Robiłem tam pare lat temu więc sory jesli coś się nie będzie zgadzac.
Papiery na produkcję się zostawiało na ochronie w wejsciu przy Roweckiego. Ochrona jak miala lepszy dzien to zanosiła te papiery do kadr. Ale nigdy nie latali z każdym, tylko czekali az sie zbierze. Wiec lezaly tam po tydzien-dwa.
Jak się pracuje?. Jest wydział toczenia, szlifowania, są kuźniarki jest jakość (pomiary) , i "jakość" (lean&5s&inne cuda), jest magazyn
(a w nim same dziwy) Zakład jest typu brudnego, mgła olejowa, mgłą honolowa, przekroczone normy hałasu i wibracji (na maszynach AMP50/70). Na monazu finalnym bywalo ze dziewczyny mdlały od oparów "ferrocatu"
Najlepiej prace w firmie moim zdaniem opisuje taki przykład :
na angielskich wałkach są magiczne oka. Takie maszynki gdzie
pod lupą i silnym swiatłem ogląda sie walki taśmowo. Jak uruchamiano
te maszynki przypisano do nich ludzi. Pracuja tam po 8 godzin
na 3 zmiany. Jakies dwa lata po uruchomieniu ekipa z PL pojechala
do US uczyć sie 'best praktis". I okazał sie że w USA nikt nie
siedzi na oku przez 8h. Ichni spece od ergonomii ustalili ze juz
po 1 godzienie kontrola jest nieskuteczna bo operator jest zmeczony
ciaglym blyskaniem po oczach. Wiec best practise z USA bylo
takie ze op pracuje przez 1h na oku, a potem 7h na linii produkcyjnej.
Robia sobie rotacje w czasie pracy na wszystkich liniach.
I nie pracuje sie na okach na nocy, bo rozpoznawanie kolorów jest gorsze.
No i madre ludki wrocily z taka idea... i nic sie w zakladzie nie
zmienilo. Jedyny mądry był stary kierownik kiełbacha, który jak dostał oka pod nadzór to wymyśłił że co godzine operator ma sie przejsc po hali i szukac czy gdzies jakies wałki z linii nie spadły. Tym sposobem
opom odpoczeły oczy a naczelstwo sie nie czepiało że ludzie sie obijaja. Ale kiełbache przeniesli gdzie indziej.