Proces rekrutacji na żenująco niskim poziomie. Są 2 etapy: pierwszy to rozmowa przez telefon, drugi - test na miejscu. Test trwa TRZY godziny. Rozmowa kwalifikacyjna na żywo wygląda raczej jak zatrudnianie kogoś do sklepu (5 minut, bez planu, z doskoku). Podobała mi się forma testu (rzetelny sprawdzian umiejętności) i opis stanowiska, więc wciąż byłam zainteresowana. Odpowiedź miała być w ciągu dwóch tygodni. Jak się domyślacie, kontaktu zero. O ile można przymknąć na to oko w sytuacji, gdy odbywa się tylko rozmowa, to nie wtedy, kiedy kandydat poświęca na test trzy godziny życia (nie mówiąc o dojeździe)! Nie mieści mi się to w głowie, że nie wysłali nawet automatycznego maila z odmową. Choć przyznam, że wrażenie nieprofesjonalizmu pojawia się natychmiast po wejściu do pomieszczenia agencji, więc nie powinnam być zaskoczona. No i to, że pracownica zdążyła obgadać do szefa pół firmy, gdy ja obok robiłam zadanie, też wiele mówiło o tej firmie. No nic. Nieprofesjonalizm, brak szacunku do kandydata, chaos organizacyjny i raczej krzywe relacje od środka.