Chcę wystawić tę opinię przede wszystkim po to, żeby przestrzec osoby, które rozważają podjęcie pracy w tym salonie.
Była to moja pierwsza praca na umowę, dlatego nie przeanalizowałam jej dokładnie przed podpisaniem. Był to mój błąd. Przy podpisywaniu umowy szefowa przedstawiała wiele rzeczy jako mające „chronić ją” przed sytuacjami z byłymi pracownicami i obiecywała różne rzeczy dotyczące współpracy, które w praktyce wyglądały zupełnie inaczej.
Już dzień próbny, który miał trwać około 2 godzin, trwał ostatecznie około 10 godzin. Wykonywałam normalne obowiązki i stylizacje, ale dzień ten nie został uwzględniony przy wypłacie. Usłyszałam, że „nic przecież wtedy nie robiłam, żadnej usługi”.
Największym absurdem były jednak kwestie finansowe. Z mojej wypłaty zabrano około 700 zł, a do dziś nie wiem dokładnie, za co. Szefowa obiecała rozpisać mi, z czego wynika potrącenie, ale mimo upływu czasu nie dostałam żadnego wyjaśnienia. Usłyszałam natomiast, że tak naprawdę powinna zabrać mi całą wypłatę, ponieważ w umowie znajduje się zapis o karze 1000 zł za każde przewinienie.
Problemem są również kary finansowe. Nie jest tak, że w umowie wprost zapisano kary za każdą reklamację czy negatywną opinię. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że szefowa próbuje podciągać takie sytuacje pod ogólne zapisy dotyczące odpowiedzialności pracownika, twierdząc, że reklamacje czy negatywne opinie wpływają na „dobro wizerunku salonu”.
Jeśli chodzi o warunki pracy i produkty, również pozostawia to wiele do życzenia. Lakiery i część produktów są przeterminowane albo w takim stanie, że ciężko się nimi normalnie pracuje. Latem w salonie potrafi być absurdalnie gorąco, a rozwiązaniem jest jeden wiatraczek. Doszło nawet do sytuacji, w której jedna z dziewczyn prawie zemdlała podczas zmiany. Mimo tego od pracowników oczekuje się, żeby przy klientkach zachowywali się tak, jakby wszystko było w porządku. Sama usłyszałam od szefowej, że nie możemy pokazywać klientkom, że coś jest nie tak. Zamiast rozwiązania problemu usłyszałam, że przecież mamy fotele masujące i możemy skorzystać z nich, kiedy klientki pójdą. :)
Kontakt z szefową jest praktycznie zerowy. Pracujemy do 21, czasami dłużej, a mimo to dostałam reprymendę za napisanie SMS-a po 17, ponieważ „ona nie jest wtedy w pracy”. Wielokrotnie słyszałam również, że przyjdzie porozmawiać lub coś załatwić, po czym kończyło się tylko na obietnicach.
Brakuje również odpowiedniego wdrożenia i szkoleń. Nowy pracownik jest często pozostawiony sam sobie i ma nauczyć się wszystkiego na bieżąco, jednocześnie oczekuje się od niego bardzo dużo. Co więcej, mimo zapisu o wykonywaniu obowiązków zgodnie z posiadanymi kompetencjami, nakazywano mi wykonywać usługi, do których nie miałam odpowiednich kompetencji ani przeszkolenia, m.in. pedicure. Później oczywiście to pracownik ponosi konsekwencje ewentualnych problemów z usługą.
Przy podpisywaniu umowy pojawia się mnóstwo obietnic dotyczących rozwoju i promocji, których później nie widać w praktyce. Mam również wrażenie, że jeden konkretny salon jest zdecydowanie faworyzowany względem pozostałych. Warto też dokładnie sprawdzić zapisy dotyczące tzw. „lojalnościówki” przed podpisaniem czegokolwiek.
Moim zdaniem jest to miejsce, w którym bardzo łatwo wykorzystać brak doświadczenia młodych osób, szczególnie tych, dla których jest to jedna z pierwszych prac i które nie mają jeszcze doświadczenia z umowami czy prawami pracownika. Pracownicy zmieniają się tutaj praktycznie cały czas — ktoś odchodzi, ktoś zostaje zwolniony, pojawia się kolejna nowa dziewczyna. Ten ciągły przemiał pracowników zauważają również klientki, które często narzekają na brak ciągłości i ciągłe pojawianie się nowych osób. Ostatecznie odbija się to również na pracownikach, ponieważ niezadowolenie klientek i negatywne opinie spadają na nas, mimo że nie mamy wpływu na organizację pracy czy rotację personelu.
Jeżeli ktoś mimo wszystko rozważa pracę w tym miejscu, naprawdę polecam nie podpisywać umowy pod presją czasu, dokładnie przeczytać każdy zapis i nie opierać się wyłącznie na obietnicach składanych podczas rozmowy rekrutacyjnej. Sama tego nie zrobiłam i z perspektywy czasu bardzo tego żałuję.