Miałam zacząć pracę w tej organizacji, ale ostatecznie zrezygnowałam po szkoleniu teoretycznym, w trakcie którego stopniowo pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Praca polega na zagadywaniu ludzi na ulicy i pytaniu o regularne wsparcie fundacji. I proszenie o regularne darowizny wydaje się jak najbardziej okej, bo z tego organizacje się utrzymują i mogą działać. Tyle że po zapoznaniu się z systemem premii, trudno nie odnieść wrażenia, że to mocno przypomina MLM. Do stawki godzinowej doliczany jest bonus za każdą osobę, która zdecyduje się na regularne przelewy. Dodatkowo, otrzymuje się premie za zwerbowanie kolejnego fundraisera/ki, a potem za pozyskanie przez tę osobę kolejnych wpisów. Organizacja chwali się też, że szybko można awansować na stanowisko liderskie. Można więc domyślać się, że liderzy i liderki zyskują jeszcze kolejne premie za to, co wyrobią osoby w ich zespole. Pojawia się więc pytanie, ile z zebranych pieniędzy de facto idzie na cele statutowe fundacji i czy to na pewno fair wobec osób, które wpłacają co miesiąc darowizny…
Ponadto, w trakcie szkolenia mieliśmy przygotować się z konkretnych kampanii, aby potem rozmawiać o nich z potencjalnymi darczyńcami. Sprawia to wrażenie, jakby uzyskane wsparcie miało iść na te konkretne kampanie. Była to jedna z moim pierwszych wątpliwości, a w trakcie szkolenia nie znalazłam nigdzie odpowiedzi na pytanie, czy tak faktycznie jest. Chciałam wiedzieć, czy osoba wspierająca dostaje zapewnienie, na co idą jej pieniądze (czy na kampanię, którą popiera, czy na coś zupełnie innego). Po wysłaniu zapytania do koordynatora nie uzyskałam jednak odpowiedzi.
Kolejnym problemem było to, że mieliśmy informować o tym, że nie ma możliwości ustawienia comiesięcznej darowizny poprzez stronę, co po prostu nie jest prawdą. Co więcej, na stronie można wesprzeć konkretną kampanię. Ale rozumiem, że wynika to właśnie z chęci uzyskania premii (przez fundraisera i team leadera, i pewnie jeszcze osoby nad nimi).
Nie wiem, na jakiej zasadzie to wszystko funkcjonuje, ale moim zdaniem jest tu coś nie tak. Organizacji powinno zależeć przede wszystkim na realizacji celów statutowych, a nie generowaniu coraz większych zysków. Oczywiście nie mówię, że NGO-sy nie powinny zatrudniać w ogóle ludzi do pracy, jeśli jest taka możliwość. Ale zatrudnianie tak wielu osób i wypłacanie im kolejnych premii, a do tego zachęcanie do rekrutowania kolejnych fundraiserów jest już mocno podejrzane. Moim zdaniem dużo skuteczniejszą pracę mógłby wykonać znacznie mniejszy, stały zespół, skupiając się na działaniach online. Tylko że tutaj chyba stracono ten główny cel z oczu.
Pomijam już wiele absurdów szkolenia teoretycznego, którego poziom pozostawia wiele do życzenia. Nie chciałam już uczestniczyć w szkoleniu praktycznym, w trakcie którego miałam aktywnie zachęcać ludzi do wspierania organizacji, która bardzo straciła w moich oczach po przejściu tego pierwszego etapu.
Poza tym warto wspomnieć, że w ciągu dnia pracy wyrabia się 1 godzinę za darmo (wynagrodzenie płacone jest za 6 godzin, ale de facto praca trwa 7 – pierwsze pół godziny to odprawa, a kolejne pół godziny przerwa – to bezpłatny czas pracy).