Witam wszystkich czytających opinię na temat firmy kurierskiej GLS. Z przyjemnością podzielę się swoją opinią i doświadczeniem z tą firmą jako pracownik. Dla uściślenia podam, że opinia dotyczy Oddziału GLS w Radomiu.
Poszukiwałem pracy. Znalazłem ofertę pracy - kierowca - kurier - na jednym z portali oferujących pracę. Nie było w ogłoszeniu żadnej wzmianki, na temat nazwy tej firmy kurierskiej. Zaryzykowałem. Po kontakcie telefonicznym, zostałem zaproszony na szkolenie. Stawiłem się w wyznaczonym terminie i czasie. Byłem przekonany, że szkolenie będzie miało jakieś konkretny cel. Okazało się, że postawili mnie przy taśmie i kazali ściągać przesyłki zgodnie z oznaczeniem trasy. Po pewnym czasie w pośpiechu, jeden z pracowników pokazał mi jak się loguje na urządzeniu, a następnie skanuje paczki. To trwało zaledwie kilka minut. Po ściągnięciu paczek z taśmy, układałem z pracownikiem zgodnie z trasą. Gdy już wszystko było gotowe, to okazało się, że nie ma pojazdu do rozwiezienia tych przesyłek. Trwały poszukiwania pojazdu z wypożyczalni, a gdy już się jakiś znalazł, to trzeba było jechać i tracić czas na odebranie tego wypożyczonego pojazdu. Klienci oczywiście czekali na swoje przesyłki. Po kilku godzinach wyjechałem na trasę z pracownikiem. To nie była jazda, tylko pogoń, żeby nadrobić stracony czas. W czasie przejazdu, nie było już mowy o szkoleniu, tylko o jak największej ilości przekazanych paczek. Kilkakrotnie wspomniałem na temat umowy (o dzieło, zlecenie lub umowę o pracę). Za każdym razem słyszałem o kłopotach z pojazdami i nie było czasu na spisanie umowy. Byłem zapewniany, że to kwestia 2-3 dni, a umowy jak nie dostałem tak nie dostałem. Przepracowałem 11 dni w GLS Oddział Radom. Nie dostałem umowy i nie wypłacili mi żadnych pieniędzy. To nic, jeśli ktoś lubi sytuacje stresowe, to niech się tam zatrudni. Pojazdy wysłużone, awaryjne, dwukrotnie czas spędzałem w warsztacie, gdzie naprawiali busa, zamiast się szkolić lub rozwozić przesyłki. Jednego razu dostaliśmy z pracownikiem pojazd. Rzęził jak grzechotnik. Stres towarzyszył nam przez całą drogę, zastanawialiśmy się, kiedy się popsuje, czy wrócimy do bazy o normalnej godzinie.
Jeśli mowa o godzinach pracy, to początek od 06:30, a koniec to już można wskazać nienormowany czas. Biorąc pod uwagę liczne usterki i awarie pojazdów, to pierwsze dni pracę kończyłem po 22:00
W czasie tych przepracowanych dni, zauważyłem nowe osoby, które "szkoliły" się przy taśmie. Jakie było moje zaskoczenie, gdy po zakończeniu sortowania przesyłek, osób tych już nie zobaczyłem na hali (sortowni).
Jeśli ktoś myśli, że praca będzie super, bez żadnych przygód, to się naprawdę pomyli. Załatwianie pojazdu zastępczego z wypożyczalni, to nie kierownika sprawa, tylko kierowcy-kuriera. Załatwianie warsztatu samochodowego, żeby naprawił uszkodzony pojazd, to również sprawa kuriera-kierowcy. Kierownik tylko poinformował nas, że postara się coś pomóc i na tym sprawa się kończyła. Sam z pracownikiem - Kurierem - poszukiwałem w internecie warsztatu, wydzwaniałem, ustalałem w jakim zakresie otrzymamy pomoc i co ważne ile czasu potrzebne będzie do uzyskania tej pomocy. Mogę więc napisać, że wyruszając w trasę, jesteś zdany tylko na siebie.
W czasie tej krótkiej pracy z GLS Radom, widziałem kilka osób, chętne do podjęcia pracy. Niestety, rezygnowały one w błyskawicznym tempie.
Zostałem posądzony o uszkodzenie (zarysowanie) dwóch elementów nadwozia w wypożyczonym pojeździe. Podobno naliczona została kara za, cytuję "malowanie dwóch elementów nadwozia." Tym pojazdem jeździłem sam, nie parkowałem w ciasnych uliczkach lub między pojazdami. Zawsze było dużo miejsca na manewry. W końcowym efekcie, dowiedziałem się, że szkodę tą rozliczą sami, bo ja nie mam żadnej umowy.
Odszedłem z pracy, bo miałem dość zdewastowanych pojazdów, braku organizacji pracy, poszukiwania pojazdu zastępczego na ostatnią chwilę, zamiast otrzymać pojazd sprawny i gotowy do wyjazdu w każdej chwili.
Wydzwaniałem do kierownika z zapytaniem, kiedy się ze mną rozliczy. Byłem za każdym razem zbywany. W czasie ostatniej rozmowy, oświadczył kierownik, że będzie mi musiał potrącić za, cytuję: "uszkodzoną lampę." Byłem zaskoczony, gdyż najpierw była mowa o uszkodzeniu i malowaniu dwóch elementów nadwozia, a teraz o uszkodzonej lampie.
UWAGA< najwyraźniej poszukiwał kierownik pretekstu, żeby się ze mną nie rozliczyć, żeby pozbyć się mnie bez wypłacenia pieniędzy za wykonaną przeze mnie pracę. Od ponad półtora miesiąca nie mogę doczekać się pieniędzy, nie wspomnę o udokumentowaniu rzekomej szkody, którą mi przypisali. Gdybym był poinformowany w odpowiednim terminie o zaistniałej szkodzie, to bym zawiadomił Policję, że nieznany kierujący zarysował mi pojazd. Na dodatek okazało się, że ten pracownik, który wypożyczał pojazd z wypożyczalni, nawet dokładnie go nie sprawdził, a później to na kogoś zgonić cała winę.
Teraz już wiem, dlaczego unikają podawania nazwy firmy w ogłoszeniach. Szukają naiwnych.