Pracuję w firmie od roku w jednym ze sklepów i wcale nie zamierzam rezygnować, bo po prostu mi się ta praca podoba, chociaż faktycznie zarobki mogłyby być ciut większe. Niemniej jednak pragnę zaznaczyć, że i tak są konkurencyjne na tle innych "sieciówek".
Strasznie mnie zdziwiło to co tutaj powypisywaliście, bo albo znacie tę pracę z opinii innych, którzy mają jakieś pretensje do byłego pracodawcy, albo jesteście typami ludzi, którzy za pierdzenie w stołek przez 8h dziennie chcieliby otrzymać 15 tys.
Ku wyjaśnieniom: obecnie w nowym systemie motywacyjnym pensja doradcy to 1400 + 30% premii uznaniowej + 1% od sprzedaży indywidualnej. A więc 1400 + 420 + 1% od sprzedaży, co daje nam co miesiąc pełną pensję 1820 brutto i bonus za sprzedaż. Faktycznie ta uznaniowa może zostać obcięta, ale na pewno nie za kiepskie wyniki - traktuje to raczej jako straszak, bo to kierownik sklepu decyduje o jej wysokości, więc jak pracownik coś przeskrobie można mu premie obciąć - gwarantuje, że w moim sklepie nikt jeszcze nie miał tej premii zabranej w całości.
System 12-h faktycznie jest męczący, ale nie zapominajmy, że ma też swoje plusy. W każdym miesiącu jest pewien nominał godzin do wypracowania, więc wiąże się to z tym, że mamy więcej wolnego. Taki pracownik na pół etatu jest więc w pracy średnio ok 14 dni. Osobiście jak mam jeździć przez 5 dni w tyg. na 8 godzin, wybieram 12 godzinny czas pracy z większą ilością dni wolnych. Przynajmniej mam więcej czasu na załatwienie jakiejkolwiek sprawy prywatnej.
Umowa o pracę - o tym już hejterzy nie wspomnieli, co? Każdy ma tam umowę o pracę. Pensja jest równo 10, lub jeśli 10 wypada w niedzielę/święto, to zdarzało się, że była na koncie już 8 czy nawet 7.
Praca z wskaźnikami jest czymś, co znajdziecie wszędzie w handlu. Wskaźniki są TYLKO miarą, na podstawie której jest oceniana nasza wydajność. Jedne sklepy i sieci pracują na tzw. progresji (czyli zwiększeniu obrotu YtY lub MtM) inne tak jak MIG na licznikach wejść i różnego rodzaju przelicznikach obrotu czy ilości paragonów do w/w ilości wejść. I owszem - jesteśmy z tego rozliczani, ale nikt sklepu galeryjnemu nie obetnie premii tylko dlatego, że miał niższe wskaźniki niż sklep wolnostojący, do którego ludzie przychodzą po to, żeby coś kupić, a nie "popatrzeć i porównać co jest w innych sklepach w całej galerii".
Nie zgodzę się też, że wskaźniki są ważniejsze niż utarg. Żeby to wiedzieć trzeba zrozumieć jak one działają. Jeśli sklep utarguje 20 000 na poziomie PT 600, to po prostu znaczy, że ekipa zrobiła ten wynik fartownie, bez większego zaangażowania. PT określa nam bowiem ile forsy zostaje w kasie, po przejściu 1000 klientów. Można z tego wyliczyć ile było wejść i zadać sobie pytanie: czy nie dało się utargować jeszcze więcej? Stąd wrażenie, że wskaźniki są ważniejsze niż utargi, bo tak jak powiedziałam - są one miarą wydajności sklepu.
Zresztą jeśli praca z wskaźnikami Wam się nie podoba, proponuję omijać handel i jego gałęzie.
Wiele też zależy na jakiego kierownika sklepu traficie - a tego częściowo można się już dowiedzieć podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Nie jest tak, że kierownik nie ma nic do powiedzenia i musi kajać się przed regionalnym. W wielu sytuacjach to właśnie on decyduje, nie pozostawiając DM'owi pola do popisu. Zgoda, że są pewne naciski, są pewne standardy, a ciągle jest tu miejsce na ludzkie relacje dyskusję i przedstawienie swojego punktu widzenia.
Ktoś wyżej pisał o "sztucznym uśmiechu" - serio? Nawet jak pracujesz w piekarni, gdzie nie musisz łapać klienta, musisz się uśmiechać i być miłym. Jak się komuś to nie podoba niech zapierdziela w miejscu gdzie nie ma klientów. Na przykład na budowie. Cegły nie są czułe na wdzięki i uśmiechy.
Oczywiście, że są też minusy - np. zacofana logistyka, cele narzucone z góry i tak dalej, ale to nie są zmartwienia doradcy, do którego obowiązków należy obsługa klienta. Minusy znajdziemy wszędzie, bo nie ma idealnej firmy. Osobiście pracę w tej firmie bardzo sobie chwalę, bo trafiłam na świetny energiczny zespół i "ludzkiego regionalnego".
PS A propos zdrobnień... Byłam kiedyś w innej sportowej firmie szkoleniowcem ze sprzedaży. Zdrobnień nie używa się nie dlatego, że takie jest "widzimisię", ale dlatego, że ludzie oczekują kupić poważny, techniczny produkt, a nie "buciki ze sznuróweczkami".