Pracuję w WITTCHEN ponad dwa lata, więc wydaje mi się, że mogę śmiało się wypowiedzieć na temat pracy w tej firmie.
1. Zaplecza są skandalicznie małe, nie ma miejsca, żeby spokojnie zjeść, czy odpocząć (o ile oczywiście jest na to czas :) ). Przy takiej ilości towaru, którą musimy posiadać na sklepie, na zapleczu jest nieustanny (usunięte przez administratora) wszędzie walają się kartony, ponieważ nie mamy miejsca na trzymanie tych rzeczy.
2. Owszem, dostaniesz tunikę pracowniczą, ale dopiero po 3 miesiącach. O ile te czarne tuniki były jeszcze fajne, tak te nowe granatowe to jest tragedia. Byle jaki materiał, od razu się prują. Spodnie i buty we własnym zakresie.
3. Premie są, niekiedy nawet całkiem dobre, jednak od jakiegoś czasu plany miesięczne są tak wysokie, że przy obecnej inflacji są one nie do zrealizowania.
4. Wskaźniki, tutaj wypowiem się dłużej. Konwersja - liczba wejść w stosunku do liczby paragonów. Najlepiej, jakby była na poziomie 14%, uważam, że to dużo. Często klienci wchodzą i od razu wychodzą po zobaczeniu cen. Nawet nie jesteśmy w stanie podejść do takiego klienta i poinformować o dodatkowych rabatach, czy promocjach. Sztuki na paragon, najlepiej 2, ale jak macie 1,7 to jesteście nawet niezłe. Raz regionalni mówią, że sztuki na paragon są najważniejsze, że jeżeli mamy tylko jedną sztukę na paragonie, to nie umiemy sprzedawać. Później się okazuje, że sztuki na paragon w ogóle nie są ważne, że mamy sprzedawać jak najdrożej. Ale uwaga! Torebka i preparat pielęgnacyjny to nie są 2 sztuki na paragon, dla regionalnych to się nie liczy. Do portfela koniecznie trzeba zaproponować, rękawiczki i wzbudzić w kliencie potrzebę posiadania tych rękawiczek (które są często po 300 złotych), a do torebki parasol, nie ważne, że klientka wcale go nie potrzebuje... Koszyk, czyli średnia wartość paragonu, przy obecnych cenach to chyba najgorszy wskaźnik. Jest masa torebek z ekoskóry w okolicach 150, 160 złotych, i klientki najchętniej kupują te tańsze rzeczy, nie oszukujmy się... Na jednym ze szkoleń było nawet zadanie, żeby wcisnąć klientce bardzo podobną torebkę, ale o 400 złotych droższą, śmiech na sali. Nieustanne wąty o wskaźniki, więcej, lepiej, drożej... Regionalni są w stanie dzwonić po salonach i mówić nam, że jesteśmy beznadziejnymi sprzedawcami bo nie umiemy sprzedać 2 sztuki, że się nie nadajemy i wiele wiele innych.
5. Wprowadzanie promocji i zmiana cen to chyba najgorsza rzecz w tej pracy. Nieustanne metkowanie, zmienianie cen, przed kiermaszem trzeba metkować w sobotę po zamknięciu do 23, 24 a w poniedziałek być już na 6 rano, żeby przemetkować cały sklep. Sprzęt jest w opłakanym stanie, firmę nigdy na nic nie stać, pracujcie na tym co jest. Zmienianie cen w trakcie dnia to norma. Nagłe promocje z resztą też.
6. Nękanie kierowników na dniu wolnym czy urlopie to normalka. Muszą być non stop pod telefonem, mailem, muszą wysyłać raporty i tabelki, chore. Oczywiście regionalni jak są na urlopie to są na urlopie i mają pretensje jak ktoś do nich pisze w tym okresie.
7. Jakość produktów to nieśmieszny żart. Torebka ze skóry za 800 złotych przychodzi w dostawie pomięta, brudna, albo w ogóle krzywa. Kurtki niesamowicie cuchną. I wmawiaj tu klientom, że produkt wysokiej jakości, który odmieni jego życie.
8. Inwentaryzacje raz na kwartał. Nowy program do inwentaryzacji pokazuje co chce i ewidentnie nie działa. Pracownicy zgłaszają do IT i regionalnych, że jest problem z tym programem i nie da się na nim pracować i pokazuje złe stany, ale oni to mają gdzieś i twierdzą, że my z tego nie umiemy korzystać - musiałyśmy się nauczyć same, bo oczywiście nie było żadnego szkolenia.
9. Sklepy w większych miastach są ewidentnie faworyzowane, wiadomo, bogatsi klienci, turyści. Na te sklepy idzie najwięcej kasy, a te sklepy w mniejszych miastach są zaniedbywane.
10. W dziale marketingu i promocji pracują jakieś imbecyle. Ceny są śmieszne, a promocje do (usunięte przez administratora) W porównaniu do konkurencji typu ochnik czy puccini totalnie wymiękamy. Nie dziwię się, że klienci chodzą do konkurencji, też bym chodziła.
11. Księgowy jest osobą tak niekulturalną i chamską, że szkoda słów. Potrafi zadzwonić na sklep i nas (usunięte przez administratora) że jesteśmy niekompetentne, bo nie dołączyłyśmy jakiegoś papierku do dokumentów, które się wysyła 2 razy w miesiącu. Dosłownie się wydziera przez telefon.
12. "Specjaliści" od vm to jacyś pomyleńcy, w życiu nie przyszło mi pracować z takimi niekompetentnymi ludźmi.
13. Dobre zniżki pracownicze, chociaż cennik cały czas wzrasta a premia nie :)
14. Jest kafeteria MyBenefit, firma wpłaca Wam na konto 40 złotych miesięcznie i można to sobie wykorzystać w różnych sklepach typu ikea, hm, zalando albo bonach na masaże, do energylandii itp.