cd... godzinach na „trasach” byliśmy, kolokwialnie mówiąc, porządnie styrani. Teraz tą samą pracę robią 2 osoby nie mając czasu na przerwę ani na zjedzenie posiłku. O przeciążeniach, naderwaniach mięśni i innych urazach nie mówiąc. Nie będę się powtarzał po mojej przedmówczyni, (jeśli mogę się tak wyrazić), ale potwierdzam kwestię zwolnień, wprowadzenia ogromnego chaosu i stresu w tryb pracy, przeciążenia, zastraszenia i kompletnego braku szacunku dla pracownika, jako osoby ludzkiej. Wyjaśniam zastraszenie cytatem – „No na zwolnienia lekarskie to tak nie bardzo wypada chodzić, bo jak się wróci to nie wiadomo czy to miejsce pracy jeszcze będzie i czy już na nie kogoś nie zatrudniono”. Potwierdzam nocowanie w szatni przez wspomniana pracownicę, bo zastałem ją rano po przyjściu na zmianę wychodzącą do domu. Niestety pole manewru osób dotychczas decyzyjnych w firmie jak chociażby Pani(usunięte przez administratora) która skądinąd jest jednym z najlepszych managerów, od których mogłem się dotychczas uczyć, zostało bardzo zawężone. Pani (usunięte przez administratora), kiedy miała być surowa – była surowa i nie wahała się przed karami i wyciąganiem konsekwencji za popełnione błędy i wykroczenia. Kiedy trzeba było potrząsnąć ludźmi robiła to szybko, sprawnie i skutecznie. Trzymała firmę pewną, stabilną i spokojną ręką doskonale równoważąc interesy korporacji i dbałość o produktywność zakładu z potrzebami i prawami pracowników. Zawsze mogliśmy zwrócić się do niej o pomoc i radę. Mimo, że zdarzały i najpewniej zdarzają się nadal sytuację, że późnym wieczorem, daleko po oficjalnej godzinie końca pracy wychodziła do domu, mimo przemęczenia i przepracowania zawsze znalazła czas dla pracownika i jego problemów. Podobnie Pan (usunięte przez administratora), który będąc osobą zarządzającą piecze, gotuje i klei ciastka od świtu do nocy zamiast zajmować się stricte tym, czym powinien, czyli kontrolą procesów produkcyjnych na kuchni. Jak Bóg mi świadkiem, życzę wszystkim takich przełożonych, bo tacy ludzie trafiają się już bardzo rzadko i można wiele się od nich nauczyć chociażby przez samą obserwację ich podejścia do ludzi i osobistego analizowania konsekwencji wynikających z podejmowanych przezeń decyzji. O Pani (usunięte przez administratora) natomiast nie będę wypowiadał się dużej niż w kilku zdaniach, bo zwyczajnie szkoda mi tracić czasu na opisywanie człowieka tej kategorii. Powiem tylko, że nigdy w swoim życiu nie spotkałem kogoś również fałszywego, prostackiego, niekulturalnego w podejściu do pracownika i pozbawionego jakichkolwiek podstawowych zasad moralnych. Nie dziwi, zatem, że Pani(usunięte przez administratora) tak świetnie dogadała i zrozumiała się z Paniami z Krakowa obejmując stanowisko managera dystrybucji. Wystarczy tylko powiedzieć, że ostatniego dnia, kiedy żegnałem się ze swoimi byłymi pracownikami, wspomniana osoba po prostu i dosłownie pod przymusem i krzykiem wygoniła ludzi z szatni pracowniczej, w której miało miejsce pożegnanie, mimo tego, że do wydania posiłków na oddziałach był jeszcze spory zapas czasu. Dla Pani (usunięte przez administratora) najważniejszym jest to, żeby o określonym etapie pracy nie było nikogo w szatni. Nie ma żadnego znaczenia, ze pracownik dajmy na to 30 minut czeka pod oddziałem na rozpoczęcie wykonywania swoich obowiązków. Najważniejsze, że nie siedzi w szatni! Jestem osobą z wyższym wykształceniem o dwu tytułach zawodowych inżyniera i magistra, całkiem dobrze posługuje się językiem angielskim, trochę słabiej niemieckim i francuskim, co nieco rozumiem po japońsku, całą swoją wcześniejszą karierę zawodową zarządzałem zespołem ludzi lub pełniłem funkcję w managemencie (również obecnie) i do dziś uważam, że w tej dziedzinie jest jeszcze przede mną gigantyczna ilość wiedzy i doświadczenia do zdobycia, żeby móc dobrze i mądrze zarządzać pracownikami. Co osoba pokroju Pani (usunięte przez administratora)robi w takim miejscu pełniąc taką a nie inną funkcję nie wiem i szczerze mówić dowiedzieć się nie chcę. Tyle na ten temat. Podsumowując, bo chyba za bardzo się rozpisałem, napiszę, jaka moim zdaniem jest praca w Sodexo na obecną chwilę, z rozrzewnieniem wspominając to, jaka była. Praca w Sodexo jest bardzo ciężka, obciążająca i oparta głównie o podstawowego pracownika. Jest to praca dla osób zdrowych fizycznie, które mogą pozwolić sobie na ogromne wydatkowanie energii i wysiłek bez większego uszczerbku na zdrowiu w dłuższym okresie czasu. Jest to praca dla osób odpornych na ogromny stres, obciążenie psychiczne i emocjonalne oraz odpornych na irracjonalność i parę innych przymiotników, z którymi będzie się okazja zetknąć w przypadku podjęcia wyzwania pracy. Wynagrodzenie za pracę jest niestety niewielkie, jeśli chodzi o pracownika szeregowego, ponieważ obejmuje tylko płacę minimalną. Jest natomiast stałe i regularne. Nigdy nie zdarzyły się opóźnienia lub jego brak. Osobiście, ze względu na stanowisko kierownicze niższego szczebla otrzymywałem oczywiście wyższe wynagrodzenie, ale