Pracowałam w dziale niemieckim, ze znajomością języka. Opinia rzetelna. Pani kierownik była z reguły miła. Jednak niestety w pracy była zestresowana i miała tendencję do faworyzowania niektórych pracowników. Problemy katowickiego działu były na tyle zaawansowane, że często musiała mimowolnie jeździć do Kornic, przez co pracownicy czuli się jak na wakacjach. Biuro było mówiąc wprost - słabo wyposażone, ale w bardzo dobrym położeniu na tle Katowic. Wypowiem się o dziale niemieckim. Początkowo każdy (szczególnie grupa 3 osób) był dla mnie bardzo miły, pomocny, aż nazbyt. Z racji tego, że nie miałam dużego doświadczenia, początkowo byłam referentem sprzedawców. Nie dało się ominąć napiętej atmosfery na starcie. Ludzie nazywający siebie „przyjaciółmi” (w.w. grupa 3 osób), skrycie darzyli się wrogością i niechęcią, szczególnie dwie kobiety z tej kliki. Jednak potrafili bardzo skutecznie się zjednoczyć, niczym Niemcy w 1990 roku, jeśli chodziło o ubliżanie i kwestionowanie kompetencji pracowników, który nie chcieli być na „łasce Pana”, i niechętnie uczestniczyli w tym groteskowym show. Otóż persony te były dla siebie tak miłe, że jednego dnia potrafiły chodzić razem na papieroski czy obiadki, tylko po to, by godzinę później skarżyć na siebie wzajemnie do kierowniczki lub iść z koleżankami z innego działu „obrobić sobie tyłki”. Z tego miejsca chciałabym powiedzieć, że nie każda osoba z niemieckiego DH taka była, bo byli także pracownicy bardzo mili i życzliwi, ale oni starali się być zdystansowani od trójcy przenajświętszej. Trójca NIENAWIDZIŁA WRĘCZ sytuacji, kiedy pracownik spoza ich koła wzajemnej adoracji był samowystarczalny. Zdarzało się, że wielcy filologowie, technolodzy i specjaliści w jednym nie rozumieli ofert, które dostawali. Potrafili w ofertach wprowadzać własne zmiany, o których nie raczyli wspomnieć referentowi, dzięki czemu obszerne oferty były do poprawy. Często ich wiedza była sprzeczna z tą, która została przyjęta w Kornicach, dlatego też czasem nie dało się wykonać ofert tak, jak oczekiwali oni, co skutkowało problemami. W takim miejscu nie da się rozwijać. Osoby te robiły wszystko, by takich pracowników po prostu zlikwidować. Wykluczając z życia pracowniczego, sugerować, że pracownik rzekomo „‚nic nie potrafi i gdyby nie ich łaska..”, kłamiąc o pracowniku szefostwu lub współpracownikom, zniechęcając innych do utrzymywania kontaktów z takowym pracownikiem. Sugerując, że to pracownik reagujący sprzeciwem jest problemem. Naprawdę czasem zastanawiam się, jakim trzeba być człowiekiem, by po takich czynach umieć spojrzeć sobie w lustro z czystym sumieniem i tak jak te osoby być z tego dumnym. Osoby te miały w zwyczaju tłumaczyć swoją podłość manipulacjami i „specyfiką pracy handlowca”. Niestety trafili na wrażliwą osobę; Mój dobrostan psychiczny bardzo ucierpiał. Wystarczyło zmienić pracę, by wrócić do równowagi. Pracownicy w podobnej sytuacji byli zarówno przed moim zatrudnieniem, jak i po. Niestety kierownictwo wiedziało, ale nie było co liczyć na sprawiedliwość, raczej na zatuszowanie problemu i udawanie, że problem stanowią pracownicy zgłaszający nieprawidłowości. Dochodziło nawet do sytuacji, w których kierowniczka mówiła osobom, które przekazywały plotki ich ofiarom i stawały w ich obronie, że „Jakbyś się nie mieszał/a, nie miałbyś/miałabyś problemów”. Z tego co widzę sytuacja się nie zmieniła, a obecnie całe Eko-Okna są pogrążone w klęsce. Z tego co wiem, do Kornic dotarło to, co działo się w Katowicach, czego katowickie ekoludki bardzo się obawiały. W innych działach atmosfera była także napięta, ale nie aż tak. Teraz nie ma co liczyć na zatrudnienie.