Też dodam coś od siebie (uwaga! sporo czytania), lecz nie z Krakowa, a z innego dużego miasta w Polsce, którego nazwa nie jest istotna, bo liczy się sam fakt tego co tu przeżyłam.
Otóż na początku wydawało się to nawet zabawne, zwłaszcza ten pierwszy dzień szkolenia, tzw. 'teoretyczny', gdzie siedzieliśmy grupą jakichś 13 osób i gadaliśmy o tym jak to wszystko wygląda i się poznawaliśmy. Wtedy odnosiło się wrażenie, że to będzie porządna, dobrze płatna praca ale już w każdym następnym dniu moje uczucia wobec tej 'organizacji' spadały bardzo gwałtownie.
Nie wiem jak wy ale wg mnie stawanie co rano w kółeczku, wymienianie się pozytywnymi wrażeniami z dnia wczorajszego, opowiadanie o tym co fajnego robiłeś/aś po pracy, zbijanie żółwików po każdym zebranym wpisie i mówienie ci co wpis 'PAMIĘTAJ, JESTEŚ NASZĄ GWIAZDĄ, JESTEŚ NAJLEPSZA/Y, WOOOW SZOK, SZACUNECZEK' jest pozytywnym doładowaniem energii (jak to koordynatorzy nazywali) dobre ale dla dzieciaków w przedszkolach i szkołach podstawowych. Tym bardziej, że w momencie, gdy nie zdobędziesz żadnego wpisu do przerwy lub przez cały okres pacy dnia następnego, słyszysz już zupełnie co innego.
Pamiętam raz sytuację, gdy udało mi się zrobić naprawdę dobry wynik jednego dnia (wykraczający sporo poza skalę punktową dobową) i mówili o mnie 'master of wpisy', czcili mnie i prawie nosili na rękach, gratulowali warsztatu i twierdzili, że jest naprawdę dobrze opracowany i wiem co mówię, gdy zaczepiam na ulicy citizenów, a już następnego dnia, gdy niestety nie udało się uzyskać ani jednej osoby, zgnoili mnie mówiąc, że się nie staram, chyba mam niedopracowany warsztat, trzeba mi powtórki schematu gadki szmatki i jeszcze poszła na mnie MEGA wrzuta z jakiej racji noszę okulary przeciwsłoneczne i moja odpowiedź, że jest ponad 30*C na dworze i ani jednej chmury na niebie, a oczy mi łzawią jak po krojeniu kilograma cebuli, nie wniosła nic, po prostu mnie za to zbesztali. Halo, jestem tylko człowiekiem?! Myślę, że spokojnie można oksy nosić, po prostu trzeba je grzecznie zdjąć w momencie, gdy odbywamy już rozmowę z potencjalnym darczyńcą. Przynajmniej tak mi się wydaje, jako człowiekowi...
Kolejna ciekawa kwestia jest taka, że nikt mnie nie uprzedzał o NIEUWZGLĘDNIONYM W UMOWIE TYGODNIOWYMA WYPADZIE DO WARSZAWY NA ZLOT, na którym obecność była teoretycznie nieobowiązkowa ale praktycznie było dużo negatywnego gadania i wrzucania za nieobecność od strony koordynatorów. Niestety mam swoje życie prywatne i plany, które ograniczały mój wyjazd tam na cały okres zlotu, dlatego dane mi było im poświęcić w stolicy o wiele mniej niż 7 dni ale szefostwo było z tego powodu bardzo niezadowolone i ciężko im było ogarnąć fakt, że prawnie wg umowy wcale moja obecność tam nie była konieczna i pojawiło się dużo tekstów wręcz zmuszających mnie do pojechania na ten zlot. Warte nadmienienia jest też to, że w umowie liczba dziennych godzin pracy wynosi 6, a po dotarciu do Warszawy ta liczba godzin wynosiła 7, także halo, co jest nie tak? Nie taka była mowa i UMOWA...
Rezygnacja przeze mnie została złożona z dnia na dzień, gdyż życie mi znów troszkę pozmieniało plany i pojawiła się przede mną okazja nie do odrzucenia zupełnie nie związana z pracą u zielonych i w sumie tego samego dnia rzeczy, które Greenpeace mi dał na szkoleniu, zostały oddane koordynatorom, ale to co zostało mi powiedziane podczas tej 'niemiłej' ceremonii były najzabawniejszą częścią. Nie wiem, czy ktokolwiek z pracowników wyżej postawionych tam miał jakiekolwiek prawo wspominać o prawnikach i nazywać mnie chamem dlatego, że umowa została zerwana z mojej winy bez okresu wypowiedzenia ale przeczytałam umowę 50 razy i nie ma tam nawet najdrobniejszej wzmianki o tym, że obowiązuje mnie jakikolwiek i mogę ją zerwać w każdej chwili, tak samo ta 'organizacja' może mnie wyrzucić z pracy kiedy tylko zechce. Szczerze nie ukrywam, że wszystkie siły i cierpliwość w stosunku do chęci i pracy w GP mi się skończyły, odejście i tak było raczej konieczne z mojej strony.
Widzę, że ludzie tu mówią o atmosferze pracy w klimatach sekty i ja się z tym całkowicie ZGADZAM. Ponadto propaganda widoczna na każdym spotkaniu w kółeczku była do przesady. Szkoda, że tak niewiele ludzi to zauważa i myślą, że to serio pozytywne doładowanie twoich napędzanych (usunięte przez administratora) wie jaką, ale na pewno odnawialną (!), energią baterii to mega fajna rzecz, a prawda jest taka, że to mamienie i mydlenie oczu i manipulacja (obiektywie dość udana, subiektywnie ani trochę), żeby wycisnąć z ciebie jak najwięcej, a dać jak najmniej lub zagrać nieczysto (przykład: było mówione, że za ukończenie szkolenia nawet bez wymaganego wyniku 6 pkt dostanie się 300zł, byle dotrwać do końca 5 dnia szkolenia i się nie poddać, a rzeczywistość jest inna i moja koleżanka z grupy nie dostała tych pieniędzy, bo odeszła po tygodniu szkoleniowym z przyczyn osobistych i powiedziano jej, że nie dostanie tych pieniędzy, bo nie podjęł