Witam wszystkich zainteresowanych pracą w ARCO. Nie dajcie się zwieść pięknym opowieścią na rozmowie kwalifikacyjnej dotyczącej pieniędzy czy zalet pracy w tej firmie. Ja się nabrałam i bardzo tego żałuje Otóż, pracowałam tam ponad 2,5 roku i śmiało mogę powiedzieć, że to co tam się wyprawiało to był jakiś cyrk na kółkach. Jedyne z czego naprawdę byłam zadowolona to początkowa ekipa, z którą miałam przyjemność pracować, która potem zaczęła się wykruszać. Zastanówcie się czy chcielibyście zostać w firmie, gdzie za każdą możliwą rzecz zabierają premię albo niezależnie od tego ile wysiłku wkładasz w swoją pracę krytykują Cię i poniżają jak się tylko da. Ale prawda jest taka, że to pracownicy sklepów napędzają ten motorek i to oni wkładają szefowi w kieszeń pieniądze harując na sklepie, ale kto to docenia i szanuje? No właśnie…. Ale może zacznę od początku….Zanim zacznę swoją historię weźcie sobie jakiś kubek gorącej czekolady i popcorn. Gwarantuje Wam niezłą komedie :) Tak jak wspomniałam początkowy zespół, który miałam to chyba jedyna pozytywna rzecz, która mnie tu spotkała. Umowy? Śmiech na sali. Dwa miejsca pracy tylko po to, żeby obejść umowy na stałe. Paski z wypłat? To też jest zabawne, bo przez 2 i pół roku pracy nie zobaczyłam żadnego na własne oczy. Nawet była kiedyś taka sytuacja, że koleżanka poprosiła swojego ówczesnego wtedy kierownika o pasek, to została zbyta twierdząc że dostanie go na mejla. A to zabawne, bo nigdy go jakoś nie dostała. Nie wiesz za co jesteś rozliczany, ile idzie na składki na zus, ile na l4, urlop – nie wiesz po prostu nic!!! Wypłaty – hmm to temat rzeka, bo z początku jak się zatrudniłam były dość dobre: 2700, 2800 czasem 3200 jak zrobiliśmy target więc jak na sklep było dość nieźle, ale długo ta sielanka nie potrwała. Potem zaczęły się dziać bardzo różne rzeczy takie jak wprowadzanie KAR (tak, wiem że to brzmi dość śmiesznie, ale tak było). Szef najwidoczniej uznał, że za dużo zarabiamy i postanowił nam kłaść kłody pod nogi wprowadzając swoje chore procedury. No ręce mi opadły jak zobaczyłam e-maile, że zaczyna nas rozliczać finansowo za wskaźniki i upt. Jak były słabe w danym miesiącu to automatycznie miałeś mniejszą wypłatę i mniejszą premię. Raz nawet zdarzyło się, że kara była większa niż premia! Nasz rekord to ponad 1200 zł owej kary. (posiadam zdjęcia całego KPI) I wtedy nie wychodziła nawet najniższa krajowa oops . Toż to dopiero kupa śmiechu. Pomyślałam wtedy, chwila to może powinnam teraz dopłacić do swojej wypłaty? Masakra… Ale pocieszałam się tym, że najniższą krajową wypłacić musieli, więc może jakoś przeżyje ten słaby miesiąc utrzymując się sama. Pomijając fakt, że w umowie jest wpisane 1100. I tak jest liczona premia, a nie od najniższej krajowej czyli 1530. Dziwne nie? Kontynuując, pewnego dnia przyszedł również e-mail dotyczący zakazu używania telefonów komórkowych w czasie pracy. Przepraszam bardzo, ale czy ja mam 13 lat czy 25? Że trzeba mnie w tak żałosny sposób kontrolować? Damn it, przez moment to poczułam się jak w przedszkolu czytając w owym e-mailu, że musimy wpisywać w specjalnej tabelce swój model telefonu, żeby wiedzieli czyj telefon jest czyj. Pisali tam też, że będą sprawdzać czy jest wyłączony dzwoniąc na niego, bo przecież nad wszystkim muszą mieć kontrolę. Wymagali od nas stworzenia magicznego pudełka na telefony dla wszystkich pracowników, w które trzeba było je wkładać przed rozpoczęciem swojej pracy, pod groźba konsekwencji, jeśli zostanie użyty po za oficjalną przerwą w ciągu dnia. Sami pomyślcie czy to nie jest już przegięcie. Potem uznano, że tabelki z modelami telefonów jednak nie będzie, ale dalej straszono konsekwencjami. Raz nawet była sytuacja, że dziewczyna się zwolniła, bo ówczesny jeden z „trenerów” wziął jej prywatny telefon i sprawdził czy ma wyłączony bez jej zgody. I wiedzy!!! Gdyby mi się przytrafiła taka sytuacja to już dawno by mnie nie było w tej firmie. Ale zostałam bo liczyłam, że się poprawi sytuacja (tak wiem trochę liczenie jak na cud) No i ekipa z którą pracowałam trzymała mnie jeszcze w tej pracy. Ale w pewnym momencie nagle coś się załamało. Wypłata za wypłatą coraz gorsza, 1700…. 1800 itd… Targety coraz wyższe, a z racji tego, że niedziele już mamy niehandlowe to nie były one wykonalne. Ja mając wysokie koszty utrzymania nie dawałam już rady tyle zarabiając, więc postanowiłam znaleźć druga dorywcza prace i dorabiać w momencie kiedy 10 go po opłaceniu wszystkiego zostało mi 60 zł na koncie *śmiech. I tak pracowałam nocka dniówka nocka dniówka, ale jak długo tak można żyć? Oczywiście musiałam się ukrywać z tym, bo ponoć jak by biuro się dowiedziało to miałabym za przeproszeniem przes* i mogłabym mieć z tego tytułu nieprzyjemności. No bo przecież nie można nigdzie indziej pracować liczy się tylko jedna firma Arco forever. Litości…… No ale ukrywałam to, bo przecież nie mogłam sobie pozwolić na stratę pracy. Ale prawda jest taka, że dzięki tej drugiej właśnie pracy słabsze miesiące przetrwałam i mogłam sobie jakoś