Pracowałam 8 miesięcy w dziale marketingu, ale podziękowałam. Przyczyniła się do tego głównie przełożona, która choć ma ogromną wiedzę i kilkuletnie doświadczenie pracy w InPost, to nie ma absolutnie żadnych umiejętności ani chęci, aby prowadzić własny zespół. Zero empatii, zero wsparcia, zero feedbacku, zero przepływu informacji, zero zainteresowania swoimi ludźmi, zero uśmiechu (serio). O jej decyzjach dotyczących mnie lub moich projektów dowiadywałam się od innych zespołów. Najbardziej jednak zabolało (i zaniepokoiło) mnie, że przez cały 3-miesięczny okres próbny nie dostałam ani razu negatywnego feedbacku lub sugestii, że coś powinnam zrobić lepiej/inaczej, natomiast pod koniec okresu próbnego przełożona oświadczyła mi, że ma zastrzeżenia do mojej pracy i proponuje mi kolejną umowę na 6 miesięcy zamiast na 2 lata, a moim sprawdzianem będzie duży projekt, w obszarze, w którym nie mam doświadczenia. Doskonale. Argumenty przełożonej: "to duża organizacja, niektórzy mają trudność, żeby się tu odnaleźć". Na co ja, że pracowałam w większych firmach. Przełożona: "bo wiesz, tu jest ciągle jak w startupie". Aha.
Zaproponowałam przełożonej spotkanie, aby opowiedziała mi na co zwrócić uwagę w tym dużym projekcie, jak się przygotować itp. Już na wejściu zostałam zbita, że powinnam przyjść na to spotkanie po zebraniu informacji o tym projekcie ze wszystkich innych źródeł i ewentualnie mieć jakieś dodatkowe pytania do niej. To się nazywa wsparcie. W tym samym projekcie przełożona doradziła mi, kiedy powinnam zakładać zapotrzebowania w wewnętrznym systemie na różne zakupy. Nie wzięła pod uwagę, że przy przewidywanym budżecie będzie konieczny przetarg. Proces zakupów mocno się przeciągnął, a na kogo spadła odpowiedzialność i pretensje przełożonej ("miesiąc przed startem projektu, a my nie mamy najważniejszej rzeczy")? Oczywiście, że na mnie.
Co jeszcze było nie tak:
- już na rekrutacji przełożona dawała antypatyczny vibe: przed 2 spotkania nie uśmiechnęła się ani razu, a w pierwszym dniu moje próby podjęcia small talku kwitowała głównie milczeniem, a na mój komentarz" "piękne biuro", odpowiedziała: "tak? już przywykłam",
- moim pierwszym zadaniem było wyczyszczenie pliku excel, żeby zostawić samą formatkę. Dostałam info od przełożonej, żebym się nie przejmowała, że dostałam taki proste zadanie, bo póki co muszę się wdrożyć. I tak w sumie było przez cały okres próbny, żadnych komunikatów, że jestem ownerką danego projektu. Po okresie próbnym okazało się, że powinnam się domyślić, że to ja prowadzę projekty, przy których jej "pomagałam".
- przełożona dostała awans. Zamiast poinformować o tym cały zespół w jednym momencie, najpierw zapytała 1 osobę z zespołu czy słyszała już "plotki" o jej awansie, później poprosiła tę samą osobę i jeszcze jedną na spotkanie, gdzie podzieliła się już oficjalnie info o awansie. Druga połowa zespołu była w tym czasie w biurze, ale dowiedzieli się dopiero następnego dnia z oficjalnej komunikacji od dyrektora działu. Zapytałam przełożoną, dlaczego nie dowiedzieliśmy się od niej. "To duża organizacja, a ja do końca nie byłam pewna czy będę awansowana. A poza tym, to ja miałam spotkanie z połową zespołu, to Was już nie było w biurze". Szkoda, że zapomniała, że jak wychodziła z tego spotkania, to siedzieliśmy pod tą salą, bo tak mamy ustawione biurka.
- zerowy onboarding dotyczący pracy w dziale marketingu. Nikt Ci nie tłumaczy z czym do kogo uderzać, jakie są procesy, procedury, jak korzystać z systemów. A systemów i pracowników jest multum. Inna osoba wstawia banery do apki, inna na stronę, inna na bloga. Kadrowo: osobny system do urlopów, osobny do obecności, osobny do delegacji i osobny do rezerwacji biurek - ale masz się w tym sam połapać,
- dzwonienie podczas pracy zdalnej bez zapowiedzi. Kilka razy musiałam biec z łazienki czy kuchni, bo przełożona dzwoniła bez zapowiedzi z jakimś większym tematem.
- mikromanagemnet poziom hard - cała Twoja marketingowa wiedza idzie w odstawkę, bo ostatnie słowo mają mnenedżerowie i dyrektorzy, którzy akceptują każdy baner i każdy KV. Fajnie, że mają na to czas. Niefajnie, że zmieniają dobre kreacje, na takie, które bardziej odpowiadają im osobistym gustom. Wiele razy przełożona zmieniała dobre zdjęcie w KV, na zwyczajnie brzydkie, ale jej się podobało.
Co do samej firmy:
- słaby socjal: pensje są wysokie, ale 80 zł/miesięcznie na worksmile, z czego zostaje 5 zł po opłaceniu multisporta i luxmedu - żenada,
- kulcik zapierdolu? Tutaj to kochają. Jak jest duży projekt, to pracujesz od 8 do 22, telefony o pożarach dostajesz nawet po 17, a na widok zajęć jogi w biurze, senior managerka komentuje "widać kto nie musi pracować". Plus menedżerowie nagminnie uczestniczą w callach podczas jazdy autem, po godzinach itp. Nie mówię o ludziach ze sprzedaży,
- w marketingu atmosfera ogólnie słaba. Na open space cisza jak makiem zasiał, nikt nie rozmawia, nikt nie żartuje, na lunchu rozmowy tylko o pracy. Jeśli masz czas na lunch,
- (usunięte przez administratora) to nie rzadkość.