Widzę, że w firmie nic się nie zmieniło. Dla jasności na wstępie zaznaczę - nikt mnie nie zwolnił, sama odeszłam i to bardzo szybko. Przygoda z firmą była bardzo krótka, więc mogę pozwolić sobie opisać ją od początku - ustalone na rozmowie wynagrodzenie niestety nie zgadzało się z wynagrodzeniem widniejącym na umowach - tak na umowach, bo tu nie zarabia się na podstawie umowy o pracę. Umowa o pracę jest na kwotę minimalnie wyższą niż minimalna krajowa pensja, reszta szła z umowy zlecenia z innej firemki prezesa. Już to powinno być sygnałem ostrzegawczym, ale człowiek był młody i głupi. Firma dzieliła się na donosicieli i kłamców - bo jak nie było co donosić, to wymyślali na poczekaniu historyjki. Kadrę kierowniczą z czego jeden człowiek był kompetenty (1!), a reszta wysysała kasę dla siebie. Ci którzy mieli na tę firmę pomysł i wiedzę na temat jego realizacji albo sami uciekali, albo się ich pozbywano w bardzo brzydki sposób. Nie wiem czy prezes ma tak wyjątkowy dar otaczania się nieświadomie szkodzącymi sobie ludźmi, czy robi to świadomie... Nie prawdą jest, że jest człowiekiem z klasą - słoma z butów wychodzi przy każdym kontakcie - wystarczy się przyjrzeć nie przez różowe okulary. Dla mnie zero klasy było już dawno temu. Stajnie samochodów luksusowych rzeczywiście na parkingu posiadał (niektóre z tak niskim zawieszeniem, że nie był w stanie nimi samodzielnie wyjechać z garażu i wzywał do tego celu kierowcę). No i tu jesteśmy dalej - zapędy wielkopańskie - bo musieli go wozić kierowcy. Prezes pełną gębą - ledwo przedzącej firemki. Wizje to on może miał - zaszczepione przez tych, którzy chcieli kasę wyciągnąć do swoich kieszeni - wielkie, ale wybieram najgorszych z możliwych ludzi do ich realizacji. Może nadawał się do prowadzenia kilkuosobowej firmy, ale na pewno nie nadaje się do zarządzania większym przedsiębiorstwem - nie starcza ani wiedzy, ani umiejętności, ani charakteru!! Po moim odejściu zaczęły się historie z niepłaceniem wynagrodzenia pracownikom. I trwa to niezmiennie kilka lat. Jeśli ktoś radzi Wam, aby udać się do sądu pracy - to odzyskacie krople w morzu świadczeń, bo na podstawie umowy o pracę dostaniecie minimalne wynagrodzenie, reszta z umowy zlecenia jest do odzyskania z powództwa cywilnego, a to już darmowe nie jest. Dodatkowo - odprawy są wypłacane na podstawie oczywiście minimum krajowego, za które godzicie się pracować na umowie o pracę - im dłuższy okres wypowiedzenia, tym dłużej pracujecie za tysiąc złotych, bo umowa zlecenia jest rozwiązywana z dnia na dzień i całość świadczeń, które Wam naobiecywano przepada. Nie mówiąc o unikaniu odprowadzania składek pracowniczych - wiem, że młodym ludziom wydaje się, że do emerytury daleko - ale nie dajcie się z niej okradać takim cwaniackim firmom - im wyższa kwota na umowie o pracę, tym więcej będziecie mieć odprowadzone na tę marną emeryturę. I oczywiście trzeba się poświęcać dla firmy - pracując na jednym stanowisku oczekiwano, że obsługiwać się będzie dwie formy - oczywiście za jedno wynagrodzenie. A że moooooooże kiedyś firma osiągnie stabilną pozycję na rynku to wtedy Wam to poświęcenie wynagrodzi! Nie ma się co łudzić - z taką firmą trzeba z bardzo daleka. A najlepiej nie mieć z nimi nic wspólnego. Chyba, że jesteś ostatnią szują, która kłamstwem i donosicielstwem będzie potrafiła zaskarbić sobie sympatię prezesa! I pomimo, że minęło tyle lat do dziś mi ciśnienie skacze jak sobie wspomnę epizod w tej firmie.