przez pryzmat roku 2013-2015. Teraz znów mam kota a właściwie dwa i nie polecam nikomu tam zaczynać przygód jeśli "stara gwardia" z łysawym panem tam nadal funkcjonuje.