Kadra(usunięte przez administratora)sprawia wrażenie jakby bawiła się w poważną firmę, którą nie jest. Kluczem doboru ludzi na stanowiska jest zasada "mierny, bierny (w inicjatywie), ale wierny". Rekrutują pracowników z najniższego szczebla rynku pracy, takich którzy nie mają kwalifikacji, doświadczenia czy innych argumentów, które dałyby im jakąkolwiek pozycję negocjacyjną dla opierania się wewnątrzakładowemu reżimowi i coraz to nowym idiotyzmom wymyślanym przez tych na górze. Stąd dominuje dzieciarnia zaraz po szkole (która dla wpisania sobie jakiegokolwiek doświadczenia w CV zrobi wszystko) oraz inne osoby ze słabymi perspektywami na lepszą pracę. To na takiej - niemającej wyboru - kadrze feminokracja (CSVK to dobry przykład tego, dlaczego w najlepszych firmach na Zachodzie, choćby w Niemczech tak mało jest kobiet na stanowiskach kierowniczych)(usunięte przez administratora) wymusza ślepe posłuszeństwo na pracownikach każdego szczebla. (usunięte przez administratora)No więc trudno tam zliczyć dwa dni, żeby te (usunięte przez administratora) nie wymyśliły jakiejś nowej regulacji, przepisu, restrykcji, normy czy obowiązku, których ślepą implementacją zaraz zajmują się (usunięte przez administratora) służalcy niższego szczebla (ci z góry najwyraźniej muszą się przed kimś wykazać biurokratyczną płodnością). Wszystko podlega regulacjom. Będziecie mieli czas odmierzany co do minuty, krótką 15-minutową przerwę (oczywiście nie wolno jej spędzać na zewnątrz). Czas pracy mierzony na 2 urządzeniach, codzienne niezliczone logowania do kolejnych kont - Slack, mail, github... Rano pracownik musi przebić się przez taką zaporę logowań, a jeśli nie wyrabiasz się z tym na 6:00, to od (usunięte przez administratora) w końcu usłyszysz, że "trzeba przychodzić wcześniej" - innymi słowy robić dla firmy free-gratisowe minuty, do czego zresztą większość została już skutecznie przyuczona. "Zamulający" komputer? - twój problem - przychodź wcześniej. Dwóch podsiadających się na przemian pracowników na jeden komputer? - twój problem. Za to w biurokratycznym szale generowania nowych przepisów tamtejsze "ministry" będą kontrolować nawet to jak i gdzie parkujesz. No więc nagrodą dla tych przychodzących najwcześniej jest, to że mają nakaz zajmowania najdalszych miejsc parkingowych, u sąsiada za płotem. Parkować można tylko tyłem. Jeśli ktoś się nie podporządkuje i zaparkuje nie tak jak należy, to są robione zdjęcia takiej zbrodni, a właścicieli aut zaprasza się na dywanik. Narzucane tam niemal codziennie nowe zasady i przepisy zwykle utrudniają jedynie pracę, skracając czas jej efektywnego wykonywania, wydają się zwykłą sztuką dla sztuki, a ostatecznie służą chyba tylko do tresowania pracownika w posłuszeństwie. Zajmując się wymyślaniem kolejnych bzdurnych, trawiących wydajność, zasad, "przesiewają przy tym komara, połykając wielbłąda". Kiedy zbrodnią staje się parkowanie przodem, w tym czasie "magazynierzy" z łapanki śmigają na wózkach widłowych wysokiego składowania (usunięte przez administratora). PIP się obłowi. Widać kompletny brak obycia z podstawowywmi zasadami fizycznego (nie zza ekranu komputera) magazynu. BHP magazynowe leży i kwiczy. Pracownicy nieraz bez obuwia ochronnego (mogłoby przecież nie pasować do sukienki (usunięte przez administratora)), chylące się ku upadkowi palety piętrowane nad głowami, rozchwiane (usunięte przez administratora) schodki, po których wiele razy dziennie noszone są paczki... Na takie rzeczy nie ma czasu, bo najważniejsze jest pilnowanie przez(usunięte przez administratora) kamer i social mediów. Firma to dobre przytulisko dla tych z pokolenia Z, którzy przed pójściem do pracy nie porzucili normalnego wśród nich uzależnienia od społecznościówek. Niemal każda czynność musi być potwierdzona w systemie. Najważniejsze jest klikanie, lajkowanie, odhaczenie kolejnych zadań, wiadomości i ogłoszeń na wewnątrzfirmowych komunikatorach. A jak ktoś jest w tym napradę dobry, nawet jeśli tylko w tym, to może i zostać kierownikiem, kończąc przyssany do ekranu komputera jak glonojad. Z tym ostatnim wiąże się tamtejsza patologia komunikacyjna, której przykład pewnie płynie z góry. Pozbawiony jakichkolwiek interpersonalnych umiejętności i elokwencji(usunięte przez administratora), kiedy coś od ciebie chce, to nawet jeśli siedzi tak blisko, że trącacie się łokciami, zwykle napisze raczej na Slacku, zamiast powiedzieć twarzą w twarz (zapewne uważając to za profesjonalizm). Pewnie dlatego też większość z reszty pracowników równa do tego poziomu. Na dzień dobry w realu nie ma "ani me, ani be", nie ma podawania rąk, bo najważniejsze to szybkie logowanie do wirtualu. Przerost tego ostatniego powykrzywiał normalne relacje. Toksyczne miejsce. Z tych i innych przyczyn chaotyczne awanse i degradacje, przyjęcia i zwolnienia to w CSVK codzienność. Firmę mimo wszystko jakoś tam polecam. W końcu zobaczyć kwadratowy cyrk od środka to może być dla niektórych nie lada gratka.