Zatrudniając tam, licz się z tym, że: pracownicy są lepsi i gorsi. Ci, którzy kierownictwu nie podejdą z automatu będą szkalowani. Zarząd lubi sobie wybierać "chłopców do bicia", nie ma znaczenia plec, biuro, czy produkcja. Praw pracownik tam nie ma. Przykład: rozcięta ręką na hali, pracownik na pogotowie a zaraz za nim Pan od BHP, żeby podpisał, że nie stało się w pracy. 80% L4, rzecz jasna. Inny: pracownik dostaję przepukliny pacheinowej od dźwigania prawie stu kilowych rolek z bobiniarki. Oczywiście kierownictwo ma to w poważaniu. Bierze L4, jedno, drugie, wylatuje na zbity...Bo już jest nieproduktywny. Nadgodziny mile widziane, niepowiedziane wprost ale lepiej zostań. Wydzwanianie po pracownikach, którzy ledwo zeszli ze zmiany, też. Jak masz pecha, to przez rok nie dostaniesz urlopu. Acha i tylko część zarządu z nazwiskiem na "R" ma rodzinę i dzieci. Także nie myśl sobie, że jakikolwiek powód jest istotny, by zejść ze zmiany. Jeśli przyniesiesz L4 w tym samym dniu, w którym stawiłeś się w pracy i tak masz przyjść na powrót i siedzieć aż ktoś łaskawie Cię wypuści. Gorączka czy infekcja nie ma znaczenia dla zarządu. Ty nie masz praw, tylko oni. A Gazele Biznesu gonią. Daj sobie spokój. Albo wejdziesz tam, gdzie nikt nie powinien wchodzić nikomu albo będziesz kozłem ofiarnym. Lojalność najczęściej kończy się na braku podwyżki. Ten pseudo korporacyjny vibe to buraczana krakowska kpina. A zachowanie zarządu wiele świadczy o ich "poziomie", szczególnie jeśli chodzi o kulturę osobistą. Rok tam wystarczył, zdecydowanie. Type dobrze, że dyrektor zakładu, który nie uczestniczył w konferencjach przestał się ośmieszać i zajął się swoim hobby. Do tego łażenie z dziećmi po hali, żeby mogły sobie pooglądać pracowników jak małpki w zoo, ku uciesze małżonek zarządu. Premie w kopercie, za chwilę na konto. Jak był zły kaprys albo kac przełożonego to premii brak. Ale spokojnie. Potomstwo przejmie ten (usunięte przez administratora) i będzie kręcić się dalej.