Klaudia rezydent Bodrum 2025 27.10.2025 18:10
Były pracownik
Dziś zakończyłam mój pierwszy sezon pracy jako rezydentka w Bodrum.
To był czas intensywny, pełen emocji, wyzwań i lekcji, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Widząc, że coraz więcej osób rozważa pracę w tym regionie, chciałabym podzielić się swoją szczerą opinią – nie po to, by zniechęcać, ale by przygotować przyszłych kandydatów na to, z czym naprawdę mogą się zetknąć.
Początek sezonu zapowiadał się znakomicie. Szkolenie było profesjonalne- obejmowało nie tylko obowiązki służbowe i strukturę organizacyjną, ale też elementy kultury, zwyczajów i życia codziennego w Turcji. Czulam się dobrze przygotowana i pełna entuzjazmu. Niestety, już po kilku tygodniach okazało się, że praca rezydenta, choć fascynująca i dająca mnóstwo satysfakcji, bywa w praktyce bardzo obciążająca. Granica między życiem prywatnym a zawodowym praktycznie przestaje istnieć, a odpoczynek staje się luksusem.
Mimo to odnalazłam się w tej roli – lubię kontakt z ludźmi, elastyczność i nieprzewidywalność każdego dnia. Praca z hotelami, kontakt z gośćmi i możliwość poznawania kultury tureckiej to elementy, które będę wspominać z ogromną wdzięcznością. Niestety, największym problemem okazała się nie sama praca, lecz sposób zarządzania zespołem w tej destynacji.
Przełożony, będący tzw. „głową zespołu”, zamiast motywować i wspierać, często podcinał skrzydła tym, którzy wykazywali inicjatywę lub większe zaangażowanie. Decyzje podejmowane były emocjonalnie, nie merytorycznie. Grafik, liczba godzin czy przydział obowiązków zależały głównie od nastroju i sympatii szefa . Osoby należące do tzw. „bliskiego kręgu”, spędzające z nim czas po pracy, mogły liczyć na przywileje i wyższe zarobki. Pozostali – niezależnie od wyników – traktowani byli z dystansem lub ignorancją.
Nad regionem czuwa teoretycznie szef Turcji Egejskiej – człowiek doświadczony i kompetentny, który z pewnością zna realia w Bodrum. Niestety, z mojej perspektywy nie podejmuje on żadnych działań, by tę sytuację zmienić. Jego rzadkie wizyty ograniczają się do kontaktu z „elitą”, a szeregowi pracownicy pozostają dla niego niewidzialni. Brak zainteresowania, wsparcia i reakcji na powtarzające się problemy tylko utrwala patologiczną strukturę zarządzania.
Zjawiska takie jak mobbing, plotki, pomówienia czy celowe wykluczanie z zespołu stały się niestety codziennością. Kiedy ktoś odchodził lub był zwalniany – działo się to bez słowa wyjaśnienia, pożegnania czy podziękowania. Po prostu znikał - jakby nigdy nie istniał.
Sama miałam ogromne szczęście współpracować z cudownymi ludźmi – zarówno wśród rezydentów, jak i w hotelach.Jednak dopóki osobą odpowiedzialną za zespół będzie obecny koordynator destynacji, nie ma szans na stworzenie zdrowej atmosfery, opartej na szacunku i profesjonalizmie.
Mimo wszystkich trudności – nadal kocham tę pracę. Rezydentura daje mi radość i satysfakcję. Wiem, że to właśnie w tej branży chcę się realizować. Dlatego w przyszłości celuję w biuro, które stawia na partnerskie podejście i autentyczny szacunek do pracowników. Gdyby jednak pojawiła się szansa powrotu do Corala – ale nie do Bodrum nie wykluczam, że rozważyłabym taką możliwość. Po moich wynikach, zaangażowaniu i pozytywnych opiniach hoteli oraz gości takie szanse powinny istnieć… chyba że i to zależy od Roberta
Na koniec chciałabym dodać coś bardzo istotnego. Mimo rzetelnej pracy, dobrych wyników, bezproblemowości i sympatii ze strony współpracowników, jestem jedyną osobą z Bodrum 2025, która nie otrzymała listu referencyjnego, mimo że miesiąc wcześniej szef zapewniał mnie, że taki dokument otrzymam.
Zapytana o powód, usłyszałam trzy wyjaśnienia:
Rzekome opinie na GoWork, które – zdaniem przełożonego – sama napisałam (co jest nieprawdą, a osoby, które je wystawiły, mogłyby to potwierdzić).
Moja prośba o ustawowy dzień wolny (1 na 7 dni pracy), którego nie otrzymałam przez 14 dni. W tym czasie przepracowałam około 150 godzin, także na zmianach nocnych. Gdy zapytałam o możliwość odpoczynku, spotkałam się z odmową.
Słowa szefa: „nie chciałbym cię w przyszłym sezonie w Bodrum”. Zapytany o powód, stwierdził, że jestem „outsiderką”, po czym dodał, że był zadowolony z mojej pracy – co samo w sobie brzmi absurdalnie i nie tłumaczy, dlaczego jako jedyna osoba nie otrzymałam referencji, które mogłyby ułatwić mi dalszy rozwój zawodowy.
Kończę więc sezon z rozczarowaniem. Nie otrzymałam konstruktywnej oceny opartej na wynikach, zaangażowaniu czy jakości pracy, lecz ponoszę konsekwencje osobistych uprzedzeń i braku profesjonalizmu przełożonego. To wyjątkowo gorzkie doświadczenie, szczególnie gdy włożyło się w tę pracę tyle serca. Bo w tej branży można wiele wybaczyć – zmęczenie, stres, trudne warunki – ale nigdy brak szacunku do człowieka. A właśnie tego w Bodrum zabrakło.